Archiwa tagu: space opera

The Human Division – The B-Team

The B-TeamDrużyna B, to pierwsza część z nowej trzynastoodcinkowej serii Scalziego fabularnie osadzonej w Uniwersum Wojny Starego Człowieka. Każdy kolejny odcinek ma ukazywać się co tydzień.

Jak twierdzi sam autor, nie ma potrzeby znać poprzednich tomów, by sięgnąć po Human Division, po części stwierdza prawdę, jednak przed lekturą należy poznać choć podstawowe założenia świata wyłożone w Wojnie Starego Człowieka. Oraz należy przyjąć z góry do wiadomości, że początek The B-Team spoileruje nam finał przygód Johna Perry oraz Jane Sagan. Tak więc pierw krótkie przypomnienia, o co biega w uniwersum.

Jakiś czas temu, ludzkość rozpoczęła podbój kosmosu, tworzyła kilka pierwszych kolonii, Unię Kolonialną oraz natknęła się na mniej lub bardziej przyjaznych obcych – z reguły mniej. Bardzo szybko poznała też zasady jakim rządzi się mocno zapchana już galaktyka. Ponieważ niemal każda rasa potrzebuje dosyć podobnych warunków dla swoich kolonii, a ilość takowych planet jest zdecydowanie za mała dla wszystkich ras, to o każdą trzeba trzeba walczyć i to zarówno by ją zdobyć jak i utrzymać już zdobytą. Ludzkość swoje siły czerpie ze swojej ojczystej planety – ciągle przeludnionej i ciągle podzielonej Ziemi. Jednak by doznać zaszczytu możliwości podboju kosmosu, należy spełnić pewne warunki:
– albo pochodzić z biednego i przeludnionego Trzeciego Świata
– albo ukończyć 75 lat, zaciągnąć się do Kolonialnych Sił Obronnych na nie mniej niż 2 lata i przeżyć…
Przeżywalność zarówno jednych jak i drugich na należy do najwyższych, ale jak już się uda.

I tak docieramy do treści pierwszego odcinka i spoilera. John Perry był jednym z tych 75 latków którzy się zaciągnęli i przeżyli dostatecznie długo by mieć wpływ na Unię Kolonialną. Prawdę powiedziawszy w finale 3 tomu, Ostatniej Kolonii, odciął Unię Kolonialną od jej niemal niewyczerpanych zasobów ludzkich – od Ziemi. Sytuacja przedstawia się nieciekawie, cała polityka rozszerzania terytorium musi ulec zmianie. Zamiast podbijać kolejne planety należy zacząć negocjować z sąsiadami… Tymi negocjacjami zajmują się specjalnie drużyny dyplomatyczne, podzielone w zależności od swoich możliwości na typ A, A+ i B. Jak można się domyślić, Drużyny B przydzielane mają przydzielane jakieś podrzędne negocjacje, często niezbyt przyjemne dla dyplomatów. Jednak gdy w niewyjaśnionych okolicznościach Drużyna A odpowiedzialna za ważne spotkanie zostaje wyeliminowana z gry, na jej miejsce zostaje wysłana Drużyna B, jako jedyna zdolna dotrzeć na czas w wyznaczone miejsce spotkania.

To tyle, by nie spoilerować więcej o samym odcinku. Co do treści. Jest ona krótka, co nie dziwi, w końcu to ledwo 1/13 całości. Dzięki czemu czyta się szybko, nie żadnych zbędnych odskoczni. Ale też całość, a szczególnie główni bohaterowie odcinka tracą na tym, bo nie mamy za bardzo czasu na zbliżenie się do akcji. Jako czytelnik nie mamy szansy by poznać bohaterów, by się z nimi utożsamić, wczuć ich przygody. Ot przeleciał odcinek, patrzymy co będzie w następnym. Gdyby przyszło mi oceniać tylko ten odcinek, to za wykonanie i akcję mógłbym mu dać co najwyżej 3/6. Daleko mu do pierwszej książki cyklu, gdzie przewinęło się naprawdę sporo nowych pomysłów. Jednak z ewentualną negatywną oceną wstrzymam się do końca serii, w końcu Scazli może ma jakiś zamysł na wspólny wątek dla całości. Jeśli ma, mam nadzieję, że będzie on związany z sytuacją Ziemi, Bo Unia Kolonialna bez Ziemi nie prezentuje dobrej przyszłości dla żadnej z nich.

