The Last Centurion

The Last CenturionJohn Ringo, autor Ostatniego Centuriona, wychodzi na mojego ulubionego pisarza SF ostatniej dekady, wyprzedzając Davida Webera, który choć tworzy doskonałe światy, to brakuje mu mu lekkości tekstu Ringo. Tym razem John napisał książkę, która nie do końca podpada pod SF, bliżej jej do sensacyjnego thrillera z udziałem amerykańskiej piechoty.

Wpierw nieco fantastyki naukowej, którą można znaleźć w książce. Mamy bliżej nieokreślona przyszłość, główny bohater, zwany Bandit Six, zasiada przed komputerem i spisuje w formie pamiętnika wydarzenia, których był uczestnikiem w latach 2019-2022. W latach kiedy świat nawiedziły przynajmniej dwa kataklizmy. Pierwszy to epidemia ptasiej grypy: gdzieś w centralnych Chinach pojawia się ognisko wirusa H5N1, który przenosi się z człowieka na człowieka i w krótkim czasie dziesiątkuje ludność świata. Drugim kataklizmem okazuje się mała epoka lodowcowa. Aktywność słońca maleje, wiatr słoneczny słabnie, na ziemię dociera więcej kosmicznego promieniowa, to zaś prowadzi do zwiększenia się ilości chmur, a to z kolei ochładza Ziemię. Ludzkość, która ledwo zaczyna się zbierać po ciosie zadanym przez jakąś tam grypę, dostaje kolejny kopniak od natury, najpierw trudną zimą a potem klęska głodu…

Kiedy wybucha epidemia grypy, główny bohater znajduje się w Iranie, gdzie USA wraz sojusznikami w ramach ONZ przeprowadza „działania policyjne”. Wszystkie kraje w tej kryzysowej sytuacja ściągają swoje wojska do macierzystych krajów, nie inaczej robi USA. Ale poza ludźmi jest jeszcze sprzęt, a nikt nie chce by wpadł on w niepowołane ręce. Z rozrzuconych baz tworzy się pojedynczą i wyznacza niewielki oddział do jej pilnowania. Za logistykę (jak i sprzęt warty około miliarda dolarów) kompanii pozostawionej w Iranie odpowiada nie kto inny, jak główny bohater: kapitan Bandit Six. Dosyć szybko składem zaczynają interesować się lokalne sił walczące o władzę, kapitan nie mając szans na odparcie ataku niszczy bazę a następnie robi powtórkę Marszu Dziesięciu Tysięcy sprzed 2,5 tysięcy lat, próbując dotrzeć w rejony kontrolowane przez sojuszników. Po drodze do przemieszczających się żołnierzy przyłączają się dziennikarze. Wraz z nimi Bandyta tworzy nowy rodzaj reality show – Centurioni (o przemarszu jego oddziału) i zmienia losy świata staczając potyczki w Iranie, Iraku i Turcji…

Ostatni Centurion to czysty polityczny tekst propagandowy, niestety ze względu na bardzo pokręconą sytuację polityczną w naszym kraju, ciężko przenieść to na nasze realia. Ringo nie zostawia suchej nitki na Demokratach (amerykańska lewica). Obrywają za wszystko od relacji międzyludzkich, przez zarządzanie po stosunek do ekologii (gdyby ktoś nie kojarzył, demokraci to: Al Gore, globalne ocieplenie, ekologiczne uprawy). Czy dostają cięgi słusznie? To zostawię ocenie czytającym. Jednak Ringo zwraca w paru miejscach uwagę, że nie wszystko jest takie jak się wydaje.

Weźmy na ten przykład rolnictwo, w książce jest „krótki” (UWAGA, to tak naprawdę spory fragment książki i dosyć ważny dla fabuły) wykład na temat jego obecnego wyglądu i strachu „zielonych” przed chemią, modyfikowaną żywnością, itp. I jak się okazuje, rolnictwo w dzisiejszych czasach nie jest już takie proste i zielone jak za dawnych epok. A tu wskutek demokratycznej prezydent całość sypie szybciej niż kostki domina. Galopujące ceny, nacjonalizacja kolejnych części gospodarki, niedobory surowców. No i problem ze specjalistami (grypa i głód przetrzebił ich liczebność). Nacjonalizacja, czyli przejęcie przedsiębiorstw przez państwo nie zawsze jest skuteczne, z reguły by przejąć władzę w takiej instytucji (czy też farmie) trzeba zmienić zarząd, bo poprzedni przecież nam nie odpowiadał. A nowy nie zawsze wie co i jak działa. A w rolnictwie nie wystarczy tylko rzucić nasiona na ziemię i czekać aż wyrosną. Potrzebny jest odpowiedni klimat (a ten się zmienił), nawóz, pestycydy do zwalczania szkodników i chwastów – a „zieloni” są u władzy, sztuczne = zło… i tak klęska głodu powiększa się.

