Abraaaaaams!!! czyli Star Trek roku 2013

Star Trek 12: Into DarknessStar Trek Into Darkness to drugi film trio OKA (Orci, Kurtzman, Abrams, którzy tym razem dokooptowali jeszcze Damona Lindelofa) w uniwersum Star Treka, a dwunasty film w ogóle w uniwersum. Drugim filmem serii, która miała zresetować i dostosować do współczesnego kina i widza stare uniwersum, które powoli i systematycznie zmierzało w ślepy zaułek. Co bym dalej nie napisał o dziełach Abramsa i spółki, to te dwa zadania wykonali więcej niż należycie. Zegar cofnięto i puszczono ponownie w ruch w dniu narodzin pewnego kapitana USS Enterprise, Jamesa Tyberiusza Kirka, który wielokrotnie zapisał się w dziejach Federacji. Jeśli zaś mówić o drugim zadaniu, drugie zadanie nie daje się streścić w jednym zdaniu, pewno ciężko będzie je streścić nawet w jednej recenzji i to jeszcze drugiego filmu. Ale gdzieś trzeba zacząć.

Poniższy tekst będzie zawierał spore ilości spoilerów do obu filmów JJA (Abrmasa), ale uwaga, mogą też pojawić się spoilery to starszych części Star Treka, głównie Star Trek II: The Wrath of Khan. Normalnie napisałbym by czytelnik czuł się uprzedzony, ale większość filmów była na tyle często wyświetlana w telewizji, na tyle też losowo, jeśli chodzi o kolejność, że pewno mało kogo mogą one zaskoczyć.

Nie wiem czy wszyscy pamiętają, gdzie skończył się poprzedni film. Więc by przypomnieć załoga NCC 1701 (bez żadnego cholernego A, B, C, D czy E) została skompletowana. Większość znalazła się na stanowiska znacznie szybciej niż w oryginalnej linii czasowej. Po uratowaniu federacji USS Enterprise wyrusza w misję, do której został stworzony – eksplorację kosmosu. I tak właśnie zaczyna się dwunastka. Na planecie Nibiru, gdzie Kirk ma obserwować rdzennych mieszkańców, ale obserwować tak by nie naruszyć Pierwszej Dyrektywy. Zadanie komplikuje duży aktywny wulkan, Kirk swoim postępowaniem łamie chyba wszystkie zasady jakimi powinien kierować się kapitan Gwiezdnej Floty przez co traci swój stopień oficerski. Zaraz po powrocie okrętu na Ziemię, sytuację komplikuje jakiś Harrison, który zagraża spójności przynajmniej Gwiezdnej Floty, jeśli nie całej Federacji. Jedyną osobą zdolną go dorwać jest oczywiście zdegradowany i poniżony Kirk. No i na tym właściwie kończy się fabuła, a zaczyna niebywale szybka i wartka akcja, która nie pozwoli współczesnemu widzowi usiedzieć spokojnie w kinowym krześle.

Ale będę szczery, piszę ten tekst by jednak wytknąć błędy filmu, by ustrzec potencjalnych widzów, którzy szukaliby w filmie czegoś więcej niż kolejnej części Szybkich i Wściekłych. A w filmie pojawia się ich wiele, tak wiele, że nie da się dla nich czasem przymknąć oka.

Star Trek 12 - EnterpriseJuż na dzień dobry mamy okręt kosmiczny ukrywający się przed prymitywną rasą pod wodą. Ta scena nie ma w ogóle sensu. Po co chować okręt w wodzie? I to przed cywilizacją, która ledwo co wymyśliła koło. Przy całym tym nonsensie pojawiają się dwa przebłyski, pierwszym jest Scotty, który między innymi od początku jest przeciwny przebywaniu w słonej wodzie, drugim oprawa graficzna sceny, ale do obu jeszcze wrócę.

Jak już wspominałem, poza tym dziwacznym ukryciem okrętu w morzu, by ratować Spocka, Kirk łamie Pierwszą Dyrektywę Federacji, za co zaraz po powrocie na Ziemię zostaje specjalnym trybunałem odesłany do akademii. Akademii której nigdy nie ukończył. Ale całe scena degradacji Kirka i rzekomej próby nauczenia go czegoś, nie ma większego sensu, już w kolejnej scenie Kirk zostaje przywrócony do służby wpierw jako komandor i pierwszy oficer Enterprise, a chwilę później znowu wraca na fotel. Jako jedyny oficer na całej Ziemi (a było ich przecież kilku na zebraniu) zdolny pojmać niebezpiecznego szaleńca. Ciekawe czy ktoś przemyślał w ogóle cały ten proces degradowania?

Ale żeby to był koniec negatywnych cech nowego filmu. Po raz kolejny, podobnie jak w poprzednim filmie odległości w kosmosie są właściwie zerowe. Z Ziemi na Qo’noS (stolicę Imperium Klingońskiego) jest bliżej niż z Katowic do Sosnowca. Nie wiem czy trio OKA nie może czy nie chce przyjąć do wiadomości, że kosmos jest dużą pustą przestrzenią i dotarcie z jednego punktu do drugiego trwa często długi tygodnie jak nie miesiące podróży. Co prawda w miarę prawidłowe przestawienie sytuacji – zapewne w myśli owego Trio – zabiło by wszelką akcję w filmie i pewno też zniechęciło „współczesnego widza” do poświęcenia dwóch godzin na film. Ale na Borga, nie po to blisko 50 lat tworzono uniwersum, nie po to tematowi poświęcono całe doktoraty, nie po to uściślano tematy, by nagle ktoś sobie przyszedł i to wszystko wywalił do kosza tylko po to by akcja utrzymała tempo. Ale podróż w WARP nie jest jedyną kwestią, która nie ma znaczenia dla Trio. Podobnie ma się sprawa z lotem w prędkościach podświetlnych, również ignoruje warunki uniwersum jak i fizykę.