Podsumowując, na razie jest słabo, najsłabiej z cyklu, bo cóż to za pojedyncze oplucie dyplomatyczne, cóż to za pojedyncza seria rakietowa, gdy czytelnik oczekuje jednak więcej, mocniej (zabawniej też by nie zaszkodziło). Sytuację poprawia tylko końcowy cliffhanger, gdzie pojawia się wniosek, że największym wrogiem ludzi mogą być… inni ludzie.

The Harry Iron – To The Stars

To The StarsTym razem na blogu znalazło się miejsce dla książki Thomasa C. Stone, autora raczej nie znanego jeszcze na polskim rynku. Pierwszą książką trylogii o Harrym Ironie jest tom Ku Gwiazdom, gdzie ludzkość w niedalekiej przyszłości rozpoczyna eksplorację kosmosu.

Początek XXII wieku, za pasem planetoid odkryto tunel prowadzący do innych systemów gwiezdnych. Różne korporacje organizują ekipy badawcze, które mają udać się w tunel, sprawdzić co jest po drugiej stronie i wrócić z informacjami czy nowo odkryty teren nadaje się do kolonizacji lub eksploatacji przez korporacje. Do jednej z takich ekip udaje się dostać młodemu Harrisonowi i wraz z nią udaje się na Magellanie w podróż w nieznane. Po pewnych problemach z przejściem przez tunel, Magellan wychodzi z drugiej strony tunelu nad planetą wyglądającą na niemal idealną dla potrzeb ludzkich kolonistów. Na niej ziemscy podróżnicy odkrywają dwie inteligentne rasy. Prymitywnych aborygenów i dziwną, zaawansowaną rasę, która zwie się Prawdziwymi. Załoga Magellana oba spotkania przypłaca stratami w swoim składzie, jednak gdy w końcu udaje im się zwrócić uwagę Prawdziwych na siebie, ci po krótkotrwałym zainteresowaniu Ziemianami, ignorują ich dalszą obecność. Wszyscy są zszokowani zaistniałym biegiem wydarzeń, wszyscy z wyjątkiem dowódcy wyprawy, Fagana, który wydaje się wiedzieć więcej niż ujawnia przed załogą. Harry staje przed trudnym zadaniem odkrycia motywacji Fagana i równoczesnym uratowaniem pozostałych członków wyprawy.

Fabuła choć wydaje się sztampowa, prezentuje w sobie kilka interesujących zagadnień. Sam pomysł względnie „prymitywnej” eksploracji kosmosu przez ludzkość w swoich małych stateczkach z ograniczonym czasem misji, jest bardzo interesującym tematem na książkę (i nie tylko). Co widać po sukcesie Odysei Kosmicznych i niedocenionym acz bardzo ciekawym serialu Defying Gravity. Ludzie wyruszający w niegościnny kosmos w swoich delikatnych skorupkach, gdzie od śmiertelnej próżni oddziela ich tylko cienka ściana poszycia. Jest to temat, który przy obecnym poziomie rozwoju programów kosmicznych na Ziemi, przyciąga uwagę czytelnika/widza swą realnością. Równie interesującym tematem jest spotkanie rasy na tyle rozwiniętej, że traktujących ludzi jako nie wartych kontaktu i uwagi zwierzęta. Nie tylko ignorując obecność ludzi, nie tylko nie interesując się ich pochodzeniem, ale wręcz traktowaniem ich jak insekty, które można wyeliminować bez najmniejszych skrupułów w przypadku wejścia obcym w drogę. Motyw młodego Harry’ego, który musi walczyć o swoje miejsce w załodze, przechodzić testy a następnie udowodnić swoją przydatność też jest pozytywnym aspektem książki. Przez moment przypominało to „Grę Endera”, gdzie również pojawia się podobny motyw szkolenia. Niestety tutaj potraktowany nieco po macoszemu, niby coś jest, ale zdecydowanie zbyt skromnie opisane.

