Star Trek Titan – Orion’s Hounds

Titan#3 Orion's HoundsTrzecia książka z serii o przygodach dzielnej załogi USS Titan, tym razem autorstwa Christophera L. Bennett. Bennett jest fanem Star Treka od małego, w wieku 12 lat zaczął pisać pierwsze opowiadania osadzone w uniwersum Star Treka, teraz ma na koncie sporą ilość książek i jedną z nich jest właśnie Orion’s Hounds. Tytan pod dowództwem kapitana Rikera wyrusza wreszcie w misję do której został zbudowany, by zbadać ramię Oriona.

Luty roku 2380, Tytan, po swej pierwszej dyplomatycznej misji w Imperium Romulańskim, która omal nie zakończyła się katastrofą tysiące lat świetlnych od domu, w Małym Obłoku Magellana, wyruszył z misję badania nowych systemów w ramieniu Oriona, z misję do której stworzone został okręty klasy Luna. W trakcie przelotu niedaleko grupy gwiazd zwanych Związkiem Vela załoga odbiera nietypowe wezwanie o pomoc. Nietypowe bo telepatyczne. Po dotarciu na miejsce, załoga Tytana odnajduje tam umierające stworzenia zwane potocznie Kosmicznymi Galaretkami (znanymi z pilota TNG) i rasę Pa’haquel, która była odpowiedzialna za całe zajście. Jak się okazało, okolice Vela to miejsce gdzie w około względnie młodych gwiazd wciąż powstaje nowe życie, większość to różnego rodzaju stworzenia żyjące w kosmosie, jak właśnie owe Galaretki, z których niektóre są niebezpieczne dla innych istot, a Pa’haquel próbują utrzymać odwieczny porządek rzeczy, wykorzystując do tego martwe stworzenia jako swoje statki. Riker wraz ze swoją załogą zaburza porządek panujący w okolicy i teraz musi jakoś posprzątać bałagan który spowodował…

USS TitanPrzy opisywaniu poprzednich książek, Sakramentos wspomniał, że nie powinny one zawierać w sobie materiały tylko na jeden czy dwa odcinki serialu, a raczej na sezon bądź przynajmniej na połowę. Poprzednie dwie osobno tego warunku nie spełniały, były raczej rozbudowanym dwuodcinkowcem, z dobrym motywem na cliffhanger w przerwie między sezonami. Orion’s Hounds natomiast ma znacznie więcej wątków, w tym nawet kilka tzw zapychaczy, szczególnie na początku, ale czy dzięki temu jest lepszą książką niż te autorstwa Martina i Mangelsa? Zobaczmy.

Crystalline EntityW książce pojawia się olbrzymia ilość istot żyjących w kosmosie, część jest znana z serialu, część z innych książek, część w ogóle jeszcze nigdzie nie była omawiana. Czy takie stworzenia istnieją? Może kiedyś ludzkość się przekona. Pewne jest natomiast, że takie stworzenia towarzyszą Star Trekowi od jego początków. Trzeba przyznać autorowi, że ich różnorodność i sposoby życia plusują w książce. Pojawiają się luźne mgławice wykazujące ślady życia, olbrzymie żagle, które podróżują między gwiazdami dzięki „słonecznym wiatrom”, są niszczyciele światów, które żywią materią z planet, jest Crystalline Entity znana z TNG, są wspomniane wcześniej Galaretki. Jest też cały żywy układ słoneczny, Proplydian. Jest to zarazem piękne i przerażające. Autor zebrał i opisał olbrzymią ilość stworzeń, z których istnienia części nie trudno sobie wyobrazić, jak choćby tych żagli, które wykorzystują swą olbrzymią powierzchnię do pobierana energii z gwiazd a także dzięki tej powierzchni podróżują między gwiazdami.