Chciałbym na tym skończyć, ale nie mogę, nie potrafię. Jeszcze jednym technicznym problemem filmu jak przestrzeń. Żadna planeta, żadna stacja, placówka w nowym uniwersum nie pilnuje swojej bliższej czy dalszej przestrzeni. Kiedy podobny problem podnoszony był przy okazji poprzedniego filmu, obrońcy twierdzili, że Nero w swoim wypasionym statku górniczym zdołał unieszkodliwić systemy obronne jak i wszelki ruch w około Wolkana i Ziemi. Jednak w 12 nie następuje poprawa, a wręcz sytuacją się pogarsza. Podczas przedzierania się bohaterów na Qo’noS, nikt z walecznych Klingonów ich nie wykrywa (dopiero jakiś przypadkowy patrol), nie ma też żadnego ruchu na orbicie stołecznej planety. Ale załóżmy, że nasi dzielni bohaterowie się przemykali, ukryli w cieniu jakiejś innej jednostki. Ale jakim cudem Scotty wkrada się wahadłowcem do tajnej bazy (a potem i na tajny okręt) na orbicie Jowisza? Nikt nie zauważył nie autoryzowanej jednostki w mieszającej się konwój? Ani w bazie ani w konwoju? Czy to jest poważne traktowanie widza?!?

Star Trek 12 - upadekGdyby w filmie było tylko nieścisłości, może jeszcze szło by to jakoś wytrzymać, ale do końca jeszcze daleko. Gdzie pod koniec filmu mocno potrzaskany Enterprise znajduje się na orbicie Ziemi gdzieś między nią a Księżycem, nagle traci moc i spada pionowo w dół ku niej. Ja przepraszam, ale czy ten film miał konsultanta technicznego, który choćby skończył fizykę na poziomie szkoły podstawowej? Od kiedy obiekt na orbicie spada pionowo w dół tylko po ustaniu napędu? Czy ISS (Międzynarodowa Stacja Kosmiczna) utrzymuje orbitę dzięki jakiejś formie napędu działającego non stop? Ale to nie jedyna bolączka tej sceny. Okręt spada w dół, ale wewnątrz niego panują nie tylko normalne warunki ciążenia, jedynie tylko poprzestawiane podłogi ze ścianami. Oczywiście wszystko to stworzone tylko pokazania bohaterstwa postaci, które ryzykują swoim życiem. A że to się nie trzyma w ogóle kupy, Trio się tym nie przejmuje.

Ale zostawmy już te techniczne problemy, „współczesny widz” przecież nie idzie do kina by zastanawiać się jak działa grawitacja, w Australii i tak chodzą na do góry nogami. Aktorzy i ich role. Pamiętam z poprzedniego filmu, że jednym z jaśniejszych punktów jedenastki byli niezgorzej dobrani aktorzy. Nie na tyle inni od oryginalnej obsady, by nie uwierzyć, że to nowe wcielenie Sulu, Checkova czy Uhury, ale też nie na tyle identyczny, by twierdzić, ze to idealna kopia. Po prostu dobrze dobrani aktorzy do ról. No może poza Quinto, który nie pasuje mi do roli nowego Spocka od początku. Irytuje mnie zarówno jego gra jak i sposób kreowania nowego Spocka. Osobnika tak niestabilnego emocjonalnie, że nawet Data z uszkodzonym czipem emocji jest bardziej przewidywalny. Niestety jest to jeden z tych reflektorów które przygasły Abramsowi, mimo jego upodobania do świecenia nimi w kamerę. Właściwie cała obsada w tym filmie tylko denerwuje, robi to czego nie powinna. Nie znajduje się w miejscach, w których powinna. Uhura zostaje sprowadzona do rozchwianej nastolatki zakochanej w pierwszym oficerze. Checkov, który skacze między stanowiskami niczym doświadczony w wieloletnim boju sierżant, a nie świeżo upieczony chorąży. Logiczny Spock jest tak nieprzewidywalny, że spokojnie można używać go jako generatora liczb do lotto. Raz mówi jak stary dobry przyjaciel, tylko po to by za chwilę działać niczym zimny kalkulator. Podczas gdy nie ważne jak poważne stara się być ujęcie, Quinto i tak ciągle wygląda jakby był najbardziej emocjonalną istotą we wszechświecie. Jeśli było to celowe zagranie, by tak zagrać postać, to jakim cudem nie został wysłany do rezerwy jako osobnik rozchwiany emocjonalnie? Kirk… Kirka może przez grzeczność przemilczę.
No i jest jeszcze Benedict Cumberbatch, dla wielu najlepsza postać tego filmu, ale ja mam z nim problem, ani nie przepadam za nowym Sherlockiem (Cumberbatch od 2010 roku wciela się w rolę Sherlocka w miniserialu BBC), ani tu nie pokazał jakiegoś dobrego aktorstwa. Flegmatycznego anglika może i zagrał dobrze, ale gdzie mu do Khana Noonien Singha – charyzmatycznego przywódcy który pociągnął za sobą tłumy i zmieniał świat na swoją modłę? Scena w której Harrison wreszcie przedstawia prawdę o sobie przypomina nieco paradokumenty popularne ostatnio w kraju nad Wisłą, niemal słychać wymowę wszystkich znaków przystankowych.

Ale nie mogę powiedzieć, że dla mnie film zawiera tylko negatywne rzeczy, bo to nie prawda. Są i pozytywne momenty, jednak jest ich zbyt mało by chociaż zrównoważyć wszelkie niedociągnięcia i błędy. Wśród pozytywnych aspektów jest kilku aktorów:
Bruce Greenwood – aktor wcielający się Admirała Pike’a, naprawdę nic nie można mu zarzucić, zagrał tak jak powinna być zagrana ta postać, wielka szkoda, że pojawia się na tak krótko i jeszcze przypłaca to życiem. Już w poprzednim filmie ledwo przetrwał do końca, ale tym razem JJA mu nie odpuścił, nie pozwoli mu powrócić do kolejnej części sagi.
Peter Weller – wcielający się w admirała Marcusa, podobnie jak z Greenwoodem, wcielił się w postać tak jak powinien i niestety skończył wyżej wymieniony. (Hmm, zaczynam widzieć w tym pewien schemat, dobry aktor, dobra rola, uśmiercamy, W poprzednim filmie również dotknęło to dwóch aktorów, Chrisa Hemsworth i Farana Tahir, którzy zostali uśmierceni już w pierwszym akcie poprzedniego filmu.)
Oraz Urban (jako Kostucha) i Pegg (Scotty) jedyna dwójka z podstawowej obsady, których role zostały napisane i zagrane w sposób odpowiadający oczekiwań. Scena buntu Scottego, czy zgryźliwe docinki McCoy to jest to czego jako fan Star Treka oczekiwałem, ale prawie w ogóle nie dostałem.

