Archiwa tagu: odległe rubieże

Kryptonim Burza

Kryptonim BurzaNajnowsza książka Vladimira Wolffa, który do tej pory pisał thrillery militarne, osadzone w miarę współczesnych czasach (patrz Piaski Armagedonu i inne książki o przygodach wojaka Andrzeja Wirskiego, które powinny trafić niedługo na bloga). Tym razem zabrał się zmienianie pol… a nie, wróć europejskiej przeszłości. 1 września 1939 roku, kilka dni wcześniej wskutek udanego zamachu zginął Adolf Hitler, życie toczy się spokojnie jak zawsze, Druga Wojna Światowa nie wybucha…

Dwa lata później, sytuacja w Europie wciąż się zaostrza. ZSRR uzbraja miliony żołnierzy, tysiące czołgów i samolotów, przerzuca to wszystko na swoją zachodnią granicę, w tym samym czasie Polacy bunkrują swoją wschodnią granicę. W lipcu 1941 roku Związek Radziecki rozpoczyna swój rewolucyjny marsz na zachód aż po Atlantyk. Front działań obejmuje zarówno północ (Finlandię) jak i południe (Rumunię). Jednak najważniejszym celem jest Polska, położona centralnie na trasie marszu Czerwonej Armii. Czy skromne (w porównaniu z co prawdą nie udaną mobilizacją, ale wciąż liczącą ponad 4,5 mln żołnierzy rosyjską armią) polskie siły są wstanie powstrzymać sowiecką masę?

Wolff w swojej książce wydaje się zawrzeć wszystko to, czego z reguły brakuje innym pisarzom alternatywnych historii. Opisywany front wydarzeń nie skupia się na jednym głównym bohaterze i sytuacjach na które ma on w miarę bezpośredni wpływ. Za to mamy przekrój wydarzeń odbywający się niemal na całej linii walk, od Armii Wilno na północy, przez grupę Polesie aż po Armię Podole na południu. W każdym z tych miejsc spotykamy bohaterów, którzy na miano głównych nie zasługują, ale nie są też zupełnie przypadkowymi osobami, które znalazły się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Nie są to również bohaterowie w stylu Kinga, który uwielbia wprowadzać nowych bohaterów do swoich książek, a następnie uśmiercać ich, gdy tylko czytelnik zacznie odczuwać do nich jakąś sympatię. U Wolffa natomiast występuje coś zupełnie odwrotnego, pojawia się wielu bohaterów drugoplanowych, w około których skupia się spora część fabuły i mają oni na nią istotny wpływ. Za to główny bohater… trzeba przyznać iż występuje, jednak czegoś mu brakuje to miana głównego bohatera. W Odległych Rubieżach, mamy niejakiego Marka Bagińskiego (rangę pominę, bo jest więcej niż pewne, iż będzie się z biegiem wydarzeń zmieniać) dobrego pilota i znakomitego pięściarza. Widać wyraźnie iż pretenduje on do miana głównego bohatera, jednak (przynajmniej w pierwszym tomie) mimo iż wydarzenia w których bierze udział mają swoje szersze reperkusje dla fabuły, nie są one najważniejszą częścią książki. Wręcz odnosi się wrażenie, że to przyjaciele Bagińskiego (wspomniani wcześniej bohaterowie drugoplanowi) mają okazję znaleźć się w o bardziej interesujących miejscach… Podobnie było w poprzednich książkach Wolffa, gdzie głównym bohaterem jest niejaki Wirski, jednak poza rolą łącznika między tomami, nie zawsze bierze on udział w najważniejszych wydarzeniach książek. Można odnieść wrażenie iż kilku polityków zza biurka ma większy wpływ na wydarzenia w książce.

