Archiwa tagu: ciszewski

Major na dużym ekranie?

MajorWpis ten będzie dotyczył dosyć starej i dla niektórych może nieco przestarzałej informacji. Jednak moim zdaniem jest to zdecydowanie zbyt słabo rozreklamowany projekt, więc warto pisać o nim jak najwięcej, by dotarł do jak największej liczby odbiorców.
W październiku 2010 odbyły się zdjęcia próbne do filmu Major na podstawie powieści Ciszewskiego o tym samym tytule. W marcu 2011 odbył się pierwszy pokaz wówczas wykonanych zdjęć. Sam osobiście o próbie zrobienia filmu na podstawie serii WWW słyszałem już wcześniej, jednak na prezentowane poniżej demo trafiłem zaledwie kilka dni temu.

Główną przeszkodą na drodze powstania filmu są obecnie finanse, a dokładnie ich brak.

Jak widać na filmie w postać Wojtyńskiego wciela się Marcin Perchuć, czy zostanie nim, gdy powstanie film, na razie nie wiadomo. Jedną z plotek, które można znaleźć na internecie jest informacja, że reżyserem może zostać Bartosz Prokopowicz.

Jeśli pojawią się dodatkowe informacje o produkcji, na pewno nie omieszkam o nich poinformować, na razie można próbować ich poszukiwać na stronie projektu: www.major-film.eu i facebookowej stronie Marcina Ciszewskiego.

www.ru2012.pl & Mróz

www.ru2012.plTa notatka powinna być tylko o najnowszej książce Ciszewskiego, www.ru2012.pl, ale ponieważ pojawia się w niej kilka postaci z poprzedniej książki autora, to wpierw nieco słów o Mrozie, a potem nieco więcej słów o zakończeniu przygód podpułkownika Grobickiego, kapitanów Wieteski i Kurcewicza oraz kaprala Galasia.

Mróz jest czwartą książką Marcina Ciszeskiego, gdzie zamiast wojskowych mamy typowych polskich policjantów. Akcja została osadzona w okresie świąt Bożego Narodzenia 2011 roku, Gdzie nie tylko dochodzi do próby przejęcia władzy w kraju nad Wisłą, ale także świat nawiedza nowa epoka lodowcowa. A w samym środku akcji znajduje się nadkomisarz Tyszkiewicz, któremu premier RP powierza ważną misję uratowania kraju.

MrózCo by nie mówić o samym pomyśle kryminału, o strasznie skomplikowanej fabule i tym, że jak na skalę wydarzeń cała sprawa zostaje zdecydowanie za łatwo rozwiązana, oraz oszukaniu potencjalnego czytelnika iż ma do czynienia z typowymi polskimi policjantami, książkę czyta się bardzo przyjemnie. A właśnie wspominając o nietypowych policjantach, to zarówno militarna przeszłość Tyszkiewicza jak i Krzeptowskiego ma znaczenie i to, że właściwie w policji wylądowali za karę jest ważnym elementem fabuły. Podobnie przeszłość pozostałych członków ekipy Tyszkiewicza. Twierdzenie iż to typowi policjanci jest po prostu oszukiwanie czytelnika (choć tak naprawdę ma znaczenie tylko dla tych, którzy zaczynają książkę o tylnej okładki, gdzie owe oszustwo jest wydrukowane). Wracając jednak do odbioru treści, to od połowy do końca autor właściwie bez wysiłku utrzymuje odpowiednie (mrożące krew w żyłach) napięcie. Niestety by dotrzeć do dobrej końcówki książki, trzeba przebrnąć przez dużą ilość nudnego i typowego materiału kryminałów. Może gdyby Ciszewski osadził głównych bohaterów gdzieś indziej, w jakiś antyterrorystach, albo GROMie, Jakby robili coś ciekawszego w życiu, to może byłoby lepiej dla początkowej fabuły.

Jeszcze przy okazji kilka zdań o głównym złym. Ewidentnie nie czytał poradnika dla świeżo upieczonych Złych Lordów (pozostałe części poradnika). Biorąc pod uwagę ile naprawdę skomplikowanych i dobrze zaplanowanych posunięć zrobił, aż dziw bierze, że pokazał swoją twarz porwanej osobie, która potem dzwoniła z informacją o tym, że jest porwana i co ma zrobić jej mąż. Nosz to przecież takie sztampowe, aż dziw bierze, że nie zostawił zakładników w jakieś maszynie śmierci i nie poszedł robić innych ważnych spraw, czekając aż ci uciekną i zrobią mu kuku. Ja wiem, że Ciszewski potrzebował coś, co ruszy akcję i naprowadzi bohaterów na trop, ale… nie zmienia to faktu, że jest to kolejny punkt, na liście „Czego nie zrobię, gdy będę czarnym charakterem.” Mam co prawda kilka pomysłów, jak mógł to rozwiązać Ciszewski i nie wywoływać u mnie odruchu – „jak można być tak głupim” – ale, raczej nic nie rozwiązałoby tego tak szybko, jak potrzebuje tego fabuła książki…

