Star Trek Titan – The Red King

Titan#2 The Red KingThe Red King to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z pierwszego tomu, Taking Wing, również autorstwa Andiego Mangelsa i Michaela A. Martina. Po prowizorycznym zażegnaniu kryzysu na Romulusie, Riker zgadza się pomóc Donatrze w odnalezieniu jej zaginionej floty.

W poprzedniej części wydarzyło się całkiem sporo. Do załogi Tytana dołączył Tuvok, który przebywał na Romulusie z tajną misją, mającą na celu sprowadzenie Spocka z powrotem do Federacji. Jednak wskutek kryzysu wywołanego, przez Shinzona, przypadkiem trafił do więzienia. Został z niego uwolniony wraz z Remanem o imieniu Mekrikuk, który obecnie prosi o azyl polityczny w Federacji. Zbrojne powstanie Reman, które niemal przerodziło się w krwawą wojnę domową, zostało zażegnane objęciem przez Klingonów protektoratu nad Remusem. A największa obecnie flota Romulan, będąca pod dowództwem Donatry, zaginęła gdzieś w anomalii wywołanej przez zniszczenie broni Shinzona. I to właśnie odnalezienia tej floty podejmuje się Riker.

USS TitanPodczas próby zbadania anomalii, Tytan wraz z towarzyszącym mu Valdore zostaje wciągnięty w sam jej środek. Gdy załoga odzyskuje kontrolę na jednostką i sensorami, stwierdza, iż okręt nie jest już w pobliżu Romulusa, tylko blisko 200 000 lat świetlnych dalej, w Małym Obłoku Magellana. Mało tego. Nie dość, że załoga znajduje się przeszło 200 lat od domu, w wysokim WARP, to jeszcze okazuje się, że miejscowa przestrzeń niszczona jest przez tworzący się w anomalii wszechświat niemowlęcy…

Mimo olbrzymiej odległości karłowatej galaktyki od terenów Federacji, nie jest to pierwsza wizyta ludzi w tym zakątku wszechświata. A wręcz Mały Obłok Magellana aż roi się od ludzi. Kilkaset lat wcześniej, podczas pierwszych prób z napędem WARP przez ludzi, doszło do wypadku i cała stacja, wraz z załogą zaczęła długo wędrówkę aż do tej małej galaktyki. Grupka ludzi przystosowując się do trudnych warunków życia na wędrującej stacji, wkrótce po przybyciu do obłoku, podbiła miejscowe rasy i ustanowiła Hegemonię. W 2298 roku USS Excelsior, pod dowództwem kapitana Sulu, podczas próby utrzymania wątłego pokoju między Federacją a Tholianami, zostaje przeniesiony do tego samego obłoku. Na pokładzie Excelsiora znajdował się admirał Akaar, wówczas młody szef ochrony, oraz Tuvok. Oboje służą teraz radą Rikerowi, który nie tylko musi odnaleźć zaginioną flotę Donatry, ale również zapobiec zniszczeniu lokalnej przestrzeni, przez rodzący się wszechświat.

Okazuje się, że znalezienie i odzyskanie okrętów Donatry jest łatwiejsze, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jednostki te były kontrolowane przez dziwną energię, która wykazywała zarówno ślady inteligencji, jak i na pewno pochodziła z tworzącego się wszechświata. Po odzyskaniu kontroli nad flota i wypchnięciu z jej z układów dziwnej energii, rozrost owego niemowlaka znacznie się przyśpieszył i zagraża pobliskiej planecie, zamieszkanej przez blisko 2 miliardy istnień…

Załoga Tytana staje przed trudnym dylematem, ratować siebie, czy próbować uratować choć część z tych 2 miliardów istnień.

Druga książka serii podobnie jak pierwsza zawiera sporo odniesień do innych dzieł ze świata Star Treka. W odróżnieniu jednak od poprzedniczki nie są to filmy i seriale, ale głównie inne książki. Wśród ważniejszych odniesień jest The Sundered, Mangelsa i Martina oraz Cold Fusion, DeCandido. Niestety mimo interesujących odniesień, książka jest słabsza od Taking Wing. Załodze Tytana idzie w niej zdecydowanie za łatwo. Bez problemu odbijają sporą flotyllę romulańskich drapieżnych ptaków, która do samego końca ich ignoruje. Bez większych trudności holują olbrzymią stację. A jedyne bohaterskie poświęcenie członka załogi, przy ratowaniu dziecka, kończy się tylko bezemocjonalną liczbą w statystyce, przy blisko 2 miliardach innych poległych. Nawet zamknięcie anomalii, przez wysadzenie dwudziestu paru reaktorów Romulan, odbywa się bez przeszkód.

Można śmiało powiedzieć, że największym pozytywem powieści jest Donatra, której knowania i wahania utrzymują odpowiednie napięcie przez całą książkę. Czytelnik do samego końca nie może być pewien jej postępowania, ani kto i kiedy znajdzie się na jej liście celi. W jednej chwili może uratować nawet największego wroga, Klingona, tylko po to, by za chwilę posłać mu nóż w plecy.  Śmiało można powiedzieć, że Donatra swoim postępowaniem zagwarantowała sobie stałe miejsce zarówno we władzy na Imperium Romulańskim, jak i innych pozycjach opisujących uniwersum.

Podobnie jak z pierwszym tomem, polecam książkę każdemu fanowi Star Treka, aczkolwiek z ciut mniejszym entuzjazmem (4/6).