Jednak te kilka pozytywnych aspektów fabuły nie równoważy błędów i niedociągnięć popełnionych przez autora w książce. Po pierwsze, tymi najbardziej irytującymi błędami są podania czasów lotów, a więc i odległości. Przez długi czas w SF twórcy (zwłaszcza filmowi i telewizyjni) przywiązywali mniejszą uwagę do takich szczegółów, jak właśnie czas pokonywania odległości w kosmosie, widać to nawet w Star Treku, gdzie czasem ta sama prędkość pozwala na pokonanie tej samej odległości w różnym czasie. Jednak w książkach autorzy bardziej przywiązywali uwagę do takich szczegółów, najlepszym przykładem w tej dziedzinie jest autor obecnie chyba najlepszej space opery, David Weber, u którego minuta świetlna to ~18 mln km i okręt potrzebuje odpowiednio długiego czasu na jej pokonane. Tymczasem u Stone’a podróż z Ziemi do tunelu trwa aż 15 miesięcy, podczas gdy lot po drugiej stronie od tunelu do orbity w około planety to ledwo doba, ale już w odwrotną stronę podróż ma zająć mniej niż godzinę. Podobnie czas lotu na planetę i z powrotem wydaje się być zbyt krótkim jak na odległość i zastosowany napęd. Jest to błąd, który w dzisiejszych czasach nie powinien się zdarzać, autor powinien sobie ustalić odległości obiektów przed pisaniem.

Po drugie, niedociągnięcia dotyczące zachowań bohaterów i ich losów. Sam sposób badania planety, nieprzygotowanie bazy na miejscu lądowania. Całkowity brak przewidywania wydarzeń przez dowódcę, którego autor próbuje kreować na osobę przewidującą i z planem. Niby wie co może spotkać go na planecie, ale nie przygotowuje żadnego planu na wypadek pozostawienia kogoś na planecie. Nawet gdy już jedna osoba zostaje tam zostawiona, nie zostawiają jej zapasów, radia, nic co można by wykorzystać do przetrwania w niegościnnym środowisku, co mogło by poinformować statek matkę o lokalizacji i stanie pozostawionych na planecie.

Po kolejne to relacje między bohaterami, między głównym bohaterem Harrym a Kathleen, Z jednej strony mamy wręcz uczucie jak między zakochanymi nastolatkami, z drugiej strony relacja ta spłycona zostaje do kilku uścisków i jednej sceny seksu, niezbyt interesująco pokazanej, a przecież autor miał wyjątkową możliwość pokazania zachowania ludzi w stanie nieważkości.Zresztą sam motyw nieważkości wydaje się czasem autorowi uciekać, bohaterowie latają po statku, ale gdy przychodzi do interakcji z otoczeniem, to zupełnie jakby powracała grawitacja, bohaterowie wpadają wgłąb krzeseł, przedmioty szurają po nawierzchni itp. Podobnie spłycenie ma miejsce wśród bohaterów drugoplanowych, szczególnie widoczne jest to u Blane’a, młodego komputerowca, który może podłączyć się do dowolnej maszyny. Autor twierdzi, że to geniusz, ale w samej książce jakoś tego nie widać.

Podobnie kiepsko wykorzystano motyw rozwiniętej cywilizacji obcych, najpierw autor sugeruje, że Prawdziwi są bardzo rozwinięci i nikt w galaktyce ich nie interesuje, jako partnerów do rozmów. Rozwiniętych na tyle, że tworzą sobie rezerwat na planecie i przeszczepiają tam gatunki z innych planet, mają inteligentny statek, nawet napęd nadświetlny. Rozwiniętych na tyle, że aż popadli w dekadentyzm i jedyną rzeczą utrzymującą ich przy życiu są ich inteligentne systemy, jak właśnie okręt. Tylko po to, by po chwili zdementować całą sprawę, a ową rasę przedstawić jako kosmicznych piratów, żerujących na innych rasach z którymi weszły w kontakt.

Krótko podsumowując, kilka ciekawych, lecz słabo rozwiniętych pomysłów autora, nie są wstanie poprawić słabego odbioru książki. To The Star da się przeczytać bez większych trudności, czytelnik może poczuć nawet sympatię do bohaterów, ale kilka razy ma się wrażenie, że autor nie przemyślał dokładnie fabularnych konsekwencji czynów bohaterów. W książkach przygodowych jest to częste i nie przeszkadza w przyjemnym odbiorze materiału, tu jednak autor mierzy w space operę, w której takich błędów powinno się wystrzegać, np. cudowna materializacja zniszczonego wyposażenia, jest nie do przyjęcia. Na obronę oddaję autorowi fakt, iż jest to jego pierwsza książka, daje to pewną nadzieję co do następnych książek, jednak obecnie nie mogę ocenić książki na więcej niż 3/6.