Tak naprawdę interesujący dla tej notki jest fakt, iż w Mrozie w 2007 roku z poligonu zniknął 1 Samodzielny Batalion Rozpoznawczy, a generał Dreszer, który popadł w niełaskę dowodzi teraz oddziałem GROMu, podlegając bezpośrednio premierowi.

Dedykacja Marcina Ciszewskiego dla ToudiegoWróćmy do głównej książki wpisu, do www.ru2012.pl. Akcja ostatniego tomu WWW zaczyna się tam gdzie została zakończona w drugim tomie: www.1944.waw.pl, bohaterowie wracają do współczesności i lądują na Okęciu. Powoli zmierzają do wyjścia by zacząć nowe życie, ale wpierw muszą pochować przeszłość czekającą od 68 lat w piwnicy jednej z willi w Warszawie. Jednak nie tylko ta część przeszłości czeka na nich we współczesnej Polsce. Projekt GRU o jak wiele znaczącej nazwie Jutrzenka, zapoczątkowany w czasie Drugiej Wojny Światowej w celu pozyskania technologii podróży w czasie, nie umarł wraz z końcem wojny, co więcej przetrwał nawet śmierć Stalina oraz upadek ZSRR i teraz, we wrześniu 2012 roku, oczekuje na bohaterów. Jednak GRU to nie jedyna siła, która oczekuje podróżników w czasie. Od nagłego pojawienia się ludzi na pustyni w Teksasie, każdy ich krok jest śledzony również przez Amerykanów i Polaków, których zadaniem jest nie tylko odzyskanie emitera MDS, ale również zapobieżeniu próbie zmiany historii przez ludzi z GRU.

Moździerz rakietowy NebelwerferZa operację na terenie Polski odpowiedzialny jest nie kto inny jak właśnie podinspektor Jakub Tyszkiewicz, wraz z wiernym kompanem Krzeptowskim, a radą służy mu znanym wszystkim generał Dreszer. Fabula z czasem sprowadza wszystkich bohaterów do byłej bazy wojsk sowieckich, a wcześniej bazy Wehrmachtu, w Bornem Sulinowie, gdzie podczas przemarszu w stronę MDSa, sił radzieckie zostają nagle ostrzelani przez antyczne moździerze rakietowe Nebelwerfer. Stare, porządne T-72 stają do walki z jeszcze starszymi, acz znacznie słynniejszymi Tygrysami. W tym samym czasie gdzie kolejne siły pancerne i przeciwpancerne dają sobie łupnia, grupka pod przywództwem Grobickiego stara się przetrwać. A wszystko to w Bornem Sulinowie, niedaleko Szczecinka w północnej Polsce Anno Domini 2012.

Teraz powinienem napisać kilka zdań o pozytywach książki, jednak zostawię to sobie na koniec a zacznę od minusów. Największym minusem jest mały udział bohaterów serii w tej książce, szczególnie kaprala Galasia. Jego udział w wydarzeniach został niemal całkowicie zmarginalizowany. Kapral Galaś to postać, która wzbudziła mają sympatię od samego początku, do tego miał jakiś wpływ na wydarzenia w pierwszych dwóch książkach, tymczasem w tej książce cała jego rola skraca się do przejścia przed kamerą hotelową. Podobnie jest z pozostałymi bohaterami poprzednich książek, zarówno Wieteska czy Kurcewicz niemal nie liczą się dla fabuły.

Niewielkim minusem jest też brak nawiązań do Mrozu, do zmian jakie nastąpiły czy to wskutek mrozu stulecia, czy zamachu stanu, czy też zamachu na szefów służb specjalnych. Czy w ogóle jakkolwiek te wydarzenia wpłynęły na los bohaterów (bohaterów Mrozu, biorących udział w akcji odbicia MDSa) bądź Polski. Oczywiście, ponieważ mamy do czynienia z podróżami w czasie wskutek których powstają różne linie czasowe, istnieje możliwość, że w tej linii czasowej nic takiego nie nastąpiło, że nie było Mrozu, ale wówczas brakuje informacji, dlaczego premier tak ufa Tyszkiewiczowi, że aż powierza mu dowodzenie misją, która może zmienić losy świata. Jest tu pewna luka, ale postaram się ją wyjaśnić z autorem drogą mailową – no chyba, że autor postanowił wyjaśnić to w drugiej części Mrozu, która jak dobrze usłyszałem ma się ukazać w przyszłym roku.

