Archiwa tagu: japońskie sf

Gantz (2011)

GantzGantz, japoński, dwuczęściowy film SF na podstawie mangi autorstwa Hiroya Oku. Jest to kolejny przykład z ostatnich lat, iż nie tylko Amerykanie w swoim Hollywood mogą nakręcić przyzwoity film SF z dobrymi efektami specjalnymi. Ziemię atakują kosmici i tylko Gantz z grupką wybrańców może ich powstrzymać.

Dwójka zwykłych nastolatków, Kei Kurono i Masaru Kato, wracając metrem do domu, pomaga pijanemu bezdomnemu uniknąć śmierci pod kołami pociągu, jednak im samym nie udaje się umknąć nadjeżdżającego wagonu metra. Kiedy wydaje się, że główni bohaterowie umierają tragiczną śmiercią, ci budzą się w pustym mieszkaniu, gdzieś w Tokio. Poza nimi obecnych jest w nim jeszcze kilka osób i osobliwa czarna kula. Każdy z obecnych opowiada historię jak to chwilę wcześniej umierał, a potem znalazł się w tym pokoju. Gdy nikt nie zna poprawnej odpowiedzi, dlaczego się znalazł w takim dziwnym położeniu, Gantz (bo tak zowie owa kula) daje im zadanie do wykonania oraz broń, którą mogą się posłużyć. A zadanie bohaterów jest całkiem proste: zabić kosmitów, zanim ci zabiją ich. Za każde wykonane zadanie, bohaterowie dostają punkty, gdy uzbiera się 100 punktów można wybrać albo wskrzeszenie innych uczestników gry, albo powrót do normalnego życia. Z czasem okazuje się, że zadania postawione przez Gantza wcale nie są takie proste, bohaterowie mają trudność w ich wykonaniu i sam Gantz wcale nie ułatwia życia bohaterom, zmieniając zasady w trakcie gry…

Druga część Gantza, Idealne rozwiązanie, komplikuje tą względnie prostą fabułę. Świat przestaje być czarno-biały. Obcy, z którymi Gantz każe walczyć bohaterom, posiadają wiedzę i o Gantzu i o zadaniach, które powierza swoim wybrańcom. Próbują go znaleźć i zniszczyć. Do tego wszystkiego sam Gantz zaczyna szwankować…

Gantz: Efekt transportuDo fabuły jeszcze wrócę, bo wymaga ona jeszcze kilku zdań opisu, zacznę od najprzyjemniejszych aspektów filmów. Efekty specjalne, podobnie jak to miało miejsce przy Space Battleship Yamato, jest to jedna z najlepiej zrealizowanych rzeczy w filmie, szczególnie w pierwszej części. Zarówno animacja przenoszenia postaci przez Gantza (zob. dołączony zrzut), jak i sceny walk zrealizowane są na wysokim poziomie. Widać, że realizatorzy dopieścili ten aspekt. Podobnież broń i efekty wystrzałów z niej. W pierwszej części filmu nie ma się do czego przeczepić, natomiast w drugiej jest nieco gorzej, wzrosła ilość efektów, co negatywnie odbiło się to na ich jakości. Widoczne to jest szczególnie podczas pościgu przez Tokio, gdzie słaba jakość komputerowo naniesionych postaci momentami rzuca się w oczy. Ale trzeba przyznać, że sceny walk w drugiej części również prezentują przyzwoity poziom realizacji efektów.

Po efektach, kolejną prostą sprawą jest gra aktorska, a ta podobnie jak w SBY, jest typowa dla japońskich produkcji. Główny bohater, Kei Kurono, nie ma większej szansy na zdobycie sympatii europejskiego widza, szczególnie gdy na początku poznajemy go jako stereotypowego japońskiego nastolatka, choć z czasem się zmienia, to jednak wciąż za bardzo odstaje od europejskiej wizji młodego człowieka. O wiele większe szanse na wzbudzenie sympatii ma drugi bohater, Kato, jednak jego postać bardzo szybko zostaje poprowadzona jako drugoplanowa i wręcz zmarginalizowana, mimo całego drzemiącego w niej potencjału.

GantzZostała jeszcze kwestia muzyki. Szczerze wam napiszę, ta nijak nie została w mojej pamięci, zresztą rzadko zostaje, co tak naprawdę świadczy, że nie została źle dobrana do akcji, nie stała się ważniejsza od filmu do którego została podłożona. Jedynie motyw odgrywany przez Gantza na rozpoczęcie każdej misji wart jest wspomnienia, odgrywany jakby puszczany ze zdartej płyty gramofonowej, zostaje w pamięci.

