Archiwum kategorii: Star Trek

Star Trek Titan – Sword of Damocles

Titan#4 Sword of DamoclesMiecz Damoklesa to czwarty tom przygód załogi Tytana, autorem książki jest Geoffrey Thorne (który jest odpowiedzialny za część scenariuszy do całkiem przyjemnego serialu Leverage (Uczciwy przekręt). Tytan kontynuuje eksplorację Ramienia Oriona, gdy niespodziewanie odbiera sygnał nadany z niezbadanego dotąd zakątka galaktyki, w którym Tytan wymieniony został z nazwy.

Przez blisko miesiąc Tytan prowadził bardzo trudną obserwację rejonu zwanego Occultus Ora, przestrzeni permanentnej ciemności. By badania mogły odnieść sukces, potrzeba było wytężonej pracy całego zespołu naukowego okrętu, niestety przy niezbyt chętnym do współpracy głównym inżynierze. Pod sam koniec badań, Ra-Havreii rozpoczął, przedwcześnie, roboty inżynierskie przy sensorach, niemal niszcząc miesięczną pracę komandora Jaza. W trakcie analizy zebranego materiału, odkryty zostaje w nim sygnał wysłany do Tytana, informujący go o niebezpieczeństwie. Riker decyduje się na sprawdzenie kto i dlaczego nadał ów sygnał, kieruje jednostkę w stronę planety Orisha. Nim jednak docierają na miejsce, okręt zostaje unieruchomiony. Zwiad, w skład którego wchodzi między innymi Jaza, wysłany promem, zostaje zaatakowany i znika z sensorów. Kiedy Jaza odzyskuje przytomność, znajduje się na planecie w samym środku konfliktu między rdzennym mieszkańcami. Choć ich wygląd pasuje do opisu mieszkańców Orishy, to nie można tego powiedzieć o ich zachowanie i wyglądzie samej planety. Wszystko wskazuje iż Jaza wraz z chorążym Modan znaleźli się tysiąc lat w przeszłości, a istnieniu planety i jej mieszkańców zagraża to samo co uszkodziło Tytana.

USS TitanCzwarta książka z serii, którą po dwóch słabszych nowelach czyta się równie przyjemnie jak pierwszy tom, choć nie ona pozbawiona wad. Po przeczytaniu chciałoby się wręcz krzyczeć, że fabuła jest do bólu wtórna. Okrętowi i załodze zagraża wręcz niepokonana siła, wszystko wskazuje iż uzdolnionej załodze braknie czasu na dokonanie niezbędnych modyfikacji, które pozwolą jej przetrwać, gdy nagle dostają niemal tyle czasu ile tylko chcą, dzięki podróży w czasie. A zaczynało się tak przyjemnie, spokojną eksploracją kosmosu i problemami załogi i ich interakcji. A ta interakcja sama w sumie musi być ciekawa, w końcu na pokładzie USS Titan jest największa dywersyfikacja ras ze wszystkich okrętów Gwiezdnej Floty. Może więc zacznę od pozytywnej strony książki, bohaterów.