RT-2PM TopolRu2012 posiada też i pozytywne strony. Nocna walka o rakiety Topol, między pancernym batalionem Waffen-SS a jednostką wojsk sowieckich, z niewielkim udziałem Polaków i Amerykanów jest właśnie taką pozytywną stroną. Choć trzeba przyznać, że amerykańska arogancja i polska chęć uniknięcia skandalu politycznego niemal nie przyczyniła się do spektakularnej klęski „dobrej” strony. Jest także trochę szkoda, że z owych błahych powodów Leopardy stacjonowały zbyt daleko by dołączyć się do walki ze swoimi przodkami z czasów Drugiej Wojny Światowej, byłaby to interesująca ironia losu, gdyby jednak nastąpiła wymiana ognia między nimi a Tygrysami czy Jagdpantherami. Mimo braku tego pojedynku bitwa wciąż została bardzo dobrze rozpisana i posiada sporą ilość punktów zwrotnych, dzięki czemu do samego końca nie da się przewidzieć finału walk. Kiedy już wydaje się, że jedna strona zaczyna wygrywać, któraś z pozostałych stron wprowadza do walki swoje wunderwaffe i szale zwycięstwa zmieniają położenie. Co więcej nie tylko ciężkie czołgi i artyleria mają znaczenie w tej walce, ale również piechociarze co chwilę wpływają na wynik walk jak i losy głównych bohaterów.

W książce znalazły się też dwa bardzo krótkie fragmenty, ale mocno plusujące. Ciszewski nie zapomniał o Cuprysiu, jego pojawienie się nie ma żadnego znaczenia dla fabuły, jednak jest miłym akcentem dla czytelników. (Tak się zastanawiam, czy losy tego drania nie byłyby idealne dla kolejnego tomu osadzonego w tym uniwersum, w końcu na pewno nieźle namieszał w historii pracując dla Niemców…) Drugim oczkiem puszczonym w stronę czytelników jest wspomnienie podczas narady u prezydenta USA w 2007 roku, o filmie „The Final Countdown„, choć prezydent Bush stwierdza iż filmowy lotniskowiec „skopał dupy Japończykom”, tymczasem w filmie w naszej linii czasowej lotniskowiec musi zawrócić na chwilę przed bitwą o Pearl Harbor. Może wpływ na zmianę fabuły miał fakt, że w ich linii czasowej Japończycy jeszcze bardziej skopali dupy Amerykanom pod Pearl Harbor? W sumie konsultantem na takim planie mógł być ktoś z amerykańskiej ochrony MDSa.

I tak dochodzę do końca książki, do podróży w czasie i ostatniego rozdziału: Alternatywa. Grobicki dostaje kolejną szansę. Muszę przyznać autorowi, że opisane przez niego zakończenie jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Kolejne zawirowanie w czasie i major Grobicki podstawiony przed początkowym wyborem, z wiedzą o wszystkich wydarzeniach podejmuje decyzje, z którymi ja nie umiem się zgodzić. Nie chce tu spoilerować czytelnikom jak dokładnie wygląda zakończenie, choć sam Ciszewski taki spoiler popełnia na pierwszych dwóch stronach. W każdym bądź razie nie podjąłbym takiej decyzji jak ta, którą podjął major Grobicki. Co ciekawe, w pewnym momencie książki sami bohaterowie podają argumenty przeciw podobnej akcji, ale ten fakt w pewien sposób pozytywnie przemawia za autorem, w końcu do samego końca potrafi zaskoczyć czytelnika.

Gorąco polecam cały cykl, choć jak to często w życiu bywa, najlepsza była pierwsza książka, która była pewnym powiewem świeżości, ale i www.ru2012.pl nie jest zła. Trzyma w napięciu do samego końca. Zasługuje na takie słabe 5/6. Mimo Hitchcockowego startu i bardzo dobrej finałowej bitwy, to jednak pierwsze dwie strony, gdzie autor zdradza koniec Grobickiego, nieco osłabia finał i ocenę końcową.

Mróz dostał za nudny początek 4/6.