Star Trek 11 - TitanInnym pozytywnym aspektem filmu jest oprawa graficzna, podobnie jak miało to miejsce w filmie z 2009, dzięki wysokiemu budżetowi stoi na wysokim poziomie. Niestety często sceny te nakręcono i wstawiony tylko po to by je pokazać, np. mają pięknie działający program prezentujący mechanikę płynów. Naprawdę się cieszę, że filmowcy mają ten skrypt i że będą go używać w odpowiednich momentach (udowodnili już to podczas sceny z księżycem Tytana w poprzednim filmie) ale czy naprawdę trzeba wstawiać to do każdego nowego Treka, tworząc przy tym sceny, która totalnie nie mają sensu, czy logicznego uzasadnienia?

Pozostał mi ostatni temat, który chcę u siebie na blogu omówić, Scena śmierci. W 1982 gdy zaprezentowano światu drugi kinowy film Wrath of Khan, jedną z istotnych scen, to poświęcenie się Spocka by uratować okręt, załogę, przyjaciół. Specjalnie odnowiłem sobie tą scenę po obejrzeniu dwunastki. Stara scena, ukazuje pełne poświęcenia zachowanie Spocka, jest dostojna, ma dobrą oprawę muzyczną i gdy nie zna się dalszej historii, jest wyciskaczem łez. Tymczasem w nowym filmie niby Kirk się poświęca, ale jaki sposób. Kopiąc i skacząc w roztrojoną część by ją ponownie ustawić w linii. W Zemście całkowicie nie ma znaczenia co robi Spock by naprawić okręt, to dzieje się gdzieś na dalekim planie, w dwunastce jest wprost odwrotnie. Śmierć nie ma większego znaczenia, ważne żeby była akcja. Zresztą śmierć. W oryginale po scenie śmierci mamy już czas tylko na refleksje, postęp fabuły nam w tym pomaga, tu ledwo pożegnamy umierającego aktora i od razu zostajemy rzuceni w wir dalszej akcji, nie ma czasu na refleksję. A nim nam pozwolą ochłonąć okazuje się, że nie ma żadnej śmierci… Mamy cud, a oszustwem Kirk po raz kolejny ogrywa Kobayashi Maru.

Nie mogę wystawić oceny filmowi, bo nie wiem czy jest aż tak źle, czy może tylko ja stałem się totalnym abramsofobem, Pewien jestem, że nie polecam oglądać tego filmu w kinie. Bardzo pragnę powrotu Star Treka do telewizji, ale nie w formie jaką zaproponowało nam Trio OKA. Film warto by zobaczyć tylko dla kilku efektów specjalnych, ale są one już właściwie od pewnego czasu dostępne w internecie w trailerach. Dobrze mnie czytacie, sceny warte zobaczenia ze względu na swoją oprawę graficzną zostały już wstawione do zapowiedzi filmu, cała reszta to mniej lub bardziej (z reguły mniej) trzymające się kupy sceny akcji.

Naprawdę nie rozumiem jak z takim budżetem film może zawierać takie ilości niedociągnięć, przecież konsultanci są dostępni niemal na wyciągnięcie ręki. Współczesne science fiction przeszło naprawdę olbrzymią drogą przez ostatnie dekady, olbrzymie ilości eksperymentów, wiele z nich okazało się ślepymi zaułkami, ale były wśród nich przykłady, z których należy czerpać pełnymi garściami jak Star Trek The Next Generation, jak nowa Battlestar Galactica, jak Babylon 5, jak Honorverse i wiele innych. Czy ktoś jest mi wstanie wytłumaczyć dlaczego JJA i spółka unikali za wszelką cenę takich źródeł?

PS. Powyższy tekst nie zawiera wszystkich wpadek i irytujących momentów filmu. Przemilczałem już między innymi flary w kamerę, które oślepiają widza (mam wręcz wrażenie, że nieco ich ubyło od poprzedniego filmu). Admirała zdradzającego tajne plany nieuprawnionym ludziom. Prośba o przydzielenie na pierwszego oficera, osobnika, któremu kapitan nie może ufać, tylko po to by się z nim wadzić. Przydzielanie ludziom stanowisk na które nie mają przeszkolenia i doświadczenia. Tajna operacja i nadawanie otwartym tekstem kim się jest. Nietypowe ustawienie tub torpedowych (bardziej przypominające ściany burtowe starych żaglowców, a nie poczciwe wyrzutnie). Standardowo raz działający raz nie transporter. Browar nie maszynownia. I jeszcze sporo innych.

Star Trek 12 - Alice EvePS2. Rozbierana scena Alice Eve. Za którą twórcy przepraszali. Scena faktycznie niepotrzebna, nie zawierała nawet podtekstu erotycznego jak w poprzednim filmie. Ale też w żaden sposób nie była obraźliwa. Jedyny powód, dla którego została tak nagłośniona, to moim zdaniem próba przykrycia innych bolączek filmu. Ktoś zapewne pomyślał, że tym odwróci uwagę przeciwników filmu. I niestety częściowo im się to udało.

19 myśli nt. „Abraaaaaams!!! czyli Star Trek roku 2013”

  1. Dobra recenzja. Trochę literówek narobiłeś, ale poza tym tekst jest ciekawy i dobrze napisany.

    Pozwól jednak, że zapytam się Cię o dwie rzeczy: czy wytłumaczono jakoś sensownie to, że pseudo-Khan był w stanie zbudować USS Vengeance? Bo jak dla mnie wygląda to na sytuacje gdy ja, przykładowo znajduje zamrożonego Napoleon Bonaparte – gdyby ten sfingował swoją śmierć ;) – i po rozmrożeniu każe mu zbudować broń bardziej destrukcyjną niż bomba atomowa… Oczywiście osoba z XIX wieku nie będzie miała pojęcia czym owa bomba jest, nie mówiąc już o tym, iż nie będzie wiedziała jak zbudować coś bardziej zabójczego. Nie wspominając już o tym, że Khana, podobnie jak Bonaparte – był genialnym wodzem, strategiem i taktykiem a nie konstruktorem broni. Jeśli tłumaczono się tu genetyczną wyższością Khana, to też jest to absurd, bo skoro Khan był taki mądry, że umiał w lot prześcignąć konstruktorów z XXIII, to i był by w stanie skonstruować własne fazery, transportery itp. w XXI wieku, a wtedy opanował by cały świat i nigdy by go nie utracił. Jak wiemy tak się jednak nie stało…
    Dwa: scena rozbierana. Nie wiedziałem, że za nią przepraszano. Wreszcie ruszyło ich sumienie. Ale czy nie uważasz, że jednak zasadne są utyskiwania na tą scenę? Że jasno dowodzi ona właśnie tego, że film musi się bronić kobiecym biustem i wybuchami, bo bez nich owo ,,dzieło” leży i kwiczy? Że jest to dobry przykład na ,,kunszt” filmowców, że muszą wprowadzić taką nic nie wnoszącą do filmu scenę by zadowolić swoją docelową widownię tj. napalonych trzynastolatków? Nie wspominając już o przed uprzedmiotowieniu kobiety… :(

    1. Co do literówek, to niestety nie dorobiłem się jeszcze korekty z prawdziwego zdarzenia. ;)

      Khan nie zbudował Vengeance, nigdzie nie ma o tym mowy. On pomagał stworzyć raczej taktykę działania. Jedyne co mówią że zrobił to te niewykrywalne torpedy. No i Khan nie jest tylko przywódcą, miał być też zmodyfikowanym genetycznie geniuszem, może pozwolili mu się uczyć. Choć podejrzewam, ze w jego grupie mogli być zdolniejsi naukowo a gorsi charyzmatycznie ludzie niż on. Raczej dziwne, że obudziliby tylko jego.

      Wracając do sceny Alice Eve, to nie drąż tego tematu, to tylko zasłona dymna. Była potrzeba by się przebrała, to ktoś pomyślał by to zrobiła na taśmie no i tak też zrobili. Scena trwa mrugnięcie oka, aktorka nie pokazuje nic czego nie można by pokazać widowni w każdym wieku, a ludzie robią hallo, choćby to był główny wątek filmu.

      1. Czyli jednak coś tam projektował, a to samo w sobie jest już wysoce mało wiarygodne – jak mówię, że dał wogóle radę zrozumieć, nie mówiąc już o prześcignięciu wynalazców z XXIII wieku. Inna sprawa, że złapałem się za głowę jak przeczytałem u Ciebie o innych burakach tego filmu – chowanie statku pod wodą: tego jeszcze nie grali. :)

        A co do sceny rozbieranej to wybacz, ale nie mogę się z Tobą zgodzić bo właśnie świadczy ona o tym, że film – zresztą tak jak i jego poprzednik – musi się bronić eksplozjami i kobiecym cycem, bo inaczej autorzy nic nie mają do zaprezentowania. Sprowadzenie postaci Carol Marcus właściwie do roli striptizerki też mi się nie podoba. Ot, prostackie zagranie pod publikę i tyle.

        1. Sprowadzenie postaci Carol Marcus właściwie do roli striptizerki też mi się nie podoba. Ot, prostackie zagranie pod publikę i tyle.

          Nie mówię, że się w tej sprawie z tobą nie zgadzam, ale naprawdę to nie jest problem dla którego warto się kłócić przy tym filmie. Film można krytykować o wiele skuteczniej z powodu innych buraków. Nawet te flary w oczy zasłaniające wszystko to w tym filmie mało istotny psikus. Wracając jeszcze do Marcus, jesteśmy dorośli, gdzie tej scenie do sceny prysznica ze Starship Troopers, czy połowie filmu From Dusk Till Down.

          Czyli jednak coś tam projektował, a to samo w sobie jest już wysoce mało wiarygodne – jak mówię, że dał wogóle radę zrozumieć, nie mówiąc już o prześcignięciu wynalazców z XXIII wieku. Inna sprawa, że złapałem się za głowę jak przeczytałem u Ciebie o innych burakach tego filmu

          Wiesz, Bonaparte i pewno by czołgu nie zbudował, ale jestem wstanie uwierzyć, że no taki Einstein gdyby dać mu wiedzę z przyszłości mógłby się przyczynić do rozwoju broni na antymaterię, czy napędu WARP, mimo że w jego czasie ledwo pierwsze reaktory budowano. Ale jak też sam zauważasz, sam motyw choć słaby, jest do obrony, a reszta?

          1. Widzisz dla Ciebie głównym problemem są buraki, dla mnie całokształt, na który składają się również kosmiczny striptiz, wybuchy itp. I masz racje, że ów striptiz ma odwrócić uwagę widza od bezsensownej fabuły – de facto wszystko w filmach spod znaku ,,zabili go i uciekł” ma odwrócić uwagę widza od fabuły, bo ta w filmach akcji, zwyczajnie nie ma większego sensu. Te filmy są odpowiednikiem machania niemowlakowi przed nosem kluczykami, tak aby dziecko nie płakało i tyle. Dlatego od początku, od czasów poprzedzających premierę $tar Trek 2009 byłem przeciwny zamienianiu Treka w film akcji, bo one z natury rzeczy mądrością nie grzeszą, zwyczajnie stawiają sobie inne cele niż kino spod znaku science fiction, one mają bawić – i to w możliwie niewyszukany sposób – a nie skłaniać do przemyśleń.