Wartym osobnego akapitu jest jeszcze broń, którą pokazano w filmie (również w anime i pewno w mandze też). W pierwszej chwili wygląda jak plastikowe zabawki, zdecydowanie przerośnięte, nieporęczne, niemal typowy projekt dla kiepskiego SF. Jednak gdy dochodzi do ich użycia, stają się znacznie bardziej interesujące, szczególnie lag powstały między strzałem a trafieniem w cel. Bohaterowie naciskają spust i nic, i nic, i nic i bum, niemal jak po trafieniu granatnikiem. Wydaje się, że nie ma pocisku, jednak efekt po znacznym opóźnieniu jest przerażający, szczególnie przy pierwszych strzałach. Tego jeszcze w SF nie grali. Oczywiście były różne rodzaje broni działającej z opóźnieniem, ale chyba jeszcze nie było takiej broni, która po prostu posiada przerwę między strzałem a efektem jak pokazana w Gantz. I nie jest to pocisk, bo na trafionym celu nie ma śladu aż do końcowej reakcji, nie jest to też „lot” bo cel może się przemieścić po „trafieniu” i dopiero potem następuje reakcja. Jest to o tyle interesujące, że mimo wystrzelenia i trafienia, przeciwnik przez pewien czas pozostaje w pełni sprawy i wciąż może walczyć.

Gantz: Karta postaci Kei KuronoI tak powracam do fabuły, początkowo to miał być nawet dłuższy akapit, ale po głębszym przemyśleniu muszę stwierdzić, że fabuła jest typowa dla przygodówek, mamy dobrego bohatera i hordy złych, stopniowo wzrastający poziom trudności i głównego bossa na końcu. Nic szczególnego, choć pozwala bardzo przyjemnie spędzić kilka godzin. Muszę jednak zaznaczyć, że finał filmu, będący happy endem, jest słabszy od finału anime, która kończy się wielką niepewnością, co do losów Kei Kurono. Trzeba jednak uwzględnić, że anime w całości ma o wiele smutniejszy przekaz – nie ma wskrzeszania bohaterów, jeszcze bardziej przewrotny Gantz – większa nieprzewidywalność anime, pozytywnie wpływa na odbiór dzieła.

Gantz: Perfect AnswerPowinien ostrzec ewentualnych przyszłych widzów anime, skierowane jest ono do starszej widowni, jest pewna ilość scen nagości jak i gore, które wymusiły cenzurę niektórych scen podczas emisji w telewizji (wersja DVD, jest nieocenzurowana). W filmie choć też pojawiają się sceny nagości to jednak są to tylko podteksty, krwi również jest sporo, jednak znowu bez dosłowności – film jest przeznaczony głównie na rynek kinowy, a tam przeważają młodsi widzowie.

Podsumowując, Gantz5/6, za bardzo dobre efekty i przyjemną fabułę przygodówki. Gantz: Perfect Answer4/6, słabsza ocena za widoczne niedociągnięcia w efektach oraz wymuszony happy end. Gantz Anime4/6.

Space Battleship Yamato (2010)

Space Battleship YamatoKońcówka ostatniego milenium, jeśli chodzi o filmy i seriale SF, należała do Ameryki Północnej. Najlepsze filmy wychodziły z Hollywood, najlepsze seriale również kręcono na zachodnim wybrzeżu ameryki północnej, albo właśnie w Hollywood, albo w Vancouver. Jednak nowe tysiąclecie jest o wiele mniej szczęśliwe dla produkcji zachodniej półkuli, za to wschodnia powoli i po cichu zdobywa rynek. Zaczęło się od australijskiego Farscape, nieco później Rosjanie pokazali światu swoje możliwości w Przenicowanym Świecie i Czarnej Błyskawicy, a rok temu Japończycy zekranizowali anime o kosmicznym pancerniku Yamato (niektórzy mogą znać jego zachodnią adaptację: Star Blazers). Niestety podobnie jak rosyjskie filmy, Yamato nie trafił do polskich kin, z wielką szkodą dla polskiego widza fantastyki, bo są to pozycje warte obejrzenia.

Space Battleship YamatoCały pomysł opiera się na serialu z lat 70-tych pod tym samym tytułem. Na przeciw ludzkości staje potężny przeciwnik, Gamilas i sama Ziemia staje w obliczu zagłady. Jedyną nadzieję jest Yamato, odremontowana pełnomorska jednostka (pomalowana nawet czerwoną ochronną farbą, poniżej „linii zanurzenia”), przystosowana do walki w kosmosie. Choć sam koncept wydaje się być dziwny (co znając upodobania Japończyków, nie powinno nikogo dziwić), to wizualnie sprawdza się naprawdę dobrze. Szczególnie wysoko kalibrowe działa główne, które zarówno wyglądają dostojnie jak i sieją ładne spustoszenie.