Major

MajorMajor to trzeci i ostatni tom serii WWW Marcina Ciszewskiego (choć przeszukując czeluści internetu, znalazłem informację jakoby autor planował kolejną książkę o przygodach podpułkownika Grobickiego i jego Pierwszego Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego, niestety bez konkretów). Tym razem autor skupia się na losach porucznika Wojtyńskiego, dowódcy plutonu GROMu, podczas jego działań w strukturach powstańców.

Wydarzenia opisane w książce dzieją się między poprzednimi tomami, choć główna część akcji odbywa się w kwietniu 1943 roku, podczas likwidacji warszawskiego getta. Na dzień rozpoczęcia akcji w getcie, Wojtyńskiemu razem z Grotem udaje się doprowadzić do negocjacji z przedstawicielem władz amerykańskich w sprawie przekazania im MDSa, w zamian za pomoc na rzecz odrodzenia się Polski. W tym samym czasie Sowieci wpadają na trop jednego z amerykańskich techników MDSa, którego rany odniesione podczas nalotu w 39 roku nie pozwoliły na ewakuację.

Fabularnie to byłoby wszystko. Mamy pokrótce pokazane jak wygląda rekrutacja do batalionu pod rządami Wojtyńskiego, oraz nieco ich „partyzanckich” działań. Poznajemy lokalizacje Obiektów i dlaczego działają tak a nie inaczej. Dowiadujemy się też, że wszyscy wiedzą o obecności batalionu oraz o tym skąd on jest. Niemcy dzięki Cuprysiowi, Sowieci dzięki szpiegom u Niemców, Amerykanie dzięki amerykańskim Marines z 2007 roku. No i oczywiście, każda strona chce dostać MDSa w swoje ręce.

Już przy poprzedniej książce pisałem, że wreszcie autor podał nieco faktów ze zmienionej historii i w tej książce Ciszewski rozwinął ten temat mocniej, lecz nadal zdecydowanie za mało. Po poprzednich tomach, gdzie autor opisywał tylko po kilka dni z wydarzeń, miałem nadzieję, że tym razem będziemy mieć może nieco mniej szczegółowe opisy zdarzeń, ale będzie ich więcej. Jednak i w tym tomie akcja skupia się tylko na kilku dniach. Są one ponownie opisane dosyć szczegółowo, ale przez to odzywa się głód informacji z ogólnych wydarzeń obecny przy pierwszym tomie. Skoro wszyscy w około wiedzą co się dzieje i jak się mniej więcej będzie się rozwijało, to dlaczego tak niewiele ulega zmianie. Skoro Stany wiedziały o ataku na Pearl Harbor i tym razem wyprowadziły okręty z portu, co zakończyło się tragiczniej niż w oryginalnej historii, to jak potoczyła się dalsza walka na Pacyfiku? Skoro Zachodni Alianci oraz Rząd Polski był uprzedzony o tym jak Sowieci będą traktować jeńców, to dlaczego nikt nic nie zmienił? To tylko dwa z wielu pytań, które powstają po lekturze i na które możemy już nie poznać odpowiedzi.

Ale wróćmy do Polski, tak jak poprzednio pisałem, okupacja miała łagodniejszy przebieg, teraz na kilku przykładach poznajemy ze szczegółami dlaczego. Trzeba przyznać, że wysadzanie słuchawek telefonicznych podczas rozmowy prowadzonych przez niemieckich dowódców w ich tajnych lokalizacjach, może działać negatywnie na morale i łagodzić zapędy tyranów. Podobnież widok ciała po otrzymaniu kulki z karabinu Barrett, czy sieczki w wykonaniu działka GAU-12 (podwieszonego wcześniej pod Mi24D). Jestem w pełni przekonany, że morale przeciwnika po użyciu takich broni spada znacząco, szczególnie kiedy nie da się ująć sprawców, a samemu nie dysponuje się nawet zbliżoną technologią…

No ale to właściwie wszystko co można napisać o tym tomie. Poziomem nie ustępuje poprzednim książkom. Akcja wartko ciągnie nas do ostatniego wystrzału. Ale w odróżnieniu od swoich poprzedniczek nie ma w niej niczego co mogłoby czytelnika zaskoczyć, no może pokazem skuteczności działań batalionu i to nie w partyzanckim stylu, ale raczej w stylu porządnego wywiadu, niemal jak filmowe MI6, czy CIA. Jednak względna przewidywalność oraz słabsze przywiązanie czytelnika do bohaterów i ich losów (zwłaszcza do Wojtyńskiego, ponieważ i tak wiemy, że przeżyje i poprowadzi akcję w 1944), nie pozwala mi ocenić książki wyżej niż 4,5/6.

www.1944.waw.pl

www.1944.waw.plDruga książka trylogii WWW Marcina Ciszewskiego o przygodach dzielnych wojaków z polskiego Pierwszego Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego z 2007 roku, którzy w tajemniczych okolicznościach lądują na tyłach rozwijającej się ofensywy niemieckiej na początku września 1939. Tym razem autor przenosi wydarzenia 5 lat do przodu.

