Strona 5 z 6« Pierwsza...23456

Spock kontra Q

Spock vs QKilka lat temu, kiedy Star Trek wciąż jeszcze znajdował się w swej szczytowej formie i gościł nie tylko na ekranach telewizorów czy kin, ale także odbywały się sceniczne przedstawienia z gościnnymi udziałami aktorów. Jednym z nich jest właśnie Spock vs Q oraz jego kontynuacja: Spock vs Q: The Sequel. To spotkanie logiki i…i Q.

Ambasador Spock (Leonard Nimoy) przenosi się w czasie, by ostrzec ludzkość przez wiszącą nad nią zagładą, jednak nim zdoła przekazać wiadomość pojawia się Q (John de Lancie) i przypomina Spockowi, ze nie wolno mu ingerować w przeszłość Ziemi. Poza tym Q stwierdza iż ludzkość nie jest warta ratowania.

W skutek poczynań Q wywiązuje się pojedynek słowny między logicznym Spockiem i omnipotentnym Q. Pojedynek pełen humoru, błyskotliwych i ciętych komentarzy. Spock usiłuje przekonać Q, że Ziemia jest warta uratowania. Pod koniec części pierwszej, czas zagłady Ziemi zostaje nieznacznie odroczony, tylko po to by mogła powstać druga, posiadająca równie znakomite dialogi.

Poniżej można zobaczyć niewielką próbkę (5 minut z pierwszego godzinnego występu), jedyny fragment filmowy jaki został zarejestrowany. Gorąco polecam przesłuchać całość, jest to mile spędzone dwie godziny, gdzie dwóch wyśmienitych aktorów popisuje się swoimi umiejętnościami erudycji. Autorką scenariusza obu części jest Cecilia Fannon.

Całe słuchowisko dostępne jest na youtubie: 1.1, 2.1.

W internecie można znaleźć informacje o innym słuchowisku o nazwie „House Call„, z udziałem Roberta Picardo (Doktor z Voyagera) i Ethana Phillips (Nilix). Według opini równie zabawny, jednak ze względów prawnych nigdy nie został w żaden sposób zarejestrowany.

Piaski Armagedonu

Piaski ArmagedonuDo lektury Piasków Armagedonu, Vladimira Wolffa, przyczynił się przypadek, a może dobrze pomyślane ustawienie na półce w sklepie? Podczas odwiedzin w lokalnej „księgarni”, szukając jakiejś dobrej fantastyki naukowej, mój wzrok przykuła książka Wolffa (zwłaszcza drugi człon tytułu) który nijak nie pasował do działu sensacja, na którym leżał. Co prawda to jeszcze nie przekonało mnie do zakupu i czytania, ale utkwiło na tyle mocno w głowie, że poszukałem więcej informacji o autorze, serii i oczywiście samej książce. O ile autorze nie specjalnie wiele informacji jest dostępnych o tyle pozostałe informacje były bardzo zachęcające.
Książka jest częścią serii WarBook, do której zalicza się, polecana mi przez znajomych, trylogia WWW Marcina Ciszewskiego o przygodach Pierwszego Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego, który zamiast w Afganistanie 2007 roku, ląduje pod Mokrą 1 września 1939 roku. Drugą informacją zachęcającą do czytania jest fakt, że pomimo iż miejscem akcji jest Bliski Wschód, to głównym bohaterem książki jest Polak, porucznik Andrzej Wirski z 1 Pułku Specjalnego. Tak więc powyższe argumenty przekonały mnie by sięgnąć po tą pozycję…

Akcja książki osadzona jest jak już wspomniałem na Bliskim Wschodzie, między 15 lipca a 20 października prawdopodobnie 2011 roku. Do Izraela przybywa 1 Pułk Specjalny, w ramach misji NATO ma pilnować porządku w strefie zdemilitaryzowanej między Izraelem a Libanem. Oczywiście, jak to bywa z Polakami, nie wszystko idzie bezproblemowo. Wirski ma pewne trudności z dostaniem się na posterunek, ponieważ ambasada w Tel Awiwie dostała informacje o możliwym ataku, więc chciałaby wzmocnienia placówki przez oddział Wirskiego. Tymczasem w okolicy jest jak zwykle spokojnie, a to jakiś snajper zabija Izraelskich żołnierzy przy murze, a to jakiś zamach bombowy, a to obstrzał patrolu międzynarodowego na granicy.

