Archiwa tagu: hard sci-fi

Crux

CruxPo przeczytaniu „Nexusa” miałem bardzo mieszane uczucia. Musiałem poświęcić kilka dni na poukładanie myśli i ponowne prześledzenie fabuły. I „Nexus”, choć sprzeczny z moim poglądem na przyszłość ludzkości, wydał mi się bardzo wiarygodny, tak bardzo, że dałem mu +4/6. Z „Cruxem” tego problemu już nie mam. Oczywiście poświęciłem kolejnych kilka dni na ponowne prześledzenie fabuły, ale będąc już zaznajomiony z wizją Naama, łatwiej było mi przejść nad tym do porządku dziennego – a oczekiwałem czegoś ekstra. I co najlepsze – jego druga powieść jest po prostu rewelacyjna! To typowy mind-blowing.

Po upublicznieniu Nexusa 5 w sieci, ludzie zaczęli z niego korzystać. Niektórzy dla zabawy, inni dla prywatnych celów, lub też dla dobra ludzkości – do pracy nad postępem nauki. Niestety większość ludzi zastosowała go z pożytkiem dla siebie, z naciskiem na manipulację innymi.

Nowa powieść Naama jest bardziej złożoną historią niż „Nexus”, złożoną z pięciu niezależnych na pozór wątkach, które splatają się dopiero w finale. Powieść to udane połączenie hard science fiction z elementami politycznego thrillera. „Crux” to pewnego rodzaju fenomen światowy, ponieważ autor tworzy na jego potrzeby swój własny gatunek. Trudno jest go określić, tak samo jak niemożliwe jest ustalenie na dzień dzisiejszy czy jego wizja jest faktycznie możliwa (pomimo jego wielkiej wiedzy na tym polu). Niemniej zdecydowanie wplata w powieść niesamowitą dawkę napięcia i kreuje wydarzenia, jakich do tej pory nie czytałem. Jego wizja jest niezwykle realistyczna, postacie wiarygodne, akcja toczy się w sposób możliwy do ogarnięcia i przystępny dla przeciętnego czytelnika (nawet gdy opowiada o wydarzeniach niemalże z bajki wyjętych).

Pomimo, że jego wizja wydaje się być bardzo autorska, to w treści można naleźć wiele odwołań do wydarzeń historycznych – np. obozy koncentracyjne, dziś bardzo często odnajduje się odwołania do nazizmu, jako wielkiego zła, ponadto nawiązanie do świata przedstawionego przez Orwella w „1984” jest aż nazbyt oczywiste – przy tego typu tematyce, trudno się jednak nie zbliżyć do klasyka. Tak samo można odnaleźć nawiązania do twórczości Lema czy Dicka. Ale to również fikcja, jak ta z wizji Naama. Dlatego dzięki wielkie dla autora za umieszczenie na końcu książki posłowia, w którym oddziela fikcję z książki od aktualnego stanu wiedzy, tym samym pokazuje, co jest niemożliwe, a co… być może… w niedalekiej przyszłości nas czeka.

Postacie nakreślone przez Naama w „Nexusie” powracają. Właściwie to nie mam zastrzeżeń do nikogo ze starej obsady. Sam i Kade wypadają wiarygodnie, aczkolwiek jest ich teraz dużo mniej niż przedtem – to z uwagi na podział powieści na liczniejsze wątki i dorzucenie nowych postaci. I tym razem znowu mamy szeroki wachlarz postaci. Naam przykleił większości konkretne łatki i nawet pomimo faktu, że wiele z nich ewoluuje pod wpływem wydarzeń, co jest żywym dowodem na to, że historia posuwa się w czasie, to jednak postacie do końca stoją po swojej stronie barykady. Zachowanie takie postaci można wywnioskować choćby znając poprzedni tom, ponieważ Naam zaserwował tam już podobne rozwiązanie. Pomimo, że napisał swoje postacie bardzo wiarygodne, to jednak przewidywalne do szpiku kości. Jedni są źli i walczą z postępem, inni chcą go za wszelką cenę udostępnić wszystkim. Jak sam pisze „Nieśmiertelność jest na wyciągnięcie ręki, a wraz z nią życie pełne modernizacji”. Naam ujmuje to w bardzo porosty sposób, który akurat do mnie przemawia – możemy tkwić w skostniałym i konserwatywnym świecie na siłę hamując postęp, albo rozwijać się i zmieniać świat tak jak chcemy – pod siebie. Patrząc na to, co się dzieje teraz na globie – trudno nie przyznać mu racji.

Wspomniałem wcześniej, że Naam stworzył swój własny gatunek. Ja z kolei obeznany z gatunkiem scifi oraz nie stroniący od hard science fiction mam ogromny problem z jego powieściami. Z uwagi na fakt, że nikt do tej pory tak dogłębnie nie rozwodził się nad pomysłem rozwoju ludzkości i następnym etapem istnienia człowieka, być może warto pomyśleć nad utworzeniem zupełnie nowego gatunku. Być może transhuman scifi?

Drugi tom z tego cyklu to powieść pod każdym względem nowatorska. Jest w niej prawie wszystko czego oczekiwałem po przeczytaniu poprzednika. Zabrakło jednak akcji w akcji, i bardziej nieobliczalnych postaci. Ale mimo wszystko jestem zadowolony z takiego stanu. Ramez Naam stworzył świat, który ma ogromny potencjał. Zostawienie otwartych wątków sugeruje, że będzie kolejna część.

Nigdy z taką trudnością nie przyszło mi polecać książki. Pomimo faktu, że mnie się bardzo podobała, to jest z nią jeden ból – aby przeczytać „Cruxa” trzeba również znać „Nexusa”. Nie ma innej drogi. Zaskakuje jednak z jakim zadowoleniem sięgam po kolejne książki wydawnictwa Drageus. Rozpoczynając od rewelacyjnej serii „Star Carrier„, a potem genialnego „Red Rising” – „Nexus” i „Crux” okazały się niczym nieodstającymi powieściami.


Toudi: Wraz z autorem powyższego tekstu zapraszam na jego osobisty blog: popkulturka.eu.
Blog popkulturka to dom dla dobrych książek, filmów i seriali. Ukierunkowany na popkulturę, ale na półkach znajdują się również klasyki, powieści historyczne, scifi, fantasy, literatura faktu.