            A co do Einstein… no nie wiem, przepaść jest chyba jednak zbyt wielka. Ostatecznie holograficzny Moriarty – któremu dano rzekomo inteligencje zdolną przechytrzyć Datę – nie był w stanie opracować technologii lepszej niż ta dostępna załodze Enterprise. Np. nie mógł wymyślić przenośnego holograficznego emitera itp. A to dlatego, że jego umysł tkwił jednak w XIX mentalności, brakowało mu wiedzy i wyobraźni by zrozumieć technologie XXIV wieku.

            Poza tym trudno mi uwierzyć w ten rzekomy geniusz techniczny Khana, kiedy to nie on a pijaczyna z Montany wymyślił napęd warp. Skoro był taki mądry to czemu nie wymyślił futurystycznej technologii w XXI wieku kiedy przydała by mu się do opanowania świata? Zamiast tego dostał w kość i musiał uciekać z Ziemi. Tak więc nie kupuje tego tłumaczenia, dla mnie jest to równie nieprawdopodobne jak ta nieszczęsna supernowa z ostatniego filmu, która miała rzekomo zniszczyć galaktykę. ;)

          2. Np. nie mógł wymyślić przenośnego holograficznego emitera itp. A to dlatego, że jego umysł tkwił jednak w XIX mentalności, brakowało mu wiedzy i wyobraźni by zrozumieć technologie XXIV wieku.

            Picard, czasem wyobraźni można mieć dość (Leonardo Da Vinci) ale obecny układ technologiczny nie pozwoli ci jej wdrożyć w życie. Co z tego, że w 15 wieku ktoś wymyślił czołg czy nawet napęd parowy by go ruszyć, jeśli metalurgia nie jest na poziomie zapewniającym ich użycie. Porównaj sobie dzisiejsze działa z tymi z XVI czy XVII wieku. Wyobraża sobie, że ktoś zaprojektowałby w XVI wieku działo nośne za linię horyzontu (ponad 10km?) Pewno by ci powiedzieli, że działo musiałoby być tak grube i ciężkie, że nigdy nie szło by go ruszyć, gdyby w ogóle starczyło im metalu na odlanie. A dziś? Dziś to nikogo nie dziwi.

            Uważam, że jest to motyw do przyjęcia dla fana SF. Nie twierdzę, że jest dobry, ale jest do przełknięcia.

            Czytam sobie ostatnio (kurcze, parę lat już będzie) i tam mamy podobny problem. W jednej grupie 100 letnia wojna, ze średnim czasem przeżycia na froncie pół roku, a max to 3 lata, wywołało całkowite uproszczenie taktyki (bierz na ząb i rąb), do tego, ze jak się pojawił starusze sprzed 100 lat, który był „przeciętnym” taktykiem, to wprowadzając to co umiał, wprowadził ogromne zamieszanie na froncie. Gdyby nowy trek faktycznie bliższy był wizji Roddenberrego, czyli pokoju i dostatki, to faktycznie wyciągnięcie XX wiecznego taktyka wojennego mogłoby im pokazać nowe spojrzenie na sytuację, nowe podejście do taktyki kontaktu z wrogiem. Tylko uniwersum JJA nie wygląda na to z wizji Roddeberrego.

  2. Jeśli podobał mi się Trek XI, to w stosunku XII czuję tylko zażenowanie.

    Zgadzam się z recką Toudiego, bo niestety ze świetnej serii zrobiono zwykłe pośmiewisko. Jedyne, co w tym filmie jest przemyślane to efekty specjalne. Na próżno doszukiwać się jakiejkolwiek logiki, o naukowym podparciu nie wspomnę. Relacje załogi i ogólnie między ludzkie sprowadzają się do myślenia pod wpływem alkoholu, adrenaliny bądź w przypadku Kirka – penisem.

    Nic w tym filmie nie zgadza się z czymkolwiek. Masa sprzeczności. Jedyne nawiązanie do rzeczywistości to planeta Ziemia, a do Star Trek’a w ogóle to: klingoni, talerzowe statki, nazwiska obsady Entka. I nic poza tym. Sam pomysł super statku, którym może sterować garść ludzi, a potrafi podbić pół galaktyki jest po prostu tragicznie przesadzony. Co jednak, niestety, udowadnia moją tezę, że po zniszczeniu Wolkana Federacja obierze bardziej wojenną ścieżkę. No ale kurde, niech zachowają jakieś zasady zdrowego rozsądku!

    Jeszcze jedna ważna rzecz, to że film zredukowano do roli przywatnego poletka, które ukazuje relacje duetu Kirk-Spock, może trochę Pike’a było, może Marcus coś tam pokazał (Weller grać potrafi), a i tak całość ukradł Cumberbatch, choć zagrał tak strasznie sherlockowato, a scena z wyznaniem i łzą była po prostu żenująca, to trzeba przyznać, że w rolę wczuć się potrafi.

    Anyway – szkoda, że pozostali aktorzy dostali bardzo tycie rólki. Uhura – ogranicza się do całowania i telefonowania, Sulu do siadania na fotelu, Checkov udaje, że na wszystkim się zna, ale wychodzi na błazna, Scotty dla odmiany bawi się w Sherlocka, a Urban tym razem ogranicza się do robienia min jak z Dredd’a modulując głos na podobieństwo Kelley’a.

    Woła to o pomstę do nieba. Nie wątpię, że będzie XIII, bo przecież przygoda musi trwać dalej, ale na Borga… dobrze, że zrobi to ktoś inny!

    Oby tylko wymyślili coś naprawdę oryginalnego.

    1. Woła to o pomstę do nieba. Nie wątpię, że będzie XIII, bo przecież przygoda musi trwać dalej, ale na Borga… dobrze, że zrobi to ktoś inny!

      Oby tylko wymyślili coś naprawdę oryginalnego

      Na razie przewidują XIII na 2016 (obsuwa jak w XII murowana, czyli 2017). Niestety JJA pojawia się już jako producent, a pierwszym scenarzystą który coś mówi o filmie jest Lindelof, czyli kumpel Trio OKA. Na dzień dzisiejszy nie nastraja to optymistycznie, szczególnie wspominanie o Borg i Q oraz XIII w tym samym zdaniu.