5 myśli nt. „Star Trek Titan – The Red King”

  1. No i tego sie balem. Jedna ksiazka w miare na poziomie a teraz czytam, ze kolejna gorzej.
    Coz powiedziec… Uniwersum umiera, ba juz umarlo wraz z smiercia Daty. ENT byl nieporozumieniem, ST11 tez pomylka a zadna z ksiazek nie zostala zaliczona do kanonu.
    Z reszta niestety nie moze byc inaczej. Na dzien dzisiejszy Star Trek nie ma osoby, ktora „trzymalaby wszystko w kupie”. I niestety nowy Roddenberry pewnie sie nie pojawi.

  2. A idz pan. Co to za fabula?! To jest, nie przebierajac w slowach, kompletnie z dupy. Przeczytaj to streszczenie Toudi jeszcze raz. To nie jest zaden Star Trek! To jest kompletnie osobny swiat wykreowany przez autorow, ktorzy go opychaja pod szyldem Treka. Dla mnie to skandal i zdzierstwo, pocialbym to w niszczarce i wyslal im zwrotem.

    Jeszcze poprzednia czesc miala jakis sens, odwolywala sie do wydarzen z Treka, cos tam rozwiazywala i tak dalej… Ale to? To jest po prostu koszmarek fanfickowy: „mam super pomysl… zniknely okrety romulanskie i federacja pomaga je odnalezc!-Super, ale to za malo… masz cos wiecej?-yyy… no te okrety zostaly wciagniete w jakas anomalie…i wyrzucone na drugi koniec galaktyki1.-Brzmi fajnie ale to juz bylo w Voyagerze… moze zmienmy to na „inna galaktyke”… ale blisko zeby nie przeginac… Hmmm…brakuje czegos… O, juz wiem-musi byc wojna!-Tak, trafia w sam srodek wojny!-Z super zaawansowanymi kosmitami z peta-deta-ceta alfa!-Nie czekaj, moze nie, to zbyt typowe…o, moze tam trafili jacys ludzie po latach podrozy i zalozyli swoje imperium? Cos jak Khan albo terranie z mirrorverse…-O, podoba mi sie… al jak juz przy tym jestesmy to niech ta anomalia sprawi ze statek Rikera bedzie lecial z ogromna predkoscia warp!-Swietna mysl! Ale coz ta anomalia?-Mam pomysl, niech bedzie inteligentna!-I niech bedzie jak dziecko!-Tak, potegi o umysle dziecka w treku sa super!-Poczekaj, mam cos jeszcze: baby-unvierse! To bedzie baby universe!-Super pomysl, mega total ultral!-Wooow, ale dowalilismy!-no, ale czekaj, moze cos jeszcze da sie upchnac…-Poczekaj, juz wiem… niech ten baby universe jakos poriei te statki romulan i je zakazi swoja energia inteligentna czy cos…-Oooch, ty to masz leb!”. SYF. Kto im pozwolil tak zgwalcic Treka? Zreszta, nie musicie odpowiadac-ci sami ludzie ktorzy dali zielone swiatlo dla reebotu z 2009 roku.

    1. Sakramentos masz sporo racji (myślę, że nawet większość), fabuła tej książki jest momentami strasznie zagmatwana. Jest zdecydowanie za dużo ułatwień i skrótów. Najgorsza jest sprawa tej całej romulańskiej floty. Ale cóż poradzić. Czasem trzeba mieć i te gorsze przykłady, by jeszcze bardziej lubić te jaśniejsze pomysły (jak poprzednia książka).

      Natomiast zarzut, że to nie Trek a fanfic, jest po części prawidłowy. Paramount nie uznaje książek i komiksów. Ale nie ma jeszcze tak źle by to niszczyć, tylko dlatego że twórcy próbują coś napisać. Pięknem Star Treka jest fakt, że świat pokazany jest „mały”, by znaleźć nowego wroga (lub bardziej trekowo – wyzwań ;)), wystarczy przenieść się kilkanaście tysięcy lat świetlnych w bok a nie trzeba szukać nowych galaktyk. Ale mam nadzieję, że to taki pojedynczy wyskok i kolejne książki będą bardziej jak TNG.

      A co do „gwałtu”, to odpowiem po kolejnych tomach, w końcu serialom z reguły daję około 5 odcinków na zaprezentowanie się, to i książką mogę dać i tyle. ;)

      Zaś jeśli chodzi o koncept książki, to masz rację, z małym wyjątkiem:

      …i wyrzucone na drugi koniec galaktyki1.-Brzmi fajnie ale to juz bylo w Voyagerze… moze zmienmy to na „inna galaktyke”… ale blisko zeby nie przeginac… Hmmm…brakuje czegos…

      Tu raczej było: pamiętasz tę książkę co żeśmy machnęli kilka lat temu. No tę, to tam ich poślemy i zrobimy overkilling, co by nikogo żal nie było… :(

      1. Ale z tymi 5 odcinkami i 5 ksiazkami to chyba nie tak. Ksiazka to zupelnie inny format. Nie ze medium, ale format. Jeden odcinek w ksiazce to kilka rozdzialow, to jakies 60-80 stron na 400 stron. Problemem duzej czesci ksiazek z franczyz serialowych jest wlasnie to. Historie w nich opisane sa za male jak na ksiazke. Szczegolnie dotkliwe jest to w serii Stargate. Pomysl ze jedna ksiazka=jeden/dwa docinki jest calkowicie chybiony. Jedna ksiazka powinna zawierac caly kompletny plot arc, co jest odpowiedmikiem sezonu wzglednie polowy w dzisiejszych czasach. A wiec sadze ze mozna ocenic juz po jednej. Ksiazka to zamknieta calosc, to nie serial.

Dodaj komentarz