Gdyby ktoś był zainteresowany książką, wersja elektroniczna dostępna jest obecnie za darmo na amerykańskim Amazonie. Przeznaczona jest na sztandarowy produkt Amazona, czytnik Kindle, ale można ją kupić i czytać również nie posiadając owego urządzenia, przy użyciu programu Kindle for PC.

Trylogia Wojna Starka

Stark's WarTym razem miałem przyjemność przeczytać trylogię autorstwa Johna G. Hemry, bardziej znany polskim czytelnikom jako autor Zaginionej Floty (która ciągle czeka w kolejce by zagościć na tym blogu) pod pseudonimem Jack Campbell. Tym razem fabuła przenosi nas niedaleko zarówno w czasie – gdzieś pod koniec XXI wieku, może początek XXII, jak i w przestrzeni – miejscem akcji jest kolonizowany księżyc.

Stark’s War (Wojna Starka)

Kryzys powstały pod koniec wieku dwudziestego doprowadził do upadku niemal wszystkich mocarstw ekonomicznych/politycznych/militarnych. Jedynie Ameryka wyszła z tego obronną ręką, nie tylko zachowując swoje dotychczasowe posiadanie, ale stając się jedyną siłą zdolną decydować o losie planety. Pozostałe państwa nie będąc wstanie przeciwstawić się Amerykanom, a raczej ich amerykańskim korporacjom, postanawiają szukać szansy poza planetą, kolonizując Księżyc. Oczywiście działanie to nie jest akceptowane przez Amerykę, która wysyła na Księżyc wojsko, które ma odbić amerykańską ziemię z rąk najeźdźców. Wśród żołnierzy znajduje się sierżant Stark. Atak przez zaskoczenie początkowo przynosi pozytywne rezultaty i Księżyc szybko przechodzi pod Amerykańskie panowanie. Jednak po kilku miesiącach kontratak pozostałych sił zmuszą siły amerykańskie do wycofania się w obręb własnej, niewielkiej koloni. Ambicja i idąca w parze z nią niekompetencja oficerów amerykańskich bardzo szybko przeobraża sytuację na Księżycu w wojnę pozycyjną, gdzie żadne ze stron nie jest wstanie przebić się przez obronę drugiej…

Stark’s Command (Dowództwo Starka)

Stark's CommandPo nieudanym planie generała Meechama śmiałego ataku na wrogie linie, który miał doprowadzić do przełamania impasu, a zakończył się masakrą jednej trzeciej amerykańskich sił i zmusił sierżantów pod przywództwem Starka do ratowania resztek sił ofensywnych, Stark obejmuje dowództwo nad całością amerykańskich sił na Księżycu, a z zawodowej kadry podoficerskiej tworzy zalążek nowego korpusu oficerskiego. Ale zlikwidowanie problemu niekompetentnych oficerów to nie jedyne wyzwanie z którym musi zmierzyć świeżo wybrany głównodowodzący bazą księżycową, koalicja pozostałych państw nadal próbuje odzyskać księżyc tylko dla siebie, a zwierzchnicy Starka na Ziemi zrobią wszystko by odzyskać kontrolę i to w taki sposób, by reszta świata nie dowiedziała się dlaczego tę kontrolę utracili. No i są jeszcze cywilni koloniści, a do tej pory wojskowi i cywile nie dogadywali się zbyt dobrze. Czy Stark i przyjaciele poradzą sobie z nowymi wyzwaniami?