Trzeba przyznać autorowi, że choć skupił się postaci szefa sekcji naukowej okrętu, komandora porucznika Jaza Najem, Bajoranina i jego interakcji z otoczeniem, to popchnął rozwój kilku postaci znacznie bardziej do przodu niż miało to miejsce w poprzednim tomie, autorstwa Bennetta. (Do pierwszych dwóch tomów, nie będę porównywał, bo ich zadaniem było bardziej dać początek serii i osadzić bohaterów w nowych wydarzeniach, niż stworzyć ich gruntowne tło.) Główną postacią był tu właśnie Najem, poznajemy jego historię z czasów ruchu oporu, z czasów gdy był sceptykiem i co go tak naprawdę nawróciło. Poznajemy też lepiej bohaterów, z którymi z racji zajmowanego stanowiska musi współpracować. Poznajemy kadeta Dakal, pierwszego Cardassianina w szeregach Federacji, który musi zmierzyć światopogląd wyniesiony z rodzinnej planety, z tym panującym w Federacji. Należy też pamiętać, że jeszcze kilka lat wcześniej Jaza wysadzał rodaków Dakala, gdy ci okupowali jego planetę. No i właściwie ostatnią osobą, do rozwoju której Thorne dodał interesujące szczegóły jest główny mechanik, dr Xin Ra-Havreii. I to nie jakieś szczególiki typu, że jest geniuszem (bo pewno i jest) i że ma luźny stosunek do płci przeciwnej (pewno, gdyby dać Bennettowi szansę to Xin spałby z każdą na pokładzie, mężatek nie wyłączając), a informacje dlaczego dla pozostałych wydaje się być ekscentrykiem, podczas gdy ma to związek z jego wychowaniem i przyswajaniem wiedzy. Choć jego ekscentryzm też jest problemem, choćby uparte dążenie, by Tytan jako pierwszy okręt wrócił do macierzystego portu w lepszym stanie niż z niej wyruszył, przez co często zamiast szybko naprawić uszkodzenie, gotów jest w tym celu wymienić pół okrętu. Wszystkie te drobnostki, które można zaobserwować przy postaciach, jak choćby słuchanie muzyki prze Ra-Havreii sprawie, że bohaterowie u Thorne’a wydają się znacznie bliżsi czytelnikowi, niż miało to miejsce wcześniej, co wyszło lekturze na dobre.

Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o fabule. Ta wypada przeciętnie, zarówno w porównaniu do innych książek, jak i do samych Treków. Nie ma w niej w ogóle zaskakujących zwrotów akcji, choć autor starał się kilka takich wprowadzić. Wraz z ujawnieniem faktu iż dwoje bohaterów przeniosło się w czasie o tysiąc lat wstecz (co następuje dosyć wcześnie w książce) wszystko staje się przewidywalne. Gdy jedna z postaci wspomina o zmianach jakie zaszły w przeszłości i że odpowiadała za nie Wyrocznia, wiadomo już iż stoi za tym jeden z bohaterów, którzy są w przeszłości. Podobnie z rozbitym okrętem klasy Luna. Mimo próby stworzenia napięcia u czytelnika, iż to Tytan został zniszczony, proces ten nie przynosi skutku. Każdy szczególik od początku upewnia czytelnika iż to nie Tytan, a jego siostrzana jednostka, która wzywała go na pomoc. Wszystko to sprawia iż scena w epilogu, gdzie Jaza odnajduje plakietkę okrętu, traci dla czytelnika wszelkie znaczenie. Nieco lepiej prezentuje się sytuacja pozostałych członków zwiadu, czyli Troi, Vale, Keru i Ra-Havreii. Ich losy zaprezentowane zostały lepiej, jednak z punktu widzenia czytelnika, tylko poprawnie, brakuje w niej niepewności, napięcia, tajemniczości. Interakcja bohaterów z otoczeniem stopniowo rozwiązuje problem książki, wszystko wydawałoby się w porządku, ale gdy nagle jedno z bohaterów zostaje uprowadzane przez miejscowych, zaraz pojawia się opis, że nic jej się nie stało, że wszystko będzie ok, że miejscowi chcą ich tylko przesłuchać. Podobnie sytuacja prezentuje się na Tytanie, tu również brak tego napięcia jest odczuwalny, a postęp wydarzeń typowy dla 40 minutowego odcinka, nie dla książki, gdzie czas ten nie jest tak ograniczony.

Podsumowując, bo tak naprawdę niewiele więcej można napisać o tej krótkiej książce. Czyta się naprawdę przyjemnie, dobrze rozpisano bohaterów i po zakończeniu tomu, ma się ochotę sięgnąć po kolejny. To wszystko daje jej, podobnie jak pierwszemu tomowi 4,5/6.

