The Harry Iron – To The Stars

To The StarsTym razem na blogu znalazło się miejsce dla książki Thomasa C. Stone, autora raczej nie znanego jeszcze na polskim rynku. Pierwszą książką trylogii o Harrym Ironie jest tom Ku Gwiazdom, gdzie ludzkość w niedalekiej przyszłości rozpoczyna eksplorację kosmosu.

Początek XXII wieku, za pasem planetoid odkryto tunel prowadzący do innych systemów gwiezdnych. Różne korporacje organizują ekipy badawcze, które mają udać się w tunel, sprawdzić co jest po drugiej stronie i wrócić z informacjami czy nowo odkryty teren nadaje się do kolonizacji lub eksploatacji przez korporacje. Do jednej z takich ekip udaje się dostać młodemu Harrisonowi i wraz z nią udaje się na Magellanie w podróż w nieznane. Po pewnych problemach z przejściem przez tunel, Magellan wychodzi z drugiej strony tunelu nad planetą wyglądającą na niemal idealną dla potrzeb ludzkich kolonistów. Na niej ziemscy podróżnicy odkrywają dwie inteligentne rasy. Prymitywnych aborygenów i dziwną, zaawansowaną rasę, która zwie się Prawdziwymi. Załoga Magellana oba spotkania przypłaca stratami w swoim składzie, jednak gdy w końcu udaje im się zwrócić uwagę Prawdziwych na siebie, ci po krótkotrwałym zainteresowaniu Ziemianami, ignorują ich dalszą obecność. Wszyscy są zszokowani zaistniałym biegiem wydarzeń, wszyscy z wyjątkiem dowódcy wyprawy, Fagana, który wydaje się wiedzieć więcej niż ujawnia przed załogą. Harry staje przed trudnym zadaniem odkrycia motywacji Fagana i równoczesnym uratowaniem pozostałych członków wyprawy.

Fabuła choć wydaje się sztampowa, prezentuje w sobie kilka interesujących zagadnień. Sam pomysł względnie „prymitywnej” eksploracji kosmosu przez ludzkość w swoich małych stateczkach z ograniczonym czasem misji, jest bardzo interesującym tematem na książkę (i nie tylko). Co widać po sukcesie Odysei Kosmicznych i niedocenionym acz bardzo ciekawym serialu Defying Gravity. Ludzie wyruszający w niegościnny kosmos w swoich delikatnych skorupkach, gdzie od śmiertelnej próżni oddziela ich tylko cienka ściana poszycia. Jest to temat, który przy obecnym poziomie rozwoju programów kosmicznych na Ziemi, przyciąga uwagę czytelnika/widza swą realnością. Równie interesującym tematem jest spotkanie rasy na tyle rozwiniętej, że traktujących ludzi jako nie wartych kontaktu i uwagi zwierzęta. Nie tylko ignorując obecność ludzi, nie tylko nie interesując się ich pochodzeniem, ale wręcz traktowaniem ich jak insekty, które można wyeliminować bez najmniejszych skrupułów w przypadku wejścia obcym w drogę. Motyw młodego Harry’ego, który musi walczyć o swoje miejsce w załodze, przechodzić testy a następnie udowodnić swoją przydatność też jest pozytywnym aspektem książki. Przez moment przypominało to „Grę Endera”, gdzie również pojawia się podobny motyw szkolenia. Niestety tutaj potraktowany nieco po macoszemu, niby coś jest, ale zdecydowanie zbyt skromnie opisane.

Jednak te kilka pozytywnych aspektów fabuły nie równoważy błędów i niedociągnięć popełnionych przez autora w książce. Po pierwsze, tymi najbardziej irytującymi błędami są podania czasów lotów, a więc i odległości. Przez długi czas w SF twórcy (zwłaszcza filmowi i telewizyjni) przywiązywali mniejszą uwagę do takich szczegółów, jak właśnie czas pokonywania odległości w kosmosie, widać to nawet w Star Treku, gdzie czasem ta sama prędkość pozwala na pokonanie tej samej odległości w różnym czasie. Jednak w książkach autorzy bardziej przywiązywali uwagę do takich szczegółów, najlepszym przykładem w tej dziedzinie jest autor obecnie chyba najlepszej space opery, David Weber, u którego minuta świetlna to ~18 mln km i okręt potrzebuje odpowiednio długiego czasu na jej pokonane. Tymczasem u Stone’a podróż z Ziemi do tunelu trwa aż 15 miesięcy, podczas gdy lot po drugiej stronie od tunelu do orbity w około planety to ledwo doba, ale już w odwrotną stronę podróż ma zająć mniej niż godzinę. Podobnie czas lotu na planetę i z powrotem wydaje się być zbyt krótkim jak na odległość i zastosowany napęd. Jest to błąd, który w dzisiejszych czasach nie powinien się zdarzać, autor powinien sobie ustalić odległości obiektów przed pisaniem.