Stark’s Crusade (Krucjata Starka)

Stark's CrusadePo uporaniu się podstawowymi zagrożeniami dla kolonii, Stark dowiaduje się, że nie tylko system zarządzania wojskiem jest wypaczony, ale również skorumpowani politycy grają tak jak im zagrają korporacje i nie cofną się przed niczym, byle tylko nie musieć odpowiadać za swoje czyny. Początkowy mały bunt wysuniętej placówki wojskowej zamienia się stopniowo w duży ruch chcący zmienić ład panujący w kraju. W międzyczasie dowództwo i politycy planują stłumić rodzący się ruch oraz odbić księżyc z rąk buntowników, tym razem korzystając nawet z pomocy wcześniejszych wrogów. Jednak po raz kolejny daje o sobie znać niekompetencja klasy oficerskiej i to buntownicy, których próbowano zniszczyć stają się ostatnią szansą na przetrwanie dla potężnej Ameryki.

Tak pokrótce prezentuje się fabuła trylogii. Sporym pozytywem książki jest pokazanie możliwej drogi rozwoju taktyki na polu bitwy i to nie tylko w oczach futurysty ale oficera, który część nadchodzących zmian pewno mógł zaobserwować osobiście i zorientować się w jakim kierunku owe zmiany podążą. Rozwój taktycznej kontroli nad jednostkami pozwolił nie tylko na orientację gdzie znajduje się każdy indywidualny żołnierz, ale także wręcz na kierowanie każdym z osobna. Co prawda mamy tu opis sytuacji przegięcia w drugą stronę, gdzie próbuje się wręcz stłamsić indywidualizm i samodzielność jednostek na rzecz centralnie sterowanych działań. Co jak wiemy z historii nie ma prawa funkcjonować na szerszą skalę. Historia i jedno z praw Murphy’ego, iż nie ważny jak dobry plan został stworzony, nie przetrwa on kontaktu z wrogiem, prowadzi nieubłaganie do spektakularnej klęski, której ani propaganda, ani doświadczeni ludzie na końcu łańcucha rozkazów nie będą wstanie naprawić. Poza kiepskim wykorzystaniem centralnie sterowanych posunięć taktycznych, system ten daje też inne, ciekawsze możliwości. Każdy żołnierz może zapoznać się z sytuacją na polu bitwy i odpowiednio zareagować, można lepiej skoordynować posunięcia całych grup. Jednak taka możliwość jest dziwnie słabo wykorzystywana, aż do zmiany dowództwa.

Ale rozwój taktyki ma też negatywne skutki dla bohaterów. „Starzy” oficerowie bardzo często fałszowali obraz w podglądzie taktycznym, szczególnie gdy ten szedł nie ich myśli, co wywoływało tylko większy chaos na polu bitwy. Z kolei bardzo dobre i długie wyszkolenie kadry podoficerskiej, oraz nowoczesne wyposażenie tejże grupy ograniczyło znacząco ich liczebność. Piechota USA została ograniczona do trzech (sic!) dywizji w łącznej sile kilkunastu tysięcy ludzi. I siła tych trzech dywizji wystarcza by USA mogła dyktować warunku reszcie świata. Oczywiście piechota posiada wsparcie cięższego sprzętu, który jednak nie jest specjalnie ochoczo wykorzystywany w bezpośredniej walce, gdyż straty w drogich jednostkach negatywnie odbijają się na karierach oficerów (ale o tym nieco później). Wszystkie te czynniki prowadzą do sytuacji, gdzie szeregowy żołnierz się liczy, jego życie jest nic nie znaczące dla wyniku kampanii mimo iż bez niego całą kampania obyć się nie może.