      Co prawda Q by się obronił, gdyby oczywiście John de Lancie pewno by się obronił, ale i tak boję się co mogą z jego rolą zrobić.

      A w ogóle ciągle nie kumam tej tendencji nazywania rebootowanych filmów od 1 – XIII ma wstępny tytuł Star Trek 3. Przecież jak kręcili filmy z załogą TNG, to nie liczyli filmów od nowa.

  3. Trochę się czepiasz Toudi, nawet bardzo.

    Punkt 1 odległości w Treku. Te zawsze były zależne od potrzeb scenariusza. Kiedy trzeba było oblatywały się pół galaktyki w parę minut. Nie jest to pierwszy trek idący tą drogą. Przykłady można mnożyć.

    Punkt 2 brak osłony planetarnej. Pytanie czy kiedykolwiek w treku się pojawiała? Poza niektórymi bitwami w ds9 nie.

    1. rochę się czepiasz Toudi, nawet bardzo.

      Nie możesz powiedzieć, że nie ostrzegałem. ;)

      Punkt 1 odległości w Treku. Te zawsze były zależne od potrzeb scenariusza. Kiedy trzeba było oblatywały się pół galaktyki w parę minut. Nie jest to pierwszy trek idący tą drogą. Przykłady można mnożyć.

      Tak pamiętam, szczególnie w TOS, ale w TNG zaczęli normować sytuację, wydaje mi się że w czasie późnego DS9 i przez VOY zaczęto tworzyć szczegółowe mapy uniwersum i ustalono jakiś standard WARP. Po nowym treku (zwłaszcza po reboocie) oczekiwałbym użycia tych ustaleń, wręcz ich uściślenia. A nie całkowitego im zaprzeczenia.

      Punkt 2 brak osłony planetarnej. Pytanie czy kiedykolwiek w treku się pojawiała? Poza niektórymi bitwami w ds9 nie.

      I VGera i Sondę Wielorybią i Borg wykryto na długo nim osiągnęły Ziemię. Stary kanon pełen był wysuniętych placówek, punktów obserwacyjnych, teleskopów głębokiej przestrzeni i tak dalej. Tu nie wykrywa się promu wlatującego do tajnej bazy. Tego mi nie nazwiesz czepialstwem.

  4. Nie możesz powiedzieć, że nie ostrzegałem. ;)

    wiem wiem, jednak nie spodziewałem się, że będzie tak źle.

    Tak pamiętam, szczególnie w TOS, ale w TNG zaczęli normować sytuację, wydaje mi się że w czasie późnego DS9 i przez VOY zaczęto tworzyć szczegółowe mapy uniwersum i ustalono jakiś standard WARP. Po nowym treku (zwłaszcza po reboocie) oczekiwałbym użycia tych ustaleń, wręcz ich uściślenia. A nie całkowitego im zaprzeczenia.

    W TNG też latali na skróty. Entek ze strefy romulańskiej na Ziemię, rakieta w 10 sekund z planety do słońca. Tak z głowy mówiąc. Mapy universum i tak są non canon, więc tak do końca nie wiadomo jak ta galaktyka wygląda.

    I VGera i Sondę Wielorybią i Borg wykryto na długo nim osiągnęły Ziemię. Stary kanon pełen był wysuniętych placówek, punktów obserwacyjnych, teleskopów głębokiej przestrzeni i tak dalej. Tu nie wykrywa się promu wlatującego do tajnej bazy. Tego mi nie nazwiesz czepialstwem.

    Trochę nazwę, bo wszystkie te obiekty i tak doleciały do Ziemi. Sonda wielorybia zagroziła nawet istnieniu życia na Ziemi i nie pojawiła się żadna instalacja obronna. Podobnie Borg wszedł w wir temporalny nad Ziemią. Zresztą obrona planetarna nie miała tu wiele do powiedzenia, bo oba okrety były statkami federacji. Zresztą w ST09 Nero wyciąga kody obrony planetarnej od Pike’a.

    1. Entek ze strefy romulańskiej na Ziemię,

      Pamiętasz szczegóły.

      rakieta w 10 sekund z planety do słońca

      I to są błędy, którym pragnąłbym by nie powielano w przyszłości Zdarzyły się, ok, to przeprosić jak za 82AU i starać się ich unikać. A z rebootowane uniwersum jest idealne by zacząć. Do tego nowe treki mają dość kasy by zatrudnić konsultanta naukowe, który wytłumaczy scenarzystom i reżyserowi, że utrata zasilania na wysokiej orbicie nie oznacza gwałtownego upadku w studnię grawitacyjną planety, a nawet jeśli już obiekt spada, to ludzie w środku nie doświadczają ciążenia planety tylko nieważkość jak to podczas swobodnego spadku.

      Sonda wielorybia zagroziła nawet istnieniu życia na Ziemi i nie pojawiła się żadna instalacja obronna

      Była, były próby przechwycenia sondy wcześniej, ale tracili całe zasilanie i utykali w kosmosie, była komunikacja, że próbują przeżyć bez podtrzymywania życia na okrętach.
      Z Borg też walczyli. Fakt, poza Best of… nie wspomina się bezpośredniej obronie, ale dzięki temu odcinkowi, wiemy że jest. Jestem wstanie przyjąć, ze finanse im nie pozwalają na pokazanie jej, ale jednak warto by o niej wspominać.

      Zresztą obrona planetarna nie miała tu wiele do powiedzenia, bo oba okrety były statkami federacji.

      Ciekawy argument, Zemsta była tajnym okrętem, oficjalnie nie istniał (pewno), i do tego ostrzeliwuje flagowca floty. Więc jak mówimy o obronie Ziemi w 12, to gdzie okręty pozostałych oficerów na spotkaniu u Marcusa? Czemu nie przechwyciły Zemsty, jak ta obstrzeliwała ENT? Czemu nie pytały (one albo stacja orbitalna, przy której w nowym treku dokuje ENT) czy ENT nie potrzebuje asysty, ewakuacji czy cokolwiek?