Star Trek Titan – Orion’s Hounds

Titan#3 Orion's HoundsTrzecia książka z serii o przygodach dzielnej załogi USS Titan, tym razem autorstwa Christophera L. Bennett. Bennett jest fanem Star Treka od małego, w wieku 12 lat zaczął pisać pierwsze opowiadania osadzone w uniwersum Star Treka, teraz ma na koncie sporą ilość książek i jedną z nich jest właśnie Orion’s Hounds. Tytan pod dowództwem kapitana Rikera wyrusza wreszcie w misję do której został zbudowany, by zbadać ramię Oriona.

Luty roku 2380, Tytan, po swej pierwszej dyplomatycznej misji w Imperium Romulańskim, która omal nie zakończyła się katastrofą tysiące lat świetlnych od domu, w Małym Obłoku Magellana, wyruszył z misję badania nowych systemów w ramieniu Oriona, z misję do której stworzone został okręty klasy Luna. W trakcie przelotu niedaleko grupy gwiazd zwanych Związkiem Vela załoga odbiera nietypowe wezwanie o pomoc. Nietypowe bo telepatyczne. Po dotarciu na miejsce, załoga Tytana odnajduje tam umierające stworzenia zwane potocznie Kosmicznymi Galaretkami (znanymi z pilota TNG) i rasę Pa’haquel, która była odpowiedzialna za całe zajście. Jak się okazało, okolice Vela to miejsce gdzie w około względnie młodych gwiazd wciąż powstaje nowe życie, większość to różnego rodzaju stworzenia żyjące w kosmosie, jak właśnie owe Galaretki, z których niektóre są niebezpieczne dla innych istot, a Pa’haquel próbują utrzymać odwieczny porządek rzeczy, wykorzystując do tego martwe stworzenia jako swoje statki. Riker wraz ze swoją załogą zaburza porządek panujący w okolicy i teraz musi jakoś posprzątać bałagan który spowodował…

USS TitanPrzy opisywaniu poprzednich książek, Sakramentos wspomniał, że nie powinny one zawierać w sobie materiały tylko na jeden czy dwa odcinki serialu, a raczej na sezon bądź przynajmniej na połowę. Poprzednie dwie osobno tego warunku nie spełniały, były raczej rozbudowanym dwuodcinkowcem, z dobrym motywem na cliffhanger w przerwie między sezonami. Orion’s Hounds natomiast ma znacznie więcej wątków, w tym nawet kilka tzw zapychaczy, szczególnie na początku, ale czy dzięki temu jest lepszą książką niż te autorstwa Martina i Mangelsa? Zobaczmy.

Crystalline EntityW książce pojawia się olbrzymia ilość istot żyjących w kosmosie, część jest znana z serialu, część z innych książek, część w ogóle jeszcze nigdzie nie była omawiana. Czy takie stworzenia istnieją? Może kiedyś ludzkość się przekona. Pewne jest natomiast, że takie stworzenia towarzyszą Star Trekowi od jego początków. Trzeba przyznać autorowi, że ich różnorodność i sposoby życia plusują w książce. Pojawiają się luźne mgławice wykazujące ślady życia, olbrzymie żagle, które podróżują między gwiazdami dzięki „słonecznym wiatrom”, są niszczyciele światów, które żywią materią z planet, jest Crystalline Entity znana z TNG, są wspomniane wcześniej Galaretki. Jest też cały żywy układ słoneczny, Proplydian. Jest to zarazem piękne i przerażające. Autor zebrał i opisał olbrzymią ilość stworzeń, z których istnienia części nie trudno sobie wyobrazić, jak choćby tych żagli, które wykorzystują swą olbrzymią powierzchnię do pobierana energii z gwiazd a także dzięki tej powierzchni podróżują między gwiazdami.

star-jellyAle w książce są nie tylko interesujące stworzenia, autor rozwinął też wątek związków między bohaterami, romansów, co moim zdaniem nie służy dobrze fabule. Wypominanie kochanek Rikera i sugerowanie, że wciąż może go coś nimi łączyć, mimo związku małżeńskiego z Troi jest bezsensu. Troi jest empatką, kłamać się przed nią nie da. A do tego pracuje z Rikerem na jednym okręcie od nastu lat. Do tego na Tytanie są przynajmniej dwie byłe kochanki Rikera i autor wpierw sugeruje, że coś może ich nadal łączyć, tylko po to by kilka stron dalej negować owy pomysł i to z pomocą samej Troi. Nie służy to dobrze akcji. Podobnie tworzenie i komplikowanie innych związków, jak między Pierwszą Oficer a oficerem naukowym, gdzie raz ich związek mogą pogodzić z obowiązkami a potem przez całą książkę nie są wstanie, by pod koniec znowu próbować. Komplikuje to relacje między załogantami i utrudnia odbiór tekstu, a mimo to nie wpływa to w ogóle na główną fabułę. Niestety sporo postaci pojawia się w książce tylko z powodu jakiegoś romansu, zupełnie jakby nic innego na nim nie robili, jakby nie mieli innych zadań. Jednak nie wszystkie relacje miedzy załogantami są nieciekawe, jest również związek Tuvoka z jego żoną T’Pel. Niby Wolkanie, niby bez emocji, a jednak coś w tym związku jest przyciągającego uwagę. Relacje między Wolkanami są bardziej skomplikowane niż między zwykłymi ludźmi. Niby nie ma uczucia, jednak martwią się jeden o drugiego. Każda możliwość ich obserwacji jest na swój sposób intrygująca – logika to jednak nie wszystko.

Wracając jednak do głównego wątku, którym jest Pierwsza Dyrektywa i Wielkie Polowanie. Pierwsza Dyrektywa zabrania ingerowania w wewnętrzne sprawy innych ras. I tak tworzą się problemy. Czy Riker może przerwać polowanie na inteligentne stworzenia, gdy od tysięcy lat owe polowanie zapewnia utrzymanie równowagi w okolicznych systemach. Czy może zmienić tradycje jednej rasy i zagrozić ich istnieniu by ratować inną? I czy ta zmiana nie zagrozi też tym, których próbuje się uratować? Pa’haquel od niepamiętnych czasów wykorzystują ciała galaretek by polować na stworzenia, które niszczą światy. Polują i zabijają je, jednak większość z nich potrafi się odgryź, więc by utrzymać swoją siłę na odpowiednim poziomie muszą zdobywać nowe statki i tak koło się zamyka. Pojawienie się Tytana zaburza ten porządek rzeczy, galaretki dostają możliwość obrony przed Pa’haquel, którzy mogą stracić swoje możliwości ofensywne, podczas gdy kosmiczne stworzenia nadal podróżują między systemami i zagrażają innym rasom. Teraz powstaje pytanie, czy wbrew pierwszej dyrektywie Riker powinien pomóc Pa’haquel czy też może powinni stać zboku? Pomysł rozwiązania problemu, by Pa’haquel i galaretki zaczęły współpracować jest oczywisty od pierwszych stron, fakt że zakończy się sukcesem też nie jest żadnym zaskoczeniem dla czytelnika, jednak jeden szczegół dziwi – Riker ukrywa wiele możliwości i faktów z przeszłych spotkań z podobnymi stworzeniami, a przecież podanie ich nie zagroziłoby załodze, a na pewno ułatwiłoby misję. Chodzi głównie o możliwości kontaktu i walki z krystaliczną istotą, która choć śmiertelnie groźna, dla Federacji nie stanowi już zagrożenia i może być łatwo zwalczona. Tymczasem Pa’haquel walczą z nią w sposób konwencjonalny i nie obywa się bez strat. Dziwny sposób na zdobycie zaufania, szczególnie iż wiedza ta jest punktem zwrotnym książki, dzięki któremu pokojowa zmiana tradycji jest możliwa.

Koniec końców, choć książka obejmuje sporo wydarzeń, kosmiczne istoty są więcej niż interesującym tematem, to jednak czegoś brakuje. Akcja skupia się na kilku postaciach, podczas gdy w poprzednich książkach autorzy wprowadzili sporą ilość interesujących bohaterów, którzy mogliby odegrać jakieś role w fabule. Np główny inżynier Dr. Ra-Havreii pojawia się tylko w scenach romansu ze sternikiem, to zdecydowanie za mało, jak na takie stanowisko. Za zdecydowanie złe wykorzystanie załogi tylko albo aż 4/6 (kosmiczne bestie dla mnie jednak ciągle mocno podnoszą ocenę).

Porównanie efektów z pilota TNGW internecie pojawiły się informacje, że Paramount planuje odnowić Star Trek The Next Generation do standardu HD – podobnie jak miało to miejsce z TOSem – pojawiły się trailery. W nim można zobaczyć odnowione efekty z pilota, w tym również Kosmiczne Galaretki.

Spock kontra Q

Spock vs QKilka lat temu, kiedy Star Trek wciąż jeszcze znajdował się w swej szczytowej formie i gościł nie tylko na ekranach telewizorów czy kin, ale także odbywały się sceniczne przedstawienia z gościnnymi udziałami aktorów. Jednym z nich jest właśnie Spock vs Q oraz jego kontynuacja: Spock vs Q: The Sequel. To spotkanie logiki i…i Q.

Ambasador Spock (Leonard Nimoy) przenosi się w czasie, by ostrzec ludzkość przez wiszącą nad nią zagładą, jednak nim zdoła przekazać wiadomość pojawia się Q (John de Lancie) i przypomina Spockowi, ze nie wolno mu ingerować w przeszłość Ziemi. Poza tym Q stwierdza iż ludzkość nie jest warta ratowania.

W skutek poczynań Q wywiązuje się pojedynek słowny między logicznym Spockiem i omnipotentnym Q. Pojedynek pełen humoru, błyskotliwych i ciętych komentarzy. Spock usiłuje przekonać Q, że Ziemia jest warta uratowania. Pod koniec części pierwszej, czas zagłady Ziemi zostaje nieznacznie odroczony, tylko po to by mogła powstać druga, posiadająca równie znakomite dialogi.

Poniżej można zobaczyć niewielką próbkę (5 minut z pierwszego godzinnego występu), jedyny fragment filmowy jaki został zarejestrowany. Gorąco polecam przesłuchać całość, jest to mile spędzone dwie godziny, gdzie dwóch wyśmienitych aktorów popisuje się swoimi umiejętnościami erudycji. Autorką scenariusza obu części jest Cecilia Fannon.

Całe słuchowisko dostępne jest na youtubie: 1.1, 2.1.

W internecie można znaleźć informacje o innym słuchowisku o nazwie „House Call„, z udziałem Roberta Picardo (Doktor z Voyagera) i Ethana Phillips (Nilix). Według opini równie zabawny, jednak ze względów prawnych nigdy nie został w żaden sposób zarejestrowany.

Star Trek Titan – The Red King

Titan#2 The Red KingThe Red King to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z pierwszego tomu, Taking Wing, również autorstwa Andiego Mangelsa i Michaela A. Martina. Po prowizorycznym zażegnaniu kryzysu na Romulusie, Riker zgadza się pomóc Donatrze w odnalezieniu jej zaginionej floty.

W poprzedniej części wydarzyło się całkiem sporo. Do załogi Tytana dołączył Tuvok, który przebywał na Romulusie z tajną misją, mającą na celu sprowadzenie Spocka z powrotem do Federacji. Jednak wskutek kryzysu wywołanego, przez Shinzona, przypadkiem trafił do więzienia. Został z niego uwolniony wraz z Remanem o imieniu Mekrikuk, który obecnie prosi o azyl polityczny w Federacji. Zbrojne powstanie Reman, które niemal przerodziło się w krwawą wojnę domową, zostało zażegnane objęciem przez Klingonów protektoratu nad Remusem. A największa obecnie flota Romulan, będąca pod dowództwem Donatry, zaginęła gdzieś w anomalii wywołanej przez zniszczenie broni Shinzona. I to właśnie odnalezienia tej floty podejmuje się Riker.

USS TitanPodczas próby zbadania anomalii, Tytan wraz z towarzyszącym mu Valdore zostaje wciągnięty w sam jej środek. Gdy załoga odzyskuje kontrolę na jednostką i sensorami, stwierdza, iż okręt nie jest już w pobliżu Romulusa, tylko blisko 200 000 lat świetlnych dalej, w Małym Obłoku Magellana. Mało tego. Nie dość, że załoga znajduje się przeszło 200 lat od domu, w wysokim WARP, to jeszcze okazuje się, że miejscowa przestrzeń niszczona jest przez tworzący się w anomalii wszechświat niemowlęcy…

Mimo olbrzymiej odległości karłowatej galaktyki od terenów Federacji, nie jest to pierwsza wizyta ludzi w tym zakątku wszechświata. A wręcz Mały Obłok Magellana aż roi się od ludzi. Kilkaset lat wcześniej, podczas pierwszych prób z napędem WARP przez ludzi, doszło do wypadku i cała stacja, wraz z załogą zaczęła długo wędrówkę aż do tej małej galaktyki. Grupka ludzi przystosowując się do trudnych warunków życia na wędrującej stacji, wkrótce po przybyciu do obłoku, podbiła miejscowe rasy i ustanowiła Hegemonię. W 2298 roku USS Excelsior, pod dowództwem kapitana Sulu, podczas próby utrzymania wątłego pokoju między Federacją a Tholianami, zostaje przeniesiony do tego samego obłoku. Na pokładzie Excelsiora znajdował się admirał Akaar, wówczas młody szef ochrony, oraz Tuvok. Oboje służą teraz radą Rikerowi, który nie tylko musi odnaleźć zaginioną flotę Donatry, ale również zapobiec zniszczeniu lokalnej przestrzeni, przez rodzący się wszechświat.

Okazuje się, że znalezienie i odzyskanie okrętów Donatry jest łatwiejsze, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jednostki te były kontrolowane przez dziwną energię, która wykazywała zarówno ślady inteligencji, jak i na pewno pochodziła z tworzącego się wszechświata. Po odzyskaniu kontroli nad flota i wypchnięciu z jej z układów dziwnej energii, rozrost owego niemowlaka znacznie się przyśpieszył i zagraża pobliskiej planecie, zamieszkanej przez blisko 2 miliardy istnień…

Załoga Tytana staje przed trudnym dylematem, ratować siebie, czy próbować uratować choć część z tych 2 miliardów istnień.

Druga książka serii podobnie jak pierwsza zawiera sporo odniesień do innych dzieł ze świata Star Treka. W odróżnieniu jednak od poprzedniczki nie są to filmy i seriale, ale głównie inne książki. Wśród ważniejszych odniesień jest The Sundered, Mangelsa i Martina oraz Cold Fusion, DeCandido. Niestety mimo interesujących odniesień, książka jest słabsza od Taking Wing. Załodze Tytana idzie w niej zdecydowanie za łatwo. Bez problemu odbijają sporą flotyllę romulańskich drapieżnych ptaków, która do samego końca ich ignoruje. Bez większych trudności holują olbrzymią stację. A jedyne bohaterskie poświęcenie członka załogi, przy ratowaniu dziecka, kończy się tylko bezemocjonalną liczbą w statystyce, przy blisko 2 miliardach innych poległych. Nawet zamknięcie anomalii, przez wysadzenie dwudziestu paru reaktorów Romulan, odbywa się bez przeszkód.

Można śmiało powiedzieć, że największym pozytywem powieści jest Donatra, której knowania i wahania utrzymują odpowiednie napięcie przez całą książkę. Czytelnik do samego końca nie może być pewien jej postępowania, ani kto i kiedy znajdzie się na jej liście celi. W jednej chwili może uratować nawet największego wroga, Klingona, tylko po to, by za chwilę posłać mu nóż w plecy.  Śmiało można powiedzieć, że Donatra swoim postępowaniem zagwarantowała sobie stałe miejsce zarówno we władzy na Imperium Romulańskim, jak i innych pozycjach opisujących uniwersum.

Podobnie jak z pierwszym tomem, polecam książkę każdemu fanowi Star Treka, aczkolwiek z ciut mniejszym entuzjazmem (4/6).