Jak wspominam wyżej taktyka prowadzenia walk jest interesującą wizją wizją przyszłości, ale przecież nikt nie będzie czytał militarnej SF tylko dla przewidywań jak będzie wyglądać pole bitwy za sto lat, ważni są też na nich gracze, znaczy się bohaterowie. A ci prezentują się dosyć standardowo. Grupa sierżantów, która zna się na swojej robocie jak należy, czyli wręcz stereotypowa grupa. Jest to częściowo wyniki systemu awansów w wojsku, gdzie ograniczona ilość podoficerów i uproszczenie systemu rang, wymusza bardzo wolne przesuwanie się po szczeblach kariery. Przykładowo awans z szeregowego na kaprala w czasie krótszym niż 5 lat uważany jest za duży sukces żołnierza. Cóż, pewno gdyby do końca trylogii zostali w swoich rolach, nic by ciekawego nie zrobili, a czytelnik nie mógłby czuć do nic innego niż typowa sympatia z góry przypisana do funkcji. Jednak autor stawia bohaterów przed wyzwaniami znacznie przewyższającymi ich dotychczasowe wymagania. Sierżanci muszą wypełnić pełny łańcuch dowodzenia odizolowanej placówki. Ludzie którzy dowodzili dotąd drużyną muszą dowodzić plutonem, brygadą, czy wreszcie całą placówką. Wyzwań jest sporo, szczególnie iż poprzedni zarządcy stworzyli olbrzymią ilość luk, których nie widać póki nie wystąpią problemy (jak praktycznie niechroniona elektrownia, niezbędna do funkcjonowania kolonii). Bohaterowie radzą sobie różnie. Nie wychodzą jednak poza ramki przewidywalności, nie wystawiają na próbę zaufania pokładanego w nich przez czytelnika. Głównemu bohaterowi też nie da się nic zarzucić, jakąś historię posiada i to taką, która jakoś tam wpływa na jego losy, jednak brakuje nieco głębi w pozostałych postaciach. W większości przypadków nie wiemy nic o ich przeszłości, ani motywacji. Choć częściowo można to tłumaczyć pewną formą społeczeństwa kastowego, to jednak wciąż to są ludzie, którzy mają kilkanaście lat służby i szereg kampanii za sobą.

Gdy już wspominam o bohaterach, którzy muszą się sprawdzić w nowych rolach, to choć przez całą trylogię dopisuje im spore szczęście (może z wyjątkiem jednego szeregowego Murphy, który jak tylko został przez lekarzy poskładany do kupy, to po najbliższej akcji ponownie wymagał interwencji chirurgów), to jednak nie są to postacie wszechwiedzące. Gdy pierwszoliniowy piechociarz Stark zostaje dowódcą, to nie przyswaja z miejsca wiedzy o tym jak kierować flotą, artylerią czy pancerniakami, tylko pozostawia kierowanie tymi grupami ludziom, którzy w danej dziedzinie siedzą lata. Tyle, że teraz oni muszą nie tylko stwierdzić czy dany rozkaz jest sensowny, ale też go wydać.

Czy są jakieś ujemne strony trylogii? No tak, główne założenie o konkursowej niekompetencji oficerów jest zdecydowanie przesadzone, ale z drugiej strony autor jest tego świadom. Na ową skazę charakteru bohaterów miały wpływ losy samego autora, który zaczął pisać Wojnę gdy kończył służbę w marynarce i przeniósł na papier częściowo własne odczucia z wojska. Zapewne ma w tym coś racji, bo w 2000 roku US Navy nie miał się kto przeciwstawić, a przewaga technologiczna na pewno wpływa na rozluźnienie dyscypliny i umieszczanie na odpowiedzialnych stanowiskach ludzi, którzy w czasie wojny nigdy nie dostali by takich funkcji. Brak wyzwań, duża rotacja i przekonanie o posiadaniu znaczącej przewagi może doprowadzić do obniżenia umiejętności części kadry oficerskiej, ale nie całej, nie od szeregowego porucznika po każdego admirała. I jak pisałem autor jest świadom swojego przegięcia i gdyby przyszło mu dziś pisać trylogię to znalazło by się w niej paru kompetentnych jednostek (co można zaobserwować we wspomnianej na początku Zaginionej Flocie).

Niestety w całej trylogii widzę też jeszcze jeden problem, problem stosunków sił i kryzysu. Z dzisiejszego punktu widzenia (przecież wcale nie tak odległego od czasu pisania książki, bo ledwo 10 lat), nie umiem sobie wyobrazić by mała armia w sile kilkunastu tysięcy ludzi, choćby nie wiem jak dobrze uzbrojona i wyszkolona, zdołała stłamsić siły np. Chin czy Indii. Nawet gdyby uznać, że starzy sojusznicy USA (Europa, Australia) nie przeszkadzaliby w tej dominacji to i tak jest to dosyć nieprawdopodobne. Jednak gdyby nawet założyć, że USA uzyskała miażdżącą przewagę w powietrzu i na wodzie nad resztą świata, to jak wytłumaczyć podbój kosmosu przez pozostałe kraje? Co prawda autor za bardzo nie rozwija tematu, ale można wyciągnąć wnioski iż na orbicie Ziemi znajduje się kilka stacji kosmicznych i to całkiem sporych. Do tego albo należących do wielu krajów, albo będących względnie niezależnych jak ongiś Szwajcaria, bo w treści pojawiają się niezależni piloci, promy przemytnicze itp. motywy. Co sugeruje iż Stany nie panują jednak tak bardzo nad światem jakby ich propaganda twierdziła… Ponieważ jednak, jak już wspomniałem, autor milczy na ten temat, nic poza własnymi domysłami o słabości USA mi nie pozostaje.