Jest lato roku pańskiego 1944. Grobicki razem z żoną oraz przyjaciółmi (między innymi z Kurcewiczem, Wieteską i Galasiem) żyją sobie całkiem dostatnie w Stanach. Jednak jeden z ocalałych techników znalazł sposób by ponownie uruchomić MDSa i wrócić do właściwych czasów. Jedyne czego braku to MDS, który został ukryty w okupywanej Polsce. Grupa opracowuje śmiały i prosty plan odzyskania urządzenia. Wylot z Włoch, zrzut na spadochronach nad Górami Świętokrzyskimi, wydobycie MDSa z kryjówki, transport na jakąś polanę i powrót najpierw do USA przez Włochy, a potem do współczesności…

Ale jak to bywa w życiu, niemal od początku wszystko idzie nie po myśli twórców planu. Zamiast spokojnego zrzutu, bohaterowie lądują w kotle zastawionym specjalnie na ich przybycie, z życiem uchodzą tylko dzięki pomocy majora Wojtyńskiego. Później okazuje się, iż wrześniowa lokalizacja kryjówki z MDSem została zmieniona, ale szczęśliwym zbiegiem okoliczności major udaje się akurat w tym samym kierunku. Ale to nie koniec problemów, w samolocie przemyciły się kobiety Grobickiego i Wieteski, czyli Nancy Grobicki (wcześniej Sanchez) i Rozalka, które również wpadły zastawione na skoczków sidła, ale nie mając pomocy podziemia, nie wydostały się z niego. Nancy zostaje odstawiona do Warszawy i tylko kolejny zbieg okoliczności pozwala Grobickiemu i przyjaciołom odbić Rozalkę podczas transportu do pobliskiego obozu. W ogóle jest 31 lipca 1944 roku…

Bohaterowie książki mimowolnie stają się uczestnikami Powstania Warszawskiego, które wybuchło mimo starań Wojtyńskiego by temu zapobiec. Skoro więc nie można było zatrzymać biegu wydarzeń, przybysze z innego czasu postanawiają zadbać, by tym razem zakończyło się ono sukcesem. Pomóc w tym ma doświadczenie jednostek specjalnych do walk w mieście, oraz pozostałości sprzętowe batalionu. Punktualnie o 17:00, 1 sierpnia Wojtyński przeprowadza atak na Dzielnicę Policyjną, a były podpułkownik Grobicki usiłuje odbić żonę z rąk sadystycznych gestapowców.

Nim przejdę do omawiania plusów i minusów drugiego tomu, wspomnę o tych brakujących pięciu latach, czyli dokładnie o tym, czego brakowało mi w poprzednim tomie. W 1939 mieliśmy opisane pierwsze dni września, ale to był dopiero początek Drugiej Wojny Światowej… W 1944 autor zdradza wreszcie kilka istotnych faktów zmian dokonanych przez podróżników w czasie. Batalion w 39′ przez kilka dni prowadził walkę zaczepną, przez kilkanaście kolejnych walkę obronną, następnie po wyczerpaniu możliwości bojowych (na skutek zniszczeń lub braku amunicji), ukryto resztki sprzętu a batalion rozwiązano, dając żołnierzom wolną rękę co do ich dalszych losów. Większość została na terenie Polski, by wraz z państwem podziemnym prowadzić walkę z najeźdźcami.

Batalion swoją działalnością zmienił historię, choć pewno nie tak bardzo jakby polski czytelnik chciał. Kampania wrześniowa została przedłużona, Polska broniła się do listopada, ale nie miała szans choć Sowieci opóźnili swoje wejście na tereny polskie aż do października (właśnie dzięki wydłużeniu walk przez batalion i zadaniu mocnych strat natarciu niemieckiemu), to połączone siły dwóch najeźdźców oraz walka na dwa fronty, bez wsparcia sojuszników, stanowiły miażdżącą przewagę dla Polaków. Dalsze losy historii potoczyły się w miarę normalnie, Polska znalazła się wpierw pod okupacją niemiecką i rosyjską, w 1941 Niemcy rozpoczęły atak na ZSRR, 7 grudnia 1941 Japonia zaatakowała USA, itd., itp. W skrócie sytuacja geopolityczna nie uległa zmianie, mimo iż miejscami, w skali taktycznej, takie zmiany są zauważalne.