      Zresztą w ST09 Nero wyciąga kody obrony planetarnej od Pike’a.

      Hmm, pytanie skąd zwykły kapitan miałby je znać? W starym treku, admirał nie znał kodów do okrętów, choć wiedział gdzie ich szukać. A nie znał ich, by przypadkiem przeciwnik nie zrobił tego, co on (i tak też Zemsta Khana).

      1. Pamiętasz szczegóły.

        Staram się, to zaleta dobrego fana.

        I to są błędy, którym pragnąłbym by nie powielano w przyszłości Zdarzyły się, ok, to przeprosić jak za 82AU i starać się ich unikać. A z rebootowane uniwersum jest idealne by zacząć. Do tego nowe treki mają dość kasy by zatrudnić konsultanta naukowe, który wytłumaczy scenarzystom i reżyserowi, że utrata zasilania na wysokiej orbicie nie oznacza gwałtownego upadku w studnię grawitacyjną planety, a nawet jeśli już obiekt spada, to ludzie w środku nie doświadczają ciążenia planety tylko nieważkość jak to podczas swobodnego spadku.

        Z jednej strony się zgadzam się z Tobą, z drugiej nie. Dlaczego? Otóż zgadzam się, bo powinni dbać o naukowe szczegóły i nawet nie chodzi o jakaś wiedzę super ścisła a podstawy podstaw. Z drugiej nie zgadzam, bo to tylko serial/film. Trek zawsze, choć starał się być naukowy to często gęsto tą naukę omijał. Patrz deflektor, patrz transporter. Działają bo tak chce scenariusz i nic więcej. Entek D też bardzo szybko spadł z orbity.

        Ciekawy argument, Zemsta była tajnym okrętem, oficjalnie nie istniał (pewno), i do tego ostrzeliwuje flagowca floty. Więc jak mówimy o obronie Ziemi w 12, to gdzie okręty pozostałych oficerów na spotkaniu u Marcusa? Czemu nie przechwyciły Zemsty, jak ta obstrzeliwała ENT? Czemu nie pytały (one albo stacja orbitalna, przy której w nowym treku dokuje ENT) czy ENT nie potrzebuje asysty, ewakuacji czy cokolwiek?

        Marcus był admirałem, mógł nadać komunikat, że Enterprise to zbuntowany okręt który sprzymierzył się z Khanem i zamierza zaatakować Ziemie. Po wydarzeniach związanych z Nero więcej nie trzeba było. Osobiście podjął się obrony biednej planety i w razie zwycięstwa zostanie wielkim bohaterem. Propaganda sukcesu. Była chyba też mowa o tym, że Zemsta zakłóca komunikacje.

        Hmm, pytanie skąd zwykły kapitan miałby je znać? W starym treku, admirał nie znał kodów do okrętów, choć wiedział gdzie ich szukać. A nie znał ich, by przypadkiem przeciwnik nie zrobił tego, co on (i tak też Zemsta Khana).

        W ST09 Nero mówił, że kapitan podaje je przylatując do Ziemii.

        1. Patrz deflektor, patrz transporter. Działają bo tak chce scenariusz i nic więcej. Entek D też bardzo szybko spadł z orbity.

          Nie twierdzę, ze wymagam zastosowania tylko fizyki znanej nam, w żaden sposób jej nie zaprzeczając, bo nigdy nie wyszli byśmy ponad Apollo 13. Nawet Odyseja Kosmiczna, choć chyba najbliżej hard SF jak można sobie wyobrazić, pokazywała rzeczy które wówczas były tylko fikcją a dziś jesteśmy bliscy ich realizacji (znaczy się dekadę temu byliśmy bliżej… ;))
          Dlatego też nie czepiam się podróży FTL, czy transportu na lata świetlne, ale jak zachowuje się obiekt w spadku swobodny to wiemy z doświadczenie, wiec wypadałoby tu oszukiwać widza tak, by nie zauważył, że jest oszukiwany. Przecież można było powiedzieć, że im sztuczna grawitacja zwariowała i przeniosła podłogę na ścianę, nie?

          Co do lądowania awaryjnego spodka ENT D, przypomnę sobie tę scenę i sprawdzę, jak tam było że spadł (ale chyba wybuch sekcji maszynowej chyba miał tam coś tym wspólnego).

          Marcus był admirałem, mógł nadać komunikat, że Enterprise to zbuntowany okręt który sprzymierzył się z Khanem i zamierza zaatakować Ziemie.

          Ale wówczas pytanie, czemu Marcusowi nie pomogli? Albo czemu nie zaatakowali ENT po śmierci Marcusa? W końcu gdyby Marcus wysłał ostrzeżenie, to nie mógł go odwołać, a zabił go Khan, podczas szturmu mostka z Kirkiem. Należy pamiętać, że wymiana ciosów na orbicie Ziemi, jak na warunki filmu była długa, wsparcie mogło dotrzeć z nawet z tej Lakoty (czy gdzie tam była flota w XI) ;). Albo podczas upadku ENT, transportery z planety powinny ratować jej załogę, nie było osłon w końcu. Coś więcej powinna się dziać.

          W ST09 Nero mówił, że kapitan podaje je przylatując do Ziemii.

          Gdybym był w centrum obrony (albo kontroli przestrzeni, jak zwał, tak zwał) i nagle pojawił się obiekt, który ma kody ale nie pasuje do niczego co znam, nadlatuje z terenu który wzywał pomoc i nie ma eskorty okrętu federacji, to kazałbym mu się zatrzymać na obrzeżach układu i przyjąć tam „abordaż” powitalny. Gdyby odmówił, sugerowałoby to złe zamiary.

        2. Entek D też bardzo szybko spadł z orbity.

          W cale tak szybko nie spadł. Do tego leciał na pełnej impulsowej w stronę planety, z zablokowanymi sterami.
          Tak teraz sobie przypomniałem scenę, to w sumie upadek zemsty jest dosyć wierną kopią upadku ENT D z GEN. Tylko zamiast ścinania drzew, ścina wieżowce. I scena tarcia jest dłuższa niż zapamiętałem po pierwszym seansie. ;)

  5. „Ale całe scena degradacji Kirka i rzekomej próby nauczenia go czegoś, nie ma większego sensu, już w kolejnej scenie Kirk zostaje przywrócony do służby wpierw jako komandor i pierwszy oficer Enterprise, a chwilę później znowu wraca na fotel.”
    Wszystko jak najbardziej ma sens. Najpierw zostaje zdegradowany i dostaje od Pike’a opieprz. Później ten sam Pike, który ma do Kirka słabość, pozwala mu wrócić, ale tylko jako pierwszy oficer – chce mieć na niego oko. Dalej, do rangi dowódcy przywraca go Marcus, który widzi, że Kirk po śmierci Pike’a cały w środku chodzi. Taką osobą łatwiej jest manipulować i większe jest prawdopodobieństwo, że użyje torped w afekcie.

    Co do aktorstwa – ode mnie plusy należą się przede wszystkim Cumberbatchowi, Urbanowi i Peggowi. Pine zagrał O.K. Quinto mi również nie pasuje. Saldana pojawiała się w większości scen na siłę. Yelchina równie dobrze mogłoby nie być. Cho robił nie mniej i nie więcej niż Sulu w serialu. Weller był taki sobie – najwyżej wypadł poprawnie.

    Głupot w filmie jest co nie miara, ale nie raziły mnie jakoś specjalnie. No może poza króciutkimi dystansami międzyplanetarnymi i transwarp beaming.

    Film ogólnie był O.K.

    1. Wszystko jak najbardziej ma sens. Najpierw zostaje zdegradowany i dostaje od Pike’a opieprz. Później ten sam Pike, który ma do Kirka słabość, pozwala mu wrócić, ale tylko jako pierwszy oficer – chce mieć na niego oko. Dalej, do rangi dowódcy przywraca go Marcus, który widzi, że Kirk po śmierci Pike’a cały w środku chodzi. Taką osobą łatwiej jest manipulować i większe jest prawdopodobieństwo, że użyje torped w afekcie.

      OK, postępowanie Marcusa umiem zrozumieć, w końcu szukał kozła ofiarnego, a Kirk ze swoją kartoteką niesubordynacji był idealny na zdrajcę i sprawcę wojny, ale Pike? Po co chwilę wcześniej mówi o specjalnym komitecie (sądzie?), który nie tylko degraduje Kirka, ale wysyła go ponownie do akademii, a potem, kilka godzin później wyciąga go z baru i daje mi stopień komandora i stołek pierwszego na ENTku. To już się kupy nie trzyma. Nikt mi nie powie, że Kirk odebrał lekcję podczas opijania klęski.

  6. „Nie twierdzę, ze wymagam zastosowania tylko fizyki znanej nam, w żaden sposób jej nie zaprzeczając, bo nigdy nie wyszli byśmy ponad Apollo 13. Nawet Odyseja Kosmiczna, choć chyba najbliżej hard SF jak można sobie wyobrazić, pokazywała rzeczy które wówczas były tylko fikcją a dziś jesteśmy bliscy ich realizacji (znaczy się dekadę temu byliśmy bliżej… ;))
    Dlatego też nie czepiam się podróży FTL, czy transportu na lata świetlne, ale jak zachowuje się obiekt w spadku swobodny to wiemy z doświadczenie, wiec wypadałoby tu oszukiwać widza tak, by nie zauważył, że jest oszukiwany. Przecież można było powiedzieć, że im sztuczna grawitacja zwariowała i przeniosła podłogę na ścianę, nie?

    Co do lądowania awaryjnego spodka ENT D, przypomnę sobie tę scenę i sprawdzę, jak tam było że spadł (ale chyba wybuch sekcji maszynowej chyba miał tam coś tym wspólnego).”

    Po trochu znowu i tak i nie. Za mało wiem na temat bitwy pomiędzy ENTkiem a Zemstą. Bitwa była gdzieś na orbicie Ziemi. Statek był uszkodzony, z dziurawym poszyciem. W filmie mówili, że reaktor został wyłączony i nie działa sztuczna grawitacja.Także okręt był dziurawym wrakiem, bez niczego. Jedynie jego upadnie z orbity był przyspieszony bo to film.

    „Tak teraz sobie przypomniałem scenę, to w sumie upadek zemsty jest dosyć wierną kopią upadku ENT D z GEN. Tylko zamiast ścinania drzew, ścina wieżowce. I scena tarcia jest dłuższa niż zapamiętałem po pierwszym seansie. ;”

    też to zauważyłem

    Kiedy recka nowej Honor?

    1. Kiedy recka nowej Honor?

      Oj chyba nie prędko, jest tyle zaległych książek w Zwiastunach Burzy w sumie nie wiele się wydarzyło. Znaczy się pierwsze pół tomu było rozwinięciem chyba dwóch poprzednich książek. Znaczy się tam się zmieścił w jednym akapicie, tu mu to zajęło 200 stron. Potem mamy bitwę z przebiegiem tak oczywistym, że to żaden spoiler jak napiszę, że Manticore dostała 400 SD na strzelnicę, na a potem 200 stron polityki, ślubów, spotkań rodzinnych i uświadamiania sobie przywódców Ligi w jakie szambo się sami wpakowali…

      No cóż po Bitwie o Manticore (obecnie zwanej już Pierwszą) Weber nie bardzo ma jak rozwinąć walkę, więc albo wymyśli coś nowego, albo za kilka tomów będzie musiał po prostu wygasić wszystko i zakończyć przygody Honor.

      Za mało wiem na temat bitwy pomiędzy ENTkiem a Zemstą.

      Poczekam na DVD, wówczas przejrzę film jeszcze raz. Ale wydaje mi się, że byli bliżej Księżyca niż Ziemi.

Dodaj komentarz