star-jellyAle w książce są nie tylko interesujące stworzenia, autor rozwinął też wątek związków między bohaterami, romansów, co moim zdaniem nie służy dobrze fabule. Wypominanie kochanek Rikera i sugerowanie, że wciąż może go coś nimi łączyć, mimo związku małżeńskiego z Troi jest bezsensu. Troi jest empatką, kłamać się przed nią nie da. A do tego pracuje z Rikerem na jednym okręcie od nastu lat. Do tego na Tytanie są przynajmniej dwie byłe kochanki Rikera i autor wpierw sugeruje, że coś może ich nadal łączyć, tylko po to by kilka stron dalej negować owy pomysł i to z pomocą samej Troi. Nie służy to dobrze akcji. Podobnie tworzenie i komplikowanie innych związków, jak między Pierwszą Oficer a oficerem naukowym, gdzie raz ich związek mogą pogodzić z obowiązkami a potem przez całą książkę nie są wstanie, by pod koniec znowu próbować. Komplikuje to relacje między załogantami i utrudnia odbiór tekstu, a mimo to nie wpływa to w ogóle na główną fabułę. Niestety sporo postaci pojawia się w książce tylko z powodu jakiegoś romansu, zupełnie jakby nic innego na nim nie robili, jakby nie mieli innych zadań. Jednak nie wszystkie relacje miedzy załogantami są nieciekawe, jest również związek Tuvoka z jego żoną T’Pel. Niby Wolkanie, niby bez emocji, a jednak coś w tym związku jest przyciągającego uwagę. Relacje między Wolkanami są bardziej skomplikowane niż między zwykłymi ludźmi. Niby nie ma uczucia, jednak martwią się jeden o drugiego. Każda możliwość ich obserwacji jest na swój sposób intrygująca – logika to jednak nie wszystko.

Wracając jednak do głównego wątku, którym jest Pierwsza Dyrektywa i Wielkie Polowanie. Pierwsza Dyrektywa zabrania ingerowania w wewnętrzne sprawy innych ras. I tak tworzą się problemy. Czy Riker może przerwać polowanie na inteligentne stworzenia, gdy od tysięcy lat owe polowanie zapewnia utrzymanie równowagi w okolicznych systemach. Czy może zmienić tradycje jednej rasy i zagrozić ich istnieniu by ratować inną? I czy ta zmiana nie zagrozi też tym, których próbuje się uratować? Pa’haquel od niepamiętnych czasów wykorzystują ciała galaretek by polować na stworzenia, które niszczą światy. Polują i zabijają je, jednak większość z nich potrafi się odgryź, więc by utrzymać swoją siłę na odpowiednim poziomie muszą zdobywać nowe statki i tak koło się zamyka. Pojawienie się Tytana zaburza ten porządek rzeczy, galaretki dostają możliwość obrony przed Pa’haquel, którzy mogą stracić swoje możliwości ofensywne, podczas gdy kosmiczne stworzenia nadal podróżują między systemami i zagrażają innym rasom. Teraz powstaje pytanie, czy wbrew pierwszej dyrektywie Riker powinien pomóc Pa’haquel czy też może powinni stać zboku? Pomysł rozwiązania problemu, by Pa’haquel i galaretki zaczęły współpracować jest oczywisty od pierwszych stron, fakt że zakończy się sukcesem też nie jest żadnym zaskoczeniem dla czytelnika, jednak jeden szczegół dziwi – Riker ukrywa wiele możliwości i faktów z przeszłych spotkań z podobnymi stworzeniami, a przecież podanie ich nie zagroziłoby załodze, a na pewno ułatwiłoby misję. Chodzi głównie o możliwości kontaktu i walki z krystaliczną istotą, która choć śmiertelnie groźna, dla Federacji nie stanowi już zagrożenia i może być łatwo zwalczona. Tymczasem Pa’haquel walczą z nią w sposób konwencjonalny i nie obywa się bez strat. Dziwny sposób na zdobycie zaufania, szczególnie iż wiedza ta jest punktem zwrotnym książki, dzięki któremu pokojowa zmiana tradycji jest możliwa.

Koniec końców, choć książka obejmuje sporo wydarzeń, kosmiczne istoty są więcej niż interesującym tematem, to jednak czegoś brakuje. Akcja skupia się na kilku postaciach, podczas gdy w poprzednich książkach autorzy wprowadzili sporą ilość interesujących bohaterów, którzy mogliby odegrać jakieś role w fabule. Np główny inżynier Dr. Ra-Havreii pojawia się tylko w scenach romansu ze sternikiem, to zdecydowanie za mało, jak na takie stanowisko. Za zdecydowanie złe wykorzystanie załogi tylko albo aż 4/6 (kosmiczne bestie dla mnie jednak ciągle mocno podnoszą ocenę).

Porównanie efektów z pilota TNGW internecie pojawiły się informacje, że Paramount planuje odnowić Star Trek The Next Generation do standardu HD – podobnie jak miało to miejsce z TOSem – pojawiły się trailery. W nim można zobaczyć odnowione efekty z pilota, w tym również Kosmiczne Galaretki.

Dodaj komentarz