Książka została napisana w 2008 roku, kiedy świat obiegła panika przed ptasią grypą. Jak wiemy dla nas skończyło się tylko na panice, śmiertelność była mniejsza niż przy normalnej grypie. Państwa wydały miliony na szczepionki (no Polska nie, bo nie miało pieniędzy…), które zostały niewykorzystane. Ale Ringo przedstawił sytuację skrajną, kiedy epidemia wybucha i nic nie jest wstanie jej powstrzymać. A raczej powstrzymać może ją sporo, ale wyjątkowe procedury stosowano albo za późno (wirus już się przemieścił), albo za krótko (kwarantanny krótsze niż okres inkubacji wirusa). Czarny scenariusz ukazany w książce jest na tyle realny, że gdyby podobną propagandę zastosować w realnym świecie, to uderzyłaby ona w społeczeństwo o wiele mocniej i zamiast medialnej paniki mielibyśmy bardziej normalną reakcję społeczeństwa, władz oraz myślę, że ktoś przeanalizowałby istniejące awaryjne scenariusze na wypadek podobnych kryzysów.

No ale zostawmy już tło, w końcu najważniejszym tematem książki jest główny bohater, kapitan piechoty armii stanów zjednoczonych, porzucony gdzieś na Bliskim Wchodzie, razem ze sprzętem wojskowym wartym dobry miliard dolarów i bez wystarczających środków do skutecznej ochrony bazy. No to może złe określenie, bo środki ma i może w nich przebierać: setki czołgów, transporterów, broni strzeleckiej, amunicji i min, a to wszystko bardziej liczone na tony niż na sztuki. Ale nie ma ludzi by to wszystko obstawić i użyć. A zainteresowanie bazą jest spore – bo kto by nie chciał dozbroić sobie swojej armii najnowocześniejszym sprzętem? I wreszcie następuje to, na co czytelnik czekał przez dobre pół książki. Walka o bazę kończąca się jej widowiskowym wysadzeniem. Teraz kiedy bohater nie ma już czego bronić, może rozpocząć przemarsz do przyjaznych terenów, ale (zawsze musi być jakieś ale, które komplikuje sytuację) Izrael (najbliższy sojuszniczy teren) nie zgadza się na przyjęcie towarzyszących Amerykanom Nepalczyków, więc kolejnym przyjaznym terenem jest Grecja. I tak następuje powtórka Marszu dziesięciu tysięcy, który jest pełny potyczek, zupełnie jak w oryginale. Na tyle filmowych, że po drodze powstaje serial, który z miejsca dostaje się na szczyty rankingów oglądalności.

Właściwie jedna potyczka z tego marszu warta jest dodatkowego wspomnienia. Kiedy grupa przebija się przez Bagdad, gdzie USA zostawiło w rękach „sojuszniczych” swój sprzęt z całego Iraku, okoliczne siły okazały się niezbyt przyjazne dla przejeżdżających gości i próbowały ich „zatrzymać”. Przednia szpica bohaterów przez „pomyłkę” wjeżdża w środek lokalnej bazy, w samym środku apelu i urządza sobie strzelnicę. Dzięki temu USA (pod postacią bohatera i jego podkomendnych) zabezpiecza (niszczy) sporo swojego sprzętu, który znajdował się w nieodpowiednich rękach. Nie jest to oczywiście najważniejsza potyczka w książce, nie jest też najdokładniej opisaną, ale za to raport pobitewny zawiera właśnie esencję Ringo. Krótki i treściwy, pełen oczywistych stwierdzeń, ale napisanych w taki sposób, że po każdej kolejnej linijce kąciki ust podnoszą się do coraz większego uśmiechu.

Jak pisałem na początku im więcej czytam Ringo, tym bardziej lubię tego pisarza. Jego lekki styl pełen humoru i walk piechoty (z reguły Marines) czyta się po prostu znakomicie. Podobnie jest z Ostatnim Centurionem, np. kiedy monolog bohatera przerywany jest przez nieliczne stawki jego żony, które nie wnoszą do książki nic poza właśnie humorem, wcale nie ma się ochoty krzyczeć po co tu one, tylko dlaczego ich tak mało. Jest to kolejna książka, którą polecam przeczytać, przy czym ostrzegam, przebrnięcie przez długie opisy sytuacji globalnej po epidemii i zmian klimatu może początkowo zniechęcać, ale w końcu czytelnik zostaje wynagrodzony tym co fani space oper i militarnej fantastyki lubią najbardziej – walkami (tylko że tym razem zupełnie bez SF). Za długi i nudny opis świata odejmuję pół punktu, ale za przywracam je za wspomnienie o Polsce (zawsze to miło, gdy kraj w którym sie mieszka jest zauważony, nawet jeśli to tylko jedno zdaniem) 4,5/6.

Na koniec mała ciekawostka, Polska załapała się na jeden akapit. Stwierdza, że mamy niski poziom imigrantów, wysokie zaufanie względem sąsiadów i dobry system dystrybucji szczepionek – to ostatnie wydaje się być dosyć zaskakującym hasłem, biorąc pod uwagę, jak wyglądały u nas realia przy ptasiej grypie oraz fakt, że przez większą część książki narzekał na państwową służbę zdrowia – a dzięki sumie tych założeń przeszliśmy przez epidemię dosyć łagodnie.

Dla tych którzy są zainteresowani książką, jest ona dostępna za darmo w internecie, na stronach wydawnictwa BAEN.

Aktualizacja: Zmiana polityki wydawnictwa wpłynęła na dostępność książki online. Nadal jest dostępna, ale trzeba pobrać obecnie całą płytę z strony, a nie sam tekst książki. KLIK

Dodaj komentarz