Okupacja niemiecka miała w książce nieco łagodniejszy przebieg niż znany mam z lekcji historii. Wojtyński razem ze swoimi ludźmi skutecznie zastraszał oprawców, wykorzystując wiedzę i technikę z XXI wieku. Skutecznie spowalniał większość ich działań i na pewno zmniejszył ilość ofiar wśród cywili, ale nie mógł zmienić całego systemu totalitarnego obu wrogów, nie miał po prostu do tego środków. Więc na pewno istniały obozy koncentracyjne, czy wydarzenia takie jak w Katyniu. Ale o tym więcej można przeczytać w kolejnym tomie, więc na tym może na razie zakończę omawianie okresu między wrześniem 1939 a sierpniem 1944 i wrócę do wydarzeń z książki, czyli do Powstania Warszawskiego…

Przypadek sprawił, że skończyłem czytać książkę 1 sierpnia i nawet chciałem wówczas dorzucić tę notkę wówczas, ale chwila sprawdzania wiadomości (politycznych) z tego dnia, skutecznie wyperswadowała mi taki zamysł. Jak wszyscy pamiętamy z lekcji historii, powstanie okazało się klęską, powstańcy nie mieli środków na długą walkę, a ich założenia operacyjne w ogóle się nie powiodły. Nie zdobyto głównych garnizonów i magazynów niemieckich na terenie Warszawy. Sowieci zatrzymali się przed Wisłą i nie wsparli powstańców. Alianci również nie przyszli z pomocą, nie utworzyli mostów powietrznych. A upadek powstania dodatkowo wykorzystali by całkowicie odciąć swoje wpływy w regionie, zostawiając go Stalinowi. Te fakty znane były również Wojtyńskiemu i jego ludziom. Znając błędy popełnione przez powstańców oraz wiedząc na jaką pomoc z zewnątrz mogą liczyć, postanowili zmienić klęskę w zwycięstwo. Wojtyński dostarczył wyszkolonych ludzi oraz pozostały po batalionie sprzęt (ukryty przez 5 lat w górach) w składzie 4 Twardych, 4 Rosomaków, Szyłki i Amosa, jak również broń ręczną produkowaną lub zdobytą w warunkach konspiracyjnych. Dzięki jego pomocy powstańcy zdobyli między innymi Dzielnicę Policyjną i lotnisko na Mokotowie, dozbrajając się zdobyczną bronią, oraz zapewniając wsparcie Aliantów…

Całość napisana jest równie dobrze jak poprzedni tom. Kilka dni wydarzeń tak napakowane jest akcją, że ma się wrażenie iż trwa to znacznie dłużej. Wiele pytań które powstało w poprzednim tomie, znajduje tu odpowiedzi, choć książka rodzi też sporo nowych… Np. Dlaczego USA mając sporo informacji o nadchodzących wydarzeniach, postępuje prawie bez zmian? I najważniejsze pytanie: Co robił Wojtyński przez 5 lat? Ale tu już mogę wam powiedzieć, że to zostanie nam przedstawione w kolejnej książce: Major. Bohaterowie przedstawiają się jak poprzednio. Czyli Wieteska i Galaś, choć jest ich mniej niż w poprzedniej książce, wciąż są najprzyjemniejszymi bohaterami, Nancy dalej irytuje. Natomiast nad majorem Wojtyńskim roztacza się zadziwiająca aura tajemniczości, jak na kogoś kto zaczynał ze stopniem porucznika.

W książce pojawia się postać negatywna – i nie, nie mam na myśli tu Niemców – co plusuje i tak dobrą książkę. Kapral Cupryś, który w 1939 roku razem ze swoim wujkiem, majorem Łapickim, próbował wykorzystać MDSa dla własnych, niezbyt patriotycznych celów. Jednak kiedy plan obu żołnierzy został udaremniony przez Grobickiego, Cupryś w stroju SS-mana uciekł w las. Teraz pracuje po drugiej stronie, dostarczając sporych informacji wrogowi, potęgując i tak duże zamieszanie w akcji.

Podobnie jak poprzedni tom i ten zasługuje na ocenę 5/6. Ciężko dopatrzyć się tu jakiś minusów, może gdyby drobiazgowo analizować każdą akcję to zauważy się, że jakiś żołnierz upadł nie tak jak trzeba od strzału, ale naprawdę nie ma kiedy sprawdzać takich błahostek, bo akcja wartko ciągnie czytelnika do przodu. Niedosyt braku informacji o dalszych losach historii, obecny w pierwszej książce, tu nie ma miejsca. [Spoiler zaznacz, żeby przeczytać]Bohaterowie (Grobicki z najbliższymi przyjaciółmi) szczęśliwie wracają do 2012 i tam na stronie internetowej – www.1944.waw.pl – odczytują, jak potoczyły się dalsze losy powstania oraz na ile zmieniły one bieg historii.[/spoiler]

Może jeszcze na koniec, taka mała dygresja. W internecie spotkałem się z negatywnym nastawieniem do treści książek Ciszewskiego, ponieważ przeniesienie batalionu w przeszłość nie wywołało lawinowej zmiany historii (że Polska nie stała się dominującym krajem w Europie), a wręcz im bliżej okresu z którego wyruszyli bohaterowie, tym te zmiany są mniejsze. Czytelnicy ci oczekiwali tzw. efektu motyla, a jego brak uznają za odejście od powieści SF. Całkowicie nie mogę się z nimi zgodzić. W tej chwili teorii podróży w czasie jest tyle co dzieł o nich, każda nieco inaczej traktuje taką podróż i zachowanie wszechświata względem niej. Wiele głosi niemożność zmiany przeszłości inne tworzenie alternatywnych wszechświatów, jeszcze inne ze zmiany już miały miejsce i że są częścią przeszłości. Ale są też teorie, które mówią, iż nieważne jak zmienimy wydarzenia w przeszłości, historia będzie dożyła do niwelowania powstałych zmian, przywracając „prawidłową” kolej rzeczy. I taką teorię obrał Ciszewski. Jest ona na pewno smutniejsza z naszego (polskiego) punktu widzenia, szczególnie gdy weźmiemy ewentualne pozytywne możliwości, ale w samej książce sprawdza się bardzo dobrze.

www.1939.com.pl

www.1939.com.plKilka dni temu przy recenzji Piasków Armagedonu wspominałem o trylogii WWW Marcina Ciszewskiego i wreszcie miałem przyjemność zapoznać się z pierwszą księgą www.1939.com.pl. Trylogia WWW to książki o alternatywnej historii, w pierwszej autor mierzy się tzw niemieckim blitzkriegiem na ziemiach polskich.

Jest rok 2007, Polacy w ramach misji stabilizacyjnej razem z USA uczestniczą w walkach w Afganistanie. Na terenie Polski utworzona zostaje specjalna samodzielna jednostka, która przy wsparciu kilku marines i ich tajnej zabawki zwanej MDS (Mobile Defence System – po naszemu mobilne pole siłowe) ma pomóc w polowaniu na talibów. Dowódcą jednostki zostaje świeżo mianowany podpułkownik Grobicki. W kilka tygodni ma zebrać i przeszkolić batalion składający się z bardzo zróżnicowanych ludzi i maszyn, od przemądrzałych kaprali po szalonych kapitanów śmigłowców, od transporterów Rosomak po czołgi Twardy. Kiedy batalion jako-tako zaczyna współdziałać, 1 września 2007 ma odbyć się ostre strzelanie na poligonie w pobliżu Olesna. Podczas zbiórki batalionu na poligonie i próbnego odpalenia MDSa, zamiast tarczy następuje dezorientujący błysk i gdy żołnierze dochodzą do siebie wciąż są w tym samym miejscu, wciąż jest późne popołudnie 1 września… tylko, że 1939 roku.

PT-91 TwardyPierwszy Samodzielny Batalion Rozpoznawczy znajduje się obecnie po niemieckiej stronie granicy, niedaleko wsi Mokra, na tyłach 4 i 1 niemieckich dywizji pancernych prowadzących działania wojenne przeciw polskim jednostkom. Niemcy dysponują przytłaczającą przewagą liczebną zarówno w ludziach jak i sprzęcie, ale siła batalionu Grobickiego to nie ilość, ale jakość i nowoczesność uzbrojenia. Grobicki wydaje rozkaz włączenia się do walk obronnych kampanii wrześniowej oraz przebicia się do polskich jednostek.