Po drugie, niedociągnięcia dotyczące zachowań bohaterów i ich losów. Sam sposób badania planety, nieprzygotowanie bazy na miejscu lądowania. Całkowity brak przewidywania wydarzeń przez dowódcę, którego autor próbuje kreować na osobę przewidującą i z planem. Niby wie co może spotkać go na planecie, ale nie przygotowuje żadnego planu na wypadek pozostawienia kogoś na planecie. Nawet gdy już jedna osoba zostaje tam zostawiona, nie zostawiają jej zapasów, radia, nic co można by wykorzystać do przetrwania w niegościnnym środowisku, co mogło by poinformować statek matkę o lokalizacji i stanie pozostawionych na planecie.

Po kolejne to relacje między bohaterami, między głównym bohaterem Harrym a Kathleen, Z jednej strony mamy wręcz uczucie jak między zakochanymi nastolatkami, z drugiej strony relacja ta spłycona zostaje do kilku uścisków i jednej sceny seksu, niezbyt interesująco pokazanej, a przecież autor miał wyjątkową możliwość pokazania zachowania ludzi w stanie nieważkości.Zresztą sam motyw nieważkości wydaje się czasem autorowi uciekać, bohaterowie latają po statku, ale gdy przychodzi do interakcji z otoczeniem, to zupełnie jakby powracała grawitacja, bohaterowie wpadają wgłąb krzeseł, przedmioty szurają po nawierzchni itp. Podobnie spłycenie ma miejsce wśród bohaterów drugoplanowych, szczególnie widoczne jest to u Blane’a, młodego komputerowca, który może podłączyć się do dowolnej maszyny. Autor twierdzi, że to geniusz, ale w samej książce jakoś tego nie widać.

Podobnie kiepsko wykorzystano motyw rozwiniętej cywilizacji obcych, najpierw autor sugeruje, że Prawdziwi są bardzo rozwinięci i nikt w galaktyce ich nie interesuje, jako partnerów do rozmów. Rozwiniętych na tyle, że tworzą sobie rezerwat na planecie i przeszczepiają tam gatunki z innych planet, mają inteligentny statek, nawet napęd nadświetlny. Rozwiniętych na tyle, że aż popadli w dekadentyzm i jedyną rzeczą utrzymującą ich przy życiu są ich inteligentne systemy, jak właśnie okręt. Tylko po to, by po chwili zdementować całą sprawę, a ową rasę przedstawić jako kosmicznych piratów, żerujących na innych rasach z którymi weszły w kontakt.

Krótko podsumowując, kilka ciekawych, lecz słabo rozwiniętych pomysłów autora, nie są wstanie poprawić słabego odbioru książki. To The Star da się przeczytać bez większych trudności, czytelnik może poczuć nawet sympatię do bohaterów, ale kilka razy ma się wrażenie, że autor nie przemyślał dokładnie fabularnych konsekwencji czynów bohaterów. W książkach przygodowych jest to częste i nie przeszkadza w przyjemnym odbiorze materiału, tu jednak autor mierzy w space operę, w której takich błędów powinno się wystrzegać, np. cudowna materializacja zniszczonego wyposażenia, jest nie do przyjęcia. Na obronę oddaję autorowi fakt, iż jest to jego pierwsza książka, daje to pewną nadzieję co do następnych książek, jednak obecnie nie mogę ocenić książki na więcej niż 3/6.

Gdyby ktoś był zainteresowany książką, wersja elektroniczna dostępna jest obecnie za darmo na amerykańskim Amazonie. Przeznaczona jest na sztandarowy produkt Amazona, czytnik Kindle, ale można ją kupić i czytać również nie posiadając owego urządzenia, przy użyciu programu Kindle for PC.

Dodaj komentarz