No ale nie ma co specjalnie przedłużać opisu książki, bo choć ma nieco ponad 300 stron, to opowiada zaledwie kilka pierwszych dni walk, za to niemal na całych froncie między Polską a ZSRR, bez jakiegoś szczególnego wyróżnienia dla jakiegoś wycinka walk, pojedynczego bohatera czy okresu czasowego. Każdy fragment frontu dostaje swoje 5 minut na przedstawienie sytuacji i wydarzeń. Takiego przedstawienia sytuacji militarno-politycznej można się od Wolffa uczyć. Jednak brak głównego przewodniego bohatera też ma swoje minusy, czytelnik nie ma z kim związać swoich uczuć, nie ma z kim przeżywać wydarzeń. Tak naprawdę idealne byłoby połączenie Wolffa z np. Ciszewskim, gdzie szczegółowość opisu sprawcy głównego zamieszania (jak np. 1 Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego Grobickiego) zostaje uzupełniona Wolffowskim opisem wydarzeń z całego frontu.

Sporym plusem jest również zaprezentowanie historycznym postaci w książce. Mimo iż jest 41 rok, to np. ani Zumbach, ani Urbanowicz choć latają na Hurricane\ach, to nie robią tego w 303 tylko swoich rodowitych eskadrach nad Polską ziemią. Major Sucharski nie musiał czwórkami posyłać swoich ludzi do Nieba. Itd. Teraz ci i inni ludzie muszą przeciwstawić się zupełnie innej, jeszcze potężniejszej sile ze wschodu. Choć sam autor przyznaje, że musiał tu zastosować pewne uproszczenia, gdyż brak wojny przez dwa lata wymusiłby wiele naturalnych zmian na stanowiskach, to jednak by specjalnie nie mieszać czytelnikom oraz nie wymagać poszukiwań, skąd i dlaczego nagle zamiast Mościckiego prezydentem jest Kwiatkowski i jak bardzo wpłynęłoby to na przemeblowanie dowództwa wojskowego, dlatego też wiele postaci pozostało tam gdzie było dwa lata wcześniej

De Havilland MosquitoNa zakończenie jeszcze kilka słów o sprzęcie jaki zostaje przedstawiony i wykorzystany w wydarzeniach książki. Przesunięcie wybuchu wojny o dwa lata zmieniło znacznie sytuację polityczną na świecie (a przynajmniej w Europie). Dla Polski wojna była nieunikniona, jej wybuch był tylko kwestią czasu, więc przez cały następowały przygotowania i dozbrajanie. Jednak mimo to sytuacja polskiego sprzętu prezentowała się mizernie. Choć mieliśmy kilka interesujących projektów w użyciu. Jak choćby karabin przeciwpancerny wzór 35 Ur. To główna doktryna opiera się na kawalerii konnej, ilość sprzętu pancernego była niewystarczająca, a to co mieliśmy to głównie lekkie czołgi uzbrojone głównie w karabiny maszynowe. Miało to oczywiście sens, gdyż za głównego wroga uznawano ZSRR, a Czerwona Armia musiała przyjść przez niezurbanizowane, pokryte głównie lasami wschodnie tereny Rzeczypospolitej, jednak ciężko toczyć bitwy pancerne bez czołgów… Zapraszam do lektury, by przekonać się jak to wyglądało oczami Wolffa. Wspomnę tylko o De Havilland Mosquito, który przez pilotów nazwany został „drewnianym cudem”. Jedna z najbardziej udanych konstrukcji z okresu wojny, będącej jednocześnie jedną z najmniej znanych. W książce pomocą przy projektowaniu tej konstrukcji służy właśnie Bagiński. Została prowadzona przez Wolffa niemal jak legendarna wunderwaffe… no ale nie będę spoilerował. DH.98 to interesująca maszyna, drewniana (a w czasie wojny stal i inne metale są produktem mocno deficytowym), z niezłymi osiągami i do tego posiada bardzo wszechstronne zastosowanie, od rozpoznania przez bombowiec aż po myśliwiec. Można wręcz rzecz, że maszyna marzenie. (Po więcej informacji odsyłam do Wikipedii.)

Kończąc recenzję, Kryptonim Burza otrzymuje ode mnie 4/6, głównie za opis wydarzeń z całego frontu, gdyby Wolff potrafił wprowadzić lepszą postać pierwszoplanową, kto wie czy ocena nie podskoczyłaby do pięciu. Nie wiem ile tomów będzie liczyć cykl Odległych Rubieży, ale tom pierwszy bardzo dobrze zapowiada całą serię…