W międzyczasie informatycy obsługujący MDSa usiłują rozwiązać zagadkę przeniesienia batalionu 68 lat wstecz, oraz stworzyć program powrotny, który przywróci jednostkę do swojego czasu. W trakcie „śledztwa” na światło dzienne wychodzą fakty, że jednostka nie została przypadkiem przeniesiona w ten konkretny czas. Grupka polskich oficerów dostając tą niepowtarzalną szansę poprawienia historii postanowiła wykorzystać ją bez żadnych skrupułów, sabotując DMSa tak aby uniemożliwić ewentualny powrót jednostki do 2007 roku…

Moje początkowe obawy by sięgnąć po książkę Ciszewskiego, zostały rozwiane już w pierwszych rozdziałach. Bardzo dobra narracja, z każdą kolejną stroną, trzyma czytelnika co raz mocniej przy tekście. Lekkie rozmowy między polskimi oficerami (prywatnie przyjaciółmi) są dokładnie takie jak powinny być, przecinek często zastępowany jest przez k****, w pierwszej chwili może to szokować, szczególnie że współczesna literatura (ale również kino i telewizja) unika wulgaryzmów, ale już po chwili uderzył mnie fakt, że przecież takich dialogów między Polakami się spodziewam, dokładnie taki język słyszę na co dzień.

Mi24DJeśli chodzi o bohaterów książki, to mam tu duże zróżnicowanie odczuć. Wśród pozytywnych bohaterów jest kapral Galaś już po pierwszych kilku dialogach nasuwa na myśl kaprala Kurasia z Polskich Dróg. Już do końca książki co pojawia się Galaś to przed oczami widzę twarz Kazimierza Kaczora odtwarzające rolę sprytnego kaprala w owym serialu. Równie pozytywnie stworzony został kapitan Jan (Johnny) Wieteska, pilot i dowódca klucza śmigłowców, pełen lekkiego wręcz amerykańskiego humoru i nie mniejszych umiejętności pilotażu Mi24D. Słabiej skonstruowany został np główny bohater, niby główny dowódca zamieszania, ale nie wzbudza takiej sympatii jak wcześniej wymienieni Galaś, czy Wieteska, a i jego wiedza o kampanii wrześniowej jest skromna. Podobnie obojętnie podchodzi się do kapitan Nancy Sanchez, wybranki serca podpułkownika, książka wiele by bez niej nie straciła.

I tak dochodzę do największego plusa książki, zmiany historii. Druga Wojna Światowa to piękny temat zarówno dla filmów jak i książek. Myślę że wystarczy przypomnieć polskich 4 pancernych i psa, jeden z najlepszych pancernych seriali jakie powstały w kraju nad Wisłą… Tu autor podjął temat zmiany nieudanej kampanii wrześniowej, gdzie – wskutek tzw Blitzkriegu – Polska obrona padła w mniej niż miesiąc. Batalion z nowoczesnym sprzętem łamie niemieckie natarcie na Armię Łódź, zmieniając diametralnie równowagę sił na froncie zachodnim. A dzięki kontaktowi z polskim naczelnych dowódcą informują je o koniecznych zmianach w planie obrony ojczyzny. W jeden dzień eliminują z akcji 2 dywizje pancerne. 4 śmigłowce na spółkę z 6 przeciwlotniczymi szyłkami pozbawiają Luftwaffe przewagi powietrznej. Ale to wciąż tylko jeden nowoczesny batalion, kilkuset ludzi i trochę sprzętu, a wróg atakuje w setkach tysięcy i to z trzech stron…

Moździerz AMOSCiężko mi ocenić na ile współczesne jednostki górują nad tymi z końca lat trzydziestych… współczesne, to już jest pewien dowcip, czołgi Twardy to zmodyfikowana konstrukcja rosyjskich T-72, szyłka to działko przeciwlotnicze z lat 60-tych, a Mi24… także by dotrzymać kroku współczesnemu polu walki musiały być non stop modernizowane. Natomiast autor pominął na ile owy batalion namieszał w niemieckim blitzkriegu. Dosyć dokładnie opisał trzy pierwsze dni września i sytuacje w środkowej Polsce, ale niemal nic nie ma o pozostałych frontach, na ile zmieniła się ich sytuacja po przeniesieniu ciężaru walk z dywizji pancernych na słabsze jednostki piechoty. Autor wspomina również o planowanym ataku ZSRR i możliwości zatrzymania go wskutek słabych postępów Trzeciej Rzeszy, ale nie ma już informacji, czy nasi dzielni wojacy zmienili tę część historii. Właściwie wszystko co wydarzyło się po 3 września, czyli od zranienia narratora podpułkownika Grobickiego zostaje owiane mgiełka tajemnicy.

www.1939.com.pl to bardzo dobra książka, skupiająca się na polskich wojakach. Ocena 5, w sześciostopniowej skali, jest może i za niska, ale wynika ona ze zdecydowanie zbyt skromnego opisu kampanii wrześniowej i olbrzymiego niedosytu co do bałaganu jakiego narobili podróżnicy w czasie. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne tomy utrzymają poziom i rozwieją mgłę wojny tej alternatywnej historii.