W roku 2194 w okolicy Marsa pojawił nieznany wróg i niemal od razu zaczął zrzucać pociski kinetyczne na Ziemię. Pięć lat później resztki ludzkości schowały się pod ziemią. Niegdyś piękna błękitna planeta, skażona jest radioaktywnością. Ludzie utracili już wszelką nadzieję i biernie czekają na koniec. W 2199 na orbicie Marsa, to co zostało z floty ludzkości stacza ostatni i przegrany bój z Gamilas. Tymczasem na Ziemi rozbija się kapsuła zawierająca wiadomość dla ludzi, że mają jeszcze szansę. Ale zawsze jest jakieś ale, nadzieja znajduje się około 150 tysięcy lat świetlnych od Ziemi, planeta Iskandar w Wielkim Obłoku Magellana. W misję ostatniej szansy wyrusza pancernik Yamato, przygotowywany do tej pory jako Arka…

Yamato na IskandarzeKiedy ponad rok temu, internet obiegły pierwsze zapowiedzi filmu, wszyscy od razu porównywali urywki filmu do Battlestar Galactiki. I jak się okazało częściowo mieli rację, ale o tym trochę dalej… Efekty zarówno animacji jednostek jak walk w kosmosie stoją na wysokim poziomie. Widok startującego Yamato zapiera dech w piersiach, podobnież przelot w atmosferze planety Iskandar. Podobnie jeśli idzie o scenografię, bardzo przyjemne wnętrza okrętu, idealnie pasują do jednostek operujących w kosmosie – twórcy najnowszego Star Treka powinni się uczyć od od swoich zaoceanicznych sąsiadów – mostek, jadalnia, hangar i co najważniejsze, okręt posiada areszt, więc nie trzeba niepokornych wyrzucać za burtę w kapsułach ratunkowych.

Cosmo ZeroJak już wspomniałem, Space Battleship Yamato porównywano do BSG, i rzeczywiście SBY czerpie pełnymi garściami z dobrego przykładu BSG. Wśród najbardziej rzucających się w oczy zapożyczeń jest między innymi start myśliwców Gamilas. Podobnie jak Raidery Cylonów, nie potrzebują one pilotów (są oni już częścią jednostek) i podobnież jak ich odpowiedniki z BSG, są transportowane na kadłubie statku matki, nie w hangarach, czy wyrzutniach, przez co ich wystrzelenia wygląda, jakby chmara owadów nagle poderwała się do lotu. Kolejnym podobieństwem jest atak na stanowiska obrony Gamilas na Iskandarze. Podobieństwo do chyba najlepszej sceny batalistyczne w historii seriali SF jest zbyt duże, by mogło być przypadkowe. Spadający z orbity Yamato, podobnież jak Galactica w 3×04 Exodus (2) działa pobudzająco na wyobraźnię widza. Nim przejdę do minusów, wspomnę jeszcze tylko o myśliwcu głównego bohatera, Cosmo Zero, którego wygląd jak i możliwości pozwolą mu walczyć o miano najlepszego w swojej klasie, wśród takich jednostek jak Viper z BSG, Hammerhead z SAAB czy X302 z SG.

Niestety miło całej sympatii do japońskiej produkcji, nie ustrzegła się ona błędów. Poza wręcz standardowym problem dla produkcji SF, czyli dźwięku w kosmosie, najbardziej irytującym było przekazywanie steru Yamato, między sternikiem a operatorem broni, za każdym razem kończyło się ono dziwnym trzęsieniem całej jednostki. Mimo iż kilka sekund wcześniej sternik z innego powodu puszczał ster i nic takiego się nie działo. Zupełnie innym problemem jest kształt Yamato. O ile wzorowanie się na największym pancerniku w historii pozwoliło zachować okrętowi majestatyczny wygląd, o tyle dziwne dodatki zapowiadały problemy. Dodatkowy mostek pod pokładem, bez jakiejkolwiek osłony, z góry zapowiadał tragicznie swój koniec i tak też zabrał ze sobą część załogi.
Największym problemem filmu jest upływ czasu. Już na samym początku widz dowiaduje się ile czasu zostało Ziemi do wymarcia, jak daleką podróż musi odbyć załoga Yamato, tymczasem nie dostaje żadnej informacji ile owa podróż potrwa, czy też ile tego czasu upłynęło między kolejnymi „skokami”. Co więcej, dwa pierwsze skoki, które wykonał Yamato, nie zabrały go nawet z układu Słonecznego. A należy pamiętać, że podróż ma się odbyć do sąsiedniej galaktyki.

Jak już wspomniałem, nieamerykańskie filmy podbijają kino SF i jest to jeden z tych filmów, które należy obejrzeć. Myślę że 5/6 nie będzie w żaden sposób krzywdzące dla filmu. Na wysoką ocenę wpływa również finał, ale by nie psuć oglądania zainteresowanym, oznaczam jako spoiler.

[Spoiler zaznacz, żeby przeczytać]Końcówka filmu sugeruje, że nie będzie kontynuacji, a przynajmniej nie z Yamato w roli głównej. Trzeba przyznać, że finał twórcy wykonali z dużym hukiem. I choć rozmowa bohaterów lekko przynudza i przeciąga finał, to warto zaczekać. Ostateczne rozwiązanie Gamilas i poświęcenie Kodai, zakańcza sukcesem misję Yamato.[/spoiler]

I jeszcze na zachętę, trailer: