Major

MajorMajor to trzeci i ostatni tom serii WWW Marcina Ciszewskiego (choć przeszukując czeluści internetu, znalazłem informację jakoby autor planował kolejną książkę o przygodach podpułkownika Grobickiego i jego Pierwszego Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego, niestety bez konkretów). Tym razem autor skupia się na losach porucznika Wojtyńskiego, dowódcy plutonu GROMu, podczas jego działań w strukturach powstańców.

Wydarzenia opisane w książce dzieją się między poprzednimi tomami, choć główna część akcji odbywa się w kwietniu 1943 roku, podczas likwidacji warszawskiego getta. Na dzień rozpoczęcia akcji w getcie, Wojtyńskiemu razem z Grotem udaje się doprowadzić do negocjacji z przedstawicielem władz amerykańskich w sprawie przekazania im MDSa, w zamian za pomoc na rzecz odrodzenia się Polski. W tym samym czasie Sowieci wpadają na trop jednego z amerykańskich techników MDSa, którego rany odniesione podczas nalotu w 39 roku nie pozwoliły na ewakuację.

Fabularnie to byłoby wszystko. Mamy pokrótce pokazane jak wygląda rekrutacja do batalionu pod rządami Wojtyńskiego, oraz nieco ich „partyzanckich” działań. Poznajemy lokalizacje Obiektów i dlaczego działają tak a nie inaczej. Dowiadujemy się też, że wszyscy wiedzą o obecności batalionu oraz o tym skąd on jest. Niemcy dzięki Cuprysiowi, Sowieci dzięki szpiegom u Niemców, Amerykanie dzięki amerykańskim Marines z 2007 roku. No i oczywiście, każda strona chce dostać MDSa w swoje ręce.

Już przy poprzedniej książce pisałem, że wreszcie autor podał nieco faktów ze zmienionej historii i w tej książce Ciszewski rozwinął ten temat mocniej, lecz nadal zdecydowanie za mało. Po poprzednich tomach, gdzie autor opisywał tylko po kilka dni z wydarzeń, miałem nadzieję, że tym razem będziemy mieć może nieco mniej szczegółowe opisy zdarzeń, ale będzie ich więcej. Jednak i w tym tomie akcja skupia się tylko na kilku dniach. Są one ponownie opisane dosyć szczegółowo, ale przez to odzywa się głód informacji z ogólnych wydarzeń obecny przy pierwszym tomie. Skoro wszyscy w około wiedzą co się dzieje i jak się mniej więcej będzie się rozwijało, to dlaczego tak niewiele ulega zmianie. Skoro Stany wiedziały o ataku na Pearl Harbor i tym razem wyprowadziły okręty z portu, co zakończyło się tragiczniej niż w oryginalnej historii, to jak potoczyła się dalsza walka na Pacyfiku? Skoro Zachodni Alianci oraz Rząd Polski był uprzedzony o tym jak Sowieci będą traktować jeńców, to dlaczego nikt nic nie zmienił? To tylko dwa z wielu pytań, które powstają po lekturze i na które możemy już nie poznać odpowiedzi.

Ale wróćmy do Polski, tak jak poprzednio pisałem, okupacja miała łagodniejszy przebieg, teraz na kilku przykładach poznajemy ze szczegółami dlaczego. Trzeba przyznać, że wysadzanie słuchawek telefonicznych podczas rozmowy prowadzonych przez niemieckich dowódców w ich tajnych lokalizacjach, może działać negatywnie na morale i łagodzić zapędy tyranów. Podobnież widok ciała po otrzymaniu kulki z karabinu Barrett, czy sieczki w wykonaniu działka GAU-12 (podwieszonego wcześniej pod Mi24D). Jestem w pełni przekonany, że morale przeciwnika po użyciu takich broni spada znacząco, szczególnie kiedy nie da się ująć sprawców, a samemu nie dysponuje się nawet zbliżoną technologią…

No ale to właściwie wszystko co można napisać o tym tomie. Poziomem nie ustępuje poprzednim książkom. Akcja wartko ciągnie nas do ostatniego wystrzału. Ale w odróżnieniu od swoich poprzedniczek nie ma w niej niczego co mogłoby czytelnika zaskoczyć, no może pokazem skuteczności działań batalionu i to nie w partyzanckim stylu, ale raczej w stylu porządnego wywiadu, niemal jak filmowe MI6, czy CIA. Jednak względna przewidywalność oraz słabsze przywiązanie czytelnika do bohaterów i ich losów (zwłaszcza do Wojtyńskiego, ponieważ i tak wiemy, że przeżyje i poprowadzi akcję w 1944), nie pozwala mi ocenić książki wyżej niż 4,5/6.