Grupa zwąca się Dzieci Izraela przepuszcza atak na święte dla Islamu miejsce: Kopułę na Skale, paląc ją doszczętnie wraz z meczetem Al-Alksa. Na ich zgliszczach pragną ujrzeć Trzecią Świątynię Jerozolimską. Cały świat wie czym to się skończy, więc wycofuje swoje kontyngenty oraz cywili z rejonu Izraela, oczywiście wszyscy poza Polakami. Nim Warszawa decyduje się na jakiś ruch, w okolicy wybucha kolejny regularny konflikt. Koalicja państwa Islamskich rozpoczyna natarcie przeciw osamotnionemu Izraelowi. Od północnego wschodu Iran wraz z Syrią, od południa Egipt po kolejnym przewrocie wojskowym. Izrael broni się dzielnie jednak to nie koniec złych wieści, Iran zdobył od Pakistanu ładunki nuklearne…

Merkava Mk 4Tak w skrócie prezentuje się fabuła. Rejon Morza Śródziemnego od zawsze był teatrem wojen. Sam Izrael właściwie od samego początku, czyli jakiś 60 lat, non stop z kimś walczy (z ważniejszych: Wojna Sześciodniowa 1967, Wojna Jom Kippur 1973), na jego teranie działają bojówki palestyńskie. Jednym słowem jest to niespokojne miejsce. I w tym rejonie ląduje czy może raczej gubi się polski oddział. I to jest znakomity pomysł na fabułę. Konfliktowy rejon plus Polacy, rozróba murowana. I taki też jest początek książki. Wirski znajduje się na miejscu ataku bombowego i przy okazji ratuje amerykańską turystkę. Polski ambasador z wojskowym attaché są świadkami zamachu na agenta służb bezpieczeństwa. Dokładnie tego czego się spodziewałem czytając opisy w internecie. Niestety im dalej, tym słabiej.

Po wycofaniu oddziału Wirskiego do ambasady, w książce pojawia się niezgorszy opis działań wojennych i politycznych. Niezgorszy, acz ubogi, duży teatr działań i w miarę krótka książka nie dała miejsca na rozwinięcie opowieści. W jednym miejscu Izraelskie wojska dostają rozkaz kontrofensywy na Synaj, którym Egipt prowadzi natarcie, a w kolejnym już je kończą, roznosząc wojska Egipskie, tymczasem brakuje samych walk. Są urywki, ale w żaden sposób nie oddają one piekła walk pancernych na dużych, płaskich powierzchniach. Czasem czytelnik dostaje suche podsumowania, jak np straty lotnictwa każdej ze stron, ale częściej tego brakuje. Iran posłał w pierwszej fali 60 000 ludzi, jednak w książce brakuje informacji o starciach z tymi siłami. Jest informacja, że część z nich gdzieś tam na granicy walczy jednak zdecydowane za skromnie to opisane…

Książka jest interesującą fikcją polityczną, ma dobrze ulokowane miejsce akcji i mogłaby nieźle zagrać na czytelniku obecnym mocno w Europie (choć w słabiej w Polsce) strachem przez Islamizacją, jednak nie wykorzystuje tej szansy. Jest też zupełnie czym innym niż sugeruje nota wydawcy, czy niektóre komentarze w internecie. Daleko jest do książek np. Clancy’ego. A główny atut (Polacy) zostaje zepchnięty na margines, gdzieś po 1/3 książki. Nawet finał, gdzie Wojsko Polskie bierze udział, tylko pogarsza sprawę. Sami bohaterowie powieści zauważają, że zamiast nich można było użyć np. marines z pobliskiego okrętu. A żeby tego było mało, nasi dzielni wojacy nawet niczym szczególnym nie wyróżnili się na polu bitwy. Myślę, że 3/6 to nie jest zła oceną, mogło być nawet słabe 4, gdyby tylko autor bardziej wplótł w akcję polskie oddziały, zwłaszcza kosztem słabszych opisów działań na froncie – w końcu to fikcja literacka, Wirski mógłby dowodzić jakąś poważniejszą akcją i namieszać w wydarzeniach…

Space Battleship Yamato (2010)

Space Battleship YamatoKońcówka ostatniego milenium, jeśli chodzi o filmy i seriale SF, należała do Ameryki Północnej. Najlepsze filmy wychodziły z Hollywood, najlepsze seriale również kręcono na zachodnim wybrzeżu ameryki północnej, albo właśnie w Hollywood, albo w Vancouver. Jednak nowe tysiąclecie jest o wiele mniej szczęśliwe dla produkcji zachodniej półkuli, za to wschodnia powoli i po cichu zdobywa rynek. Zaczęło się od australijskiego Farscape, nieco później Rosjanie pokazali światu swoje możliwości w Przenicowanym Świecie i Czarnej Błyskawicy, a rok temu Japończycy zekranizowali anime o kosmicznym pancerniku Yamato (niektórzy mogą znać jego zachodnią adaptację: Star Blazers). Niestety podobnie jak rosyjskie filmy, Yamato nie trafił do polskich kin, z wielką szkodą dla polskiego widza fantastyki, bo są to pozycje warte obejrzenia.

Space Battleship YamatoCały pomysł opiera się na serialu z lat 70-tych pod tym samym tytułem. Na przeciw ludzkości staje potężny przeciwnik, Gamilas i sama Ziemia staje w obliczu zagłady. Jedyną nadzieję jest Yamato, odremontowana pełnomorska jednostka (pomalowana nawet czerwoną ochronną farbą, poniżej „linii zanurzenia”), przystosowana do walki w kosmosie. Choć sam koncept wydaje się być dziwny (co znając upodobania Japończyków, nie powinno nikogo dziwić), to wizualnie sprawdza się naprawdę dobrze. Szczególnie wysoko kalibrowe działa główne, które zarówno wyglądają dostojnie jak i sieją ładne spustoszenie.

W roku 2194 w okolicy Marsa pojawił nieznany wróg i niemal od razu zaczął zrzucać pociski kinetyczne na Ziemię. Pięć lat później resztki ludzkości schowały się pod ziemią. Niegdyś piękna błękitna planeta, skażona jest radioaktywnością. Ludzie utracili już wszelką nadzieję i biernie czekają na koniec. W 2199 na orbicie Marsa, to co zostało z floty ludzkości stacza ostatni i przegrany bój z Gamilas. Tymczasem na Ziemi rozbija się kapsuła zawierająca wiadomość dla ludzi, że mają jeszcze szansę. Ale zawsze jest jakieś ale, nadzieja znajduje się około 150 tysięcy lat świetlnych od Ziemi, planeta Iskandar w Wielkim Obłoku Magellana. W misję ostatniej szansy wyrusza pancernik Yamato, przygotowywany do tej pory jako Arka…

Yamato na IskandarzeKiedy ponad rok temu, internet obiegły pierwsze zapowiedzi filmu, wszyscy od razu porównywali urywki filmu do Battlestar Galactiki. I jak się okazało częściowo mieli rację, ale o tym trochę dalej… Efekty zarówno animacji jednostek jak walk w kosmosie stoją na wysokim poziomie. Widok startującego Yamato zapiera dech w piersiach, podobnież przelot w atmosferze planety Iskandar. Podobnie jeśli idzie o scenografię, bardzo przyjemne wnętrza okrętu, idealnie pasują do jednostek operujących w kosmosie – twórcy najnowszego Star Treka powinni się uczyć od od swoich zaoceanicznych sąsiadów – mostek, jadalnia, hangar i co najważniejsze, okręt posiada areszt, więc nie trzeba niepokornych wyrzucać za burtę w kapsułach ratunkowych.

Cosmo ZeroJak już wspomniałem, Space Battleship Yamato porównywano do BSG, i rzeczywiście SBY czerpie pełnymi garściami z dobrego przykładu BSG. Wśród najbardziej rzucających się w oczy zapożyczeń jest między innymi start myśliwców Gamilas. Podobnie jak Raidery Cylonów, nie potrzebują one pilotów (są oni już częścią jednostek) i podobnież jak ich odpowiedniki z BSG, są transportowane na kadłubie statku matki, nie w hangarach, czy wyrzutniach, przez co ich wystrzelenia wygląda, jakby chmara owadów nagle poderwała się do lotu. Kolejnym podobieństwem jest atak na stanowiska obrony Gamilas na Iskandarze. Podobieństwo do chyba najlepszej sceny batalistyczne w historii seriali SF jest zbyt duże, by mogło być przypadkowe. Spadający z orbity Yamato, podobnież jak Galactica w 3×04 Exodus (2) działa pobudzająco na wyobraźnię widza. Nim przejdę do minusów, wspomnę jeszcze tylko o myśliwcu głównego bohatera, Cosmo Zero, którego wygląd jak i możliwości pozwolą mu walczyć o miano najlepszego w swojej klasie, wśród takich jednostek jak Viper z BSG, Hammerhead z SAAB czy X302 z SG.

Niestety miło całej sympatii do japońskiej produkcji, nie ustrzegła się ona błędów. Poza wręcz standardowym problem dla produkcji SF, czyli dźwięku w kosmosie, najbardziej irytującym było przekazywanie steru Yamato, między sternikiem a operatorem broni, za każdym razem kończyło się ono dziwnym trzęsieniem całej jednostki. Mimo iż kilka sekund wcześniej sternik z innego powodu puszczał ster i nic takiego się nie działo. Zupełnie innym problemem jest kształt Yamato. O ile wzorowanie się na największym pancerniku w historii pozwoliło zachować okrętowi majestatyczny wygląd, o tyle dziwne dodatki zapowiadały problemy. Dodatkowy mostek pod pokładem, bez jakiejkolwiek osłony, z góry zapowiadał tragicznie swój koniec i tak też zabrał ze sobą część załogi.
Największym problemem filmu jest upływ czasu. Już na samym początku widz dowiaduje się ile czasu zostało Ziemi do wymarcia, jak daleką podróż musi odbyć załoga Yamato, tymczasem nie dostaje żadnej informacji ile owa podróż potrwa, czy też ile tego czasu upłynęło między kolejnymi „skokami”. Co więcej, dwa pierwsze skoki, które wykonał Yamato, nie zabrały go nawet z układu Słonecznego. A należy pamiętać, że podróż ma się odbyć do sąsiedniej galaktyki.

Jak już wspomniałem, nieamerykańskie filmy podbijają kino SF i jest to jeden z tych filmów, które należy obejrzeć. Myślę że 5/6 nie będzie w żaden sposób krzywdzące dla filmu. Na wysoką ocenę wpływa również finał, ale by nie psuć oglądania zainteresowanym, oznaczam jako spoiler.