12 myśli nt. „Major”

  1. Jak lubisz powiesci zahaczajace o alternatywna historię 2 wojny światowej, z wątkiem przenoszenia się w przeszłosć, to warto przeczytać serie Os czasu, australijskiego autora. 3 tomowa cegiełka, której początek fabuły wygląda bardzo podobnie. Z 2022 roku zjednoczona Flota UN przenosi się do roku 1942.

    Odsyłam do linka http://en.wikipedia.org/wiki/Axis_of_time

    1. Dzięki, dorzucam do listy, pewno gdzieś pod koniec roku, albo na początku przyszłego przeczytam. Obecnie na tapecie mam Johna Ringo, serię Looking Glass.

      Ilość książek SF, gdy weźmie się je po angielsku, potrafi przygnieść ilością materiału. ;) Aż mam dylemat, napisać coś, czy czytać.

  2. Nie ma sprawy. Polecam się na przyszłość. Gdybyś nie widział to warto oglądnac film Final Countdown (pl. Jeszcze raz Pearl harbor; Odliczanie wsteczne), ktory stanowił inspiracje dla w/w serii ksiązkowej.

    Po angielsku nie czytam, za słabo znam język żebyc miec z tego frajdę, co zawęza liczbe ksiązek znacznie.

    1. Mozg pewno Cię to nie zaskoczy, ale widziałem ;) Pojedynek Tomcatów i japońskich Zero (tzw. dogfight) przeszedł już zdaje się do historii kina. Zacytuję tu samego siebie sprzed 4 lat:

      i zawsze mnie zastawia, co by było, gdyby kapitan nie odwołał tych samolotów?

      Tu na szczęście Ciszewski nie odwołał akcji. ;)

  3. A ja powiem tak: fakt, ze pojawienie sie batalionu z 2007 roku w 1939 nic nie zmienilo w ukladzie geopolitycznym jest jak najbardziej zgodny z logika. Efekt motyla to brednia jesli chodzi o zdarzenia historyczne. By zmienic diametralnie przyszlosc potrzebne sa dlugofalowo oddzialywujace czynniki wplywajace systematycznie na rzeczywistosc i to z wielu kierunkow. Istnieja pewne momenty historii w ktorych jedno zdarzenie moze przesadzic o wszystkich innych, ale pojawienie sie zaawansowanego technicznie batalionu w srodku wojny nim nie jest. Juz za pozno na zmiany! Rozwazmy taki przyklad: zamach Staufenberga na Hitlera. „Jesli by sie udal…” zadaje sobie ktos pytanie i stwuerdza ze wystarczyloby ta bombe troche bardziej przysunac. Czy to wszystko? Nie. Smierc Hitlera nic nie zmieniala. To, co stanowi o wartosci tego pojedynczego zdarzenia dla calej historii, jego niezrealizowany potencjal to fakt, ze od lat przygotowywano przewrot w panstwie-robily to nieudolnie rozne grupy. W koncu udalo im sie porozumiec, uruchomili plany i zaczeli dzialac. To byl zorganizowany wysilek wielu osob trwajacy bardzo dlugo. I dlatego mial szanse sie powiesc. A teraz rozwazmy inny zamach na Hitlera-Warszawa 1939 rok, parada Niemcow i pol tonu materialow wybuchowych na trasie przejazdu fuhrera. Nie detonowano z do dzisiaj niejasnych przyczyn. Ale co by to zmienilo gdyby sie udalo? Nic. Absolutnie nic. Wojna by nadal trwala, okupacja by trwala, nazisci byliby u wladzy i Niemcy walczyliby z aliantami a nastepnie musieliby zaatakowac Sowietow prewencyjnie zanim oni zaatakowaliby ich. Efekt-ten sam. Ostatecznie Niemcy mieli male szanse na wygrana tak czy siak.

    Historia jest niepodatna na efekt motyla, bo historia to nie domek z kart, ale chaos krazacy wokol konkretnych „atraktorow”-jak w teorii chaosu. By cos faktycznie zmienic nalezy skoncentrowac sie na kreacji tych atraktorow, a nie zmianie zachowania poszczegolnych elementow.

    To tez tlumaczy dlaczego mimo wiedzy niewiele sie zmienilo w zachowaniach panstw. Np. niby dlaczego miala inaczej potoczyc sie wojna na Pacyfiku? Lotniskowce mialy opuscic Pearl Harbour i tak (sa dowody ze ameryknie wiedzieli o mozliwosci ataku i zrobili to specjalnie), i zaden nie zostal nawet drasniety, zas kleska ta miala bardziej wplyw psychologiczny anizeli faktyczny-wiekszosc z statkow podniesiono i wyremontowano i tylko jeden pancernik zostal stracony. Wiec co zyskaliby Amerykanie wyprowadzajac cala flote? Tylko szybsze odblokowanie portu bo nie trzeba by bylo go porzadkowac. W efekcie- dokladnie to samo, co w niezmienionej historii, tylko co najwyzej z paroma zmianami taktycznymi na poczatku. A okupacje? A niby co mozna bylo zrobic? Alianci mieli nie zawierac sojuszu z Stalinem? To by wojne przegrali.

    I tak dalej. Niestety w tej partii szachow ustawienie jednego pionka to za malo dla lepszego wyniku. Rozgrywka byla juz zbyt okreslona.

    1. ale pojawienie sie zaawansowanego technicznie batalionu w srodku wojny nim nie jest.

      Jako siły biorącej udział w walkach nie. Zmienia, tak jak w książce taktyczną sytuację, ale nie strategiczną. Ale gdyby tak dostarczyć Brytyjczykom lub Amerykanom jednego Mi24D, z GAU-12 i kilkoma podwieszonymi rakietami (nawet tymi niekierowanymi), to powinno to zmienić przebieg działań od 41-42? Naukowcy nie powinni mieć problemów ze skopiowaniem tej technologii uzbrojenia. Myślę, że nawet silnik dali by radę powielić, w końcu to tylko z dekada do przodu. (Pierwsze odrzutowce latały przed końcem wojny, a to przecież rozwinięcie tej technologii.)
      Natomiast wybicie wojsk niewiele wówczas dawało, przemiał przez tą wojnę był ekspresowy, jak i rozwój uzbrojenia. Można wręcz powiedzieć, że czołgi które opuszczały fabrykę, już w tym momencie były do tyłu o generację. (Ruskie nawet bardziej, ale zatopiły wroga ilością.)

      To tez tlumaczy dlaczego mimo wiedzy niewiele sie zmienilo w zachowaniach panstw. Np. niby dlaczego miala inaczej potoczyc sie wojna na Pacyfiku? Lotniskowce mialy opuscic Pearl Harbour i tak (sa dowody ze ameryknie wiedzieli o mozliwosci ataku i zrobili to specjalnie), i zaden nie zostal nawet drasniety,

      Nie pisałem tego w notce, bo to w sumie brzydki spoiler, a bardzo fajna ciekawostka, jak się czyta książkę. Jeśli chodzi o historię to tak, Amerykańce wiedzieli o wypowiedzeniu wojny przez Japonię o planie ataku (złamali szyfry). wyprowadzili lotniskowce, a niemal całą flotę straconą w Pearl Harbor odremontowali. Miało to związek z tym, że do końca nie wiedzieli, że uderzy Yamamoto (istniała obawa, że opłynie Hawaje i uderzy wprost na bazy na kontynencie). Zresztą brak lotniskowców w porcie skrócił japoński atak i właściwie zatrzymał, bo istniała obawa, że mogą być w pobliżu i polować na japońskie lotniskowce.
      W książce jednak, cała flota opuszcza Pearl Harbor i zaczyna polowanie na japońską flotę (Marines nie byli wstanie podać dokładniej drogi floty japońskiej). Kończy to się zatopieniem 3 lotniskowców amerykańskich i niemal całego wsparcia, na morzu, bez możliwości podniesienia floty. (Japończycy szybciej znaleźli Amerykanów, niż ci Japończyków.) A takie coś powinno już zmienić przebieg wojny na Pacyfiku. Teraz nic już nie stała na drodze Yamamoto, mógł spokojnie uderzyć resztę floty amerykańskiej w pobliżu kontynentu. Zresztą nie tylko Ameryka się wówczas otworzyła, ale i Australia, bo ABDA nie miała tam wówczas floty zdolnej powstrzymać Japończyków, co pokazał rok 42, kiedy została rozgromiona.

      Alianci mieli nie zawierac sojuszu z Stalinem? To by wojne przegrali.

      I tu jest pies pogrzebany. Alianci nie mogli sobie pozwolić na nie zawarcie sojuszu z ZSRS, ale czy koniecznie musieli oddać (po wojnie) Polskę i okolicę pod Stalinowską strefę wpływów?

  4. Jesli chodiz o Polske to dzialaja tu te same powody dla ktorych w normalnej historii sie tak stalo. Stalin nie byl latwy do zastraszenia, by uratowac nasz kraj i przy okazji Wegry oraz Czechy to nalezaloby dokonac bardzo poteznej demonstracji sily i wywolac skoordynowany nacisk dyplomatyczny na ZSRR (BTW skad sie wzielo do ZSRS, przez lata bylo ZSRR a teraz sie skrot zmienil? Pa czemu to?). To zas zepchneloby oba mocarstwa na krawedz wojny… USA bylo na to zbyt idealistyczne i jednoczesnie cyniczne. Wlk.Brytania i Churchill byli zmarginalizowani. A desantow nie dalo sie poprowadzic inaczej. Co najwyzej mozna bylo Czechy zajac silami amerykanskimi, ale… na tym koniec. Wiedza ogolna to za malo-bardzo wiele osob zdawalo sobie sprawe, co che zrobic Stalin i do czego dazy. To nie jest wystarczajace do umiejetnego zapobiezenia tym dazeniom.

    A co do Pearl Harbor-o, fajny motyw :) Ale powiem, ze oprocz chwilowego zwyciestwa japonczykow nie zmienia to ukladu sil. Japonia byla przemyslowo za slaba w porownaniu z amerykanami. Kluczem do zwyciestwa okazala sie zdolnosc USA do produkcji lekkich lotniskowcow ktore im wysakiwaly jak swieze buleczki z piekarnika. Amerykanie potrafili produkowac tysiace ton nowych statkow dziennie, ich przeciwnicy takich zdolnosci nie mieli.

    Co najwyzej wiec skonczyloby sie tak, ze Japonia w momencie kapitulacji zajmowalaby wiekszy teren, byc moze z Australia na czele. Ale nie byliby w stanie zmienic wyniku wojny, bo nie byli w stanie fizycznie zaklocic dzialania przemyslu amerykanskiego. Nawet zniszczenie kanalu Panamskiego by im nie pomoglo. Przeciez amerykanie wcale nie odbili wszystkich wysp i terenow z rak japonskich-Chiny, Korea, Indonezja…wszystko bylo ich w momencie kapitulacji.Kluczem byly zabie skoki i spuszczenie atomowek.

    Zauwaz tez ze nie cala sila amerykanska szla na wojne z Japonia. Podstawa byla zasada „Europe first” i jakies 2/3 wysilku szlo na tamten front. W tym scenariuszu mozliwe ze byloby na odwrot i byc moze to spwodowaloby ze po wojnie pozycja Amerykanow wobec Rosjan bylaby slabsza, bo ci zajeliby wieksze terytorium.

    A co do tehcnologii-nie sadze. To wcala nie sa tak proste rzeczy jak ci sie wydaje ;) Wystarczy spojrzec na to jak problematyczne okazalo sie „reverse-engineering” technologii niemieckiej po wojnie. Tu zas nie mowisz o prostej adaptacji, tylko o czyms co wyprzedza epoke o kilka dekad. Bardzo niewielka czesc rozwiazan z Mi-24 nadawalaby sie do skopiowania czy w ogole by ja skopiowano. Spojrz na wspolczesne armie swiata, np. chinska. Modernizuje sie i modernizuje… sciaga te blueprinty z Pentagonu netem i sciaga, a konca nie widac. A sa teoretycznie na tym samym poziomie cywilizacyjnym. To nie takie proste z planami, a co dopiero bez nich… Nie sadze by rozebranie jednego smiglowca dalo im cokolwiek. A co z materialami? Co z technika konstrukcyjna? Z wiedza inzynierska? Nie brzmi to realistycznie. Bardzo ogolne kwestie-tak, to by pomoglo. Ale czy by zmienilo wynik wojny? Polacy w czasie wojny porwali, rozmontowali i wywiezli do Wlk.Brytanii pocisk V-2 i co? I nico.

    1. Socjalistycznych, Radzieckich jeden pieron…

      Natomiast co do sytuacji Polski, to Wojtyńskich chciał zamienić technologię XXI za bezpieczeństwo kraju i nie umieszczenie Polski w sowieckiej strefie wpływów. W książce pewną szansę miał, ale wyszło jak zwykle. Że w naszej historii szans nie mieliśmy, to wiem.

      A co do Pacyfiku, to ówczesne lotnictwo miało ograniczony zasięg, bez Australii i Hawajów Amerykanie nie byliby wstanie zapewnić bezpieczeństwa swoim zachodnim wybrzeżom. Ani zadać decydującego ciosu Japonii, bo bombowce nie zrzuciłyby bomb. Wyspy co prawda z każdym rokiem wojny traciły co prawda znaczenie, jeśli chodzi o lotniska (na rzecz lotniskowców), ale ciężkie bombowce nadal je potrzebowały. Ciężar zadania ewentualnego ostatniego ciosu spadłby na Sowietów, a przez to wyszliby z wojny jeszcze silniejsi. Może nawet silniejsi na tyle, że zamiast zimnej wojny, mielibyśmy normalną.

      A co do tehcnologii-nie sadze. To wcala nie sa tak proste rzeczy jak ci sie wydaje ;)

      I tak i nie, Mi24 to stara sowiecka konstrukcja (oblatana w 1969), a te z zasady były proste jak konstrukcja cepa. ;) Wiem, że modernizowana, z całą tą elektroniką, ale przecież chodzi o układ płatów wirnika i silnik. Że już nie wspomnę, że silnik pewno zmieniłby i normalne myśliwce.
      No ale nawet jeśli nie, to czołgi Twarde miały pancerze reaktywne. Kawałek materiału wybuchowego między dwoma płytami metalu to chyba idzie skopiować. Taki pancerz znacznie poprawia właściwości czołgu. A niemieckie czołgi było nie było, były lepsze. Co prawda główny ciężar walk pancernych ponosili sowieci (i wygrywali dzięki ilości), ale gdyby tak Alianci mogli skuteczniej walczyć, kto wie czy nie zdobyliby szybciej Berlina a może i…

      A V-2, V-2 nie miało znaczenia dla wojny, to już V-1 było skuteczniejsze, przynajmniej zastraszało ludność…

  5. W jakiej kolejności polecasz czytać? Znam słabo wydawnictwo Warbooks jedynie z serii „Gambit” „Punkt Cięcia”.

    {ytanie
    Chronologicznej 1939, Major, 1944 czy według daty wydań książek?

    1. Wydaje mi się, że nie ma to większego znaczenia, którą wpierw przeczytasz, czy Majora czy 1944. Major nic nie zdradza z przyszłych wydarzeń. A w 1944 nie wiele jest o losach Majora w czasie wojny, jest tylko fakt awansu i że przeżyje.

  6. Dzięki. W kolejce jest jeszcze seria „Wybór broni”.
    Daje do myślenia ta spekulacja http://www.1939, autor sugeruje że nawet gdybyśmy wykorzystali każdą sytuację do ataku i tak byśmy przegrali.

    PS. polecam serię „Niszczyciel” Taylor Anderson.

    1. Dorzucę ci jeszcze do listy Odległe Rubieże Wolffa, druga wojna w alternatywnej linii, gdzie zaczynają ją nie Niemcy, a Rosjanie, a Polacy jak zwykle są pierwszym celem. ;)

      Mając przeciw sobie Rzeszę i ZSRR Polska nie miała szans, nie zależnie od sił i technologii jaką dysponowała. O ile z jednym przeciwnikiem oraz możliwością uzyskania wsparcia pewno byśmy mogli się bronić, o tyle będąc w kleszczach dwóch bogatszych kolosów, z czego jeden miał (jak na tamte czasy) praktycznie niewyczerpane źródła siły, to nie wiele da się zrobić, tylko opóźniać nieuniknione. W serii WWW, w sumie najbardziej smuci fakt że Alianci nawet za cale wsparcie jakie musieli zyskać zamieszaniem ludźmi z przyszłości i tak wystawili nas Stalinowi na tacy.

Dodaj komentarz