[Spoiler zaznacz, żeby przeczytać]Końcówka filmu sugeruje, że nie będzie kontynuacji, a przynajmniej nie z Yamato w roli głównej. Trzeba przyznać, że finał twórcy wykonali z dużym hukiem. I choć rozmowa bohaterów lekko przynudza i przeciąga finał, to warto zaczekać. Ostateczne rozwiązanie Gamilas i poświęcenie Kodai, zakańcza sukcesem misję Yamato.[/spoiler]

I jeszcze na zachętę, trailer:

Star Trek Titan – The Red King

Titan#2 The Red KingThe Red King to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z pierwszego tomu, Taking Wing, również autorstwa Andiego Mangelsa i Michaela A. Martina. Po prowizorycznym zażegnaniu kryzysu na Romulusie, Riker zgadza się pomóc Donatrze w odnalezieniu jej zaginionej floty.

W poprzedniej części wydarzyło się całkiem sporo. Do załogi Tytana dołączył Tuvok, który przebywał na Romulusie z tajną misją, mającą na celu sprowadzenie Spocka z powrotem do Federacji. Jednak wskutek kryzysu wywołanego, przez Shinzona, przypadkiem trafił do więzienia. Został z niego uwolniony wraz z Remanem o imieniu Mekrikuk, który obecnie prosi o azyl polityczny w Federacji. Zbrojne powstanie Reman, które niemal przerodziło się w krwawą wojnę domową, zostało zażegnane objęciem przez Klingonów protektoratu nad Remusem. A największa obecnie flota Romulan, będąca pod dowództwem Donatry, zaginęła gdzieś w anomalii wywołanej przez zniszczenie broni Shinzona. I to właśnie odnalezienia tej floty podejmuje się Riker.

USS TitanPodczas próby zbadania anomalii, Tytan wraz z towarzyszącym mu Valdore zostaje wciągnięty w sam jej środek. Gdy załoga odzyskuje kontrolę na jednostką i sensorami, stwierdza, iż okręt nie jest już w pobliżu Romulusa, tylko blisko 200 000 lat świetlnych dalej, w Małym Obłoku Magellana. Mało tego. Nie dość, że załoga znajduje się przeszło 200 lat od domu, w wysokim WARP, to jeszcze okazuje się, że miejscowa przestrzeń niszczona jest przez tworzący się w anomalii wszechświat niemowlęcy…

Mimo olbrzymiej odległości karłowatej galaktyki od terenów Federacji, nie jest to pierwsza wizyta ludzi w tym zakątku wszechświata. A wręcz Mały Obłok Magellana aż roi się od ludzi. Kilkaset lat wcześniej, podczas pierwszych prób z napędem WARP przez ludzi, doszło do wypadku i cała stacja, wraz z załogą zaczęła długo wędrówkę aż do tej małej galaktyki. Grupka ludzi przystosowując się do trudnych warunków życia na wędrującej stacji, wkrótce po przybyciu do obłoku, podbiła miejscowe rasy i ustanowiła Hegemonię. W 2298 roku USS Excelsior, pod dowództwem kapitana Sulu, podczas próby utrzymania wątłego pokoju między Federacją a Tholianami, zostaje przeniesiony do tego samego obłoku. Na pokładzie Excelsiora znajdował się admirał Akaar, wówczas młody szef ochrony, oraz Tuvok. Oboje służą teraz radą Rikerowi, który nie tylko musi odnaleźć zaginioną flotę Donatry, ale również zapobiec zniszczeniu lokalnej przestrzeni, przez rodzący się wszechświat.

Okazuje się, że znalezienie i odzyskanie okrętów Donatry jest łatwiejsze, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jednostki te były kontrolowane przez dziwną energię, która wykazywała zarówno ślady inteligencji, jak i na pewno pochodziła z tworzącego się wszechświata. Po odzyskaniu kontroli nad flota i wypchnięciu z jej z układów dziwnej energii, rozrost owego niemowlaka znacznie się przyśpieszył i zagraża pobliskiej planecie, zamieszkanej przez blisko 2 miliardy istnień…

Załoga Tytana staje przed trudnym dylematem, ratować siebie, czy próbować uratować choć część z tych 2 miliardów istnień.

Druga książka serii podobnie jak pierwsza zawiera sporo odniesień do innych dzieł ze świata Star Treka. W odróżnieniu jednak od poprzedniczki nie są to filmy i seriale, ale głównie inne książki. Wśród ważniejszych odniesień jest The Sundered, Mangelsa i Martina oraz Cold Fusion, DeCandido. Niestety mimo interesujących odniesień, książka jest słabsza od Taking Wing. Załodze Tytana idzie w niej zdecydowanie za łatwo. Bez problemu odbijają sporą flotyllę romulańskich drapieżnych ptaków, która do samego końca ich ignoruje. Bez większych trudności holują olbrzymią stację. A jedyne bohaterskie poświęcenie członka załogi, przy ratowaniu dziecka, kończy się tylko bezemocjonalną liczbą w statystyce, przy blisko 2 miliardach innych poległych. Nawet zamknięcie anomalii, przez wysadzenie dwudziestu paru reaktorów Romulan, odbywa się bez przeszkód.

Można śmiało powiedzieć, że największym pozytywem powieści jest Donatra, której knowania i wahania utrzymują odpowiednie napięcie przez całą książkę. Czytelnik do samego końca nie może być pewien jej postępowania, ani kto i kiedy znajdzie się na jej liście celi. W jednej chwili może uratować nawet największego wroga, Klingona, tylko po to, by za chwilę posłać mu nóż w plecy.  Śmiało można powiedzieć, że Donatra swoim postępowaniem zagwarantowała sobie stałe miejsce zarówno we władzy na Imperium Romulańskim, jak i innych pozycjach opisujących uniwersum.

Podobnie jak z pierwszym tomem, polecam książkę każdemu fanowi Star Treka, aczkolwiek z ciut mniejszym entuzjazmem (4/6).

Zaginiony odcinek Star Treka

Star Trek: BorgLata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia na najlepszy okres w historii Star Treka. Kręcono wówczas niemal równocześnie 3 seriale, powstały  4 filmy oraz niezliczone gry, a wszystko spod znaku Gwiezdnej Wędrówki. A gry wówczas były zupełnie inne niż obecnie… Do takich gier zalicza się właśnie Star Trek: Borg, powstała w 1996 roku gra wideo, będąca bardziej interaktywnym filmem. Gracz po obejrzeniu scenki – odgrywanej przez prawdziwych aktorów – musi podjąć decyzję, co zrobi dalej. W zależności od decyzji film odgrywany jest dalej lub gracz w spektakularny sposób kończy, z reguły tracąc życie.

Star Trek: Borg to gra, będąca częścią promocji filmu Star Trek: First Contact, który w ówczesnym okresie trafiał do kina. W stronę Ziemi po raz drugi zmierza Borg. Federacja wystawia przeciw niemu wszystko co może. No prawie wszystko, swoich kadetów wycofuje na tyły. Wśród nich jest Qaylan Furlong, którego ojciec zginął 10 lat wcześniej pod WOLF 359, podczas poprzedniego spotkania Federacji z Borg. Na drodze młodego, zawiedzionego brakiem udziału w walce kadeta staje Q, omnipotentna istota, która daje mu szansę nie tylko walki Borg, ale również uratowania swojego ojca…

W rolę Q, a zarazem przewodnika gracza przez grę wciela się John de Lancie, którego kreacja Q w serialu Star Trek: The Next Generation, stworzyła jedną z najbardziej lubianych i niezapomnianych postaci całego uniwersum. W grze również pokazuje swój aktorski talent, wielokrotnie rozbawiając gracza/widza. Za serialowy klimat gry, poza de Lancie odpowiada również scenarzystka Hilary Bader, która ma na koncie kilka odcinków. No ale, nie nudząc dalej, zapraszam do oglądania.

Strona 5 z 6« Pierwsza...23456