Poza problemem oficerów i trochę zbyt płytkimi postaciami drugoplanowymi, książki nie posiadają większych problemów. Jest to krótka trylogia, którą czyta się bardzo dobrze. No i co ważniejsze prezentują ciekawe podejście do problemu prowadzenia walki przy użyciu nowoczesnych technik.
Stark’s War
4/6
Stark’s Command
4/6
Stark’s Crusade
4/6

Ps. Z informacji, które można znaleźć w internecie wynika iż Fabryka Słów na przyszły rok planuje wydać w Polsce pierwszy tom Trylogii.

Aktualizacja 26.12.2012: Ponieważ dużo osób trafia do mnie szukając informacji o drugim tomie mającym zostać wydanym w Polsce przez Fabrykę Słów. Dowództwo Starka ma trafić do księgarń 22 lutego 2013 roku. Na razie brak informacji o trzecim tomie.

Aktualizacja 17.12.2014: Od pewnego czasu, cała trylogia jest dostępna w naszym kraju.

Cykl Schronienie

Rafa ArmagedonuSchronienie to najmłodsze dziecko Davida Webera, które powoli ale systematycznie rośnie w szczegóły. Jest to rozwinięcie pomysłu, który pojawił się już w ostatniej części trylogii Dahak. Ludzkość uciekając przed śmiertelnym wrogiem, znajduje swoje Schronienie i celowo cofa się w rozwoju do okresu średniowiecza. By zapobiec ruchom odrodzenia, przywódcy misji tworzą religię ograniczającą wszelkie nowotechnologiczne dążenia. Ale jest i mechanizm bezpieczeństwa, który ma pomóc odzyskać utraconą wiedzę…

Fabuła, zwłaszcza z początku, prezentuje się bardzo sztampowo. Ludzkość dobiła do gwiazd, rozpoczęła swoją kolonizację coraz dalej i dalej, aż wreszcie trafiła na obcą rasę, którą nazwała Gbaba. Gbaba nie okazali się zbyt przyjemni i postanowili wybić ludzkość do zera. Aż wreszcie, po bardzo długiej i krwawej wojnie udaje im się zapędzić ludzkość do jednej planety i otoczyć. Ale ludzie w swojej naturze nie mają ulegania obcemu przeciwnikowi i do samego końca próbują się wybić z okrążenia. W końcu jednej grupie się dopisuje szczęście i udaje się wyrwać z oblężenia. Grupa statków oddala się w nieznanym kierunku, byle jak najdalej o terenów kontrolowanych przez Gbaba, by założyć nową kolonię, ostatnią nadzieję ludzkości. Po dziesięciu latach ucieczki, odnajdują świat na którym postanawiają się ukryć. Nazywają go Schronienie.

Schizmą RozdarciPlan Schronienia jest banalny, utrzymanie rozwoju kolonii na dość prymitywnym poziomie, by ludzkość ponownie odzyskała odpowiednią liczebność, a następnie, po kilku pokoleniach, szybko rozwój do poziomu sprzed kolonizacji. Jednak w grupie, która miała przygotować kolonię nie wszystko układa się jak powinno. Część pod przywództwem Longhorna, jedyną przyszłość dla ludzkości widzi w całkowitym cofnięciu się od techniki. A nierozłączną dla ludzkości chęć rozwoju, postanawia poskromić religią, z bardzo surowymi karami za wszelkie przejawy postępu. Grupa ta wybija również swoich opozycjonistów, ugruntowując tak swoją władzę oraz niszcząc większość wiedzy przygotowanej dla następnych pokoleń.

800 lat później, ukryty w jaskini, awatar Nimue Alban, która oddała już raz swe życie za kolonię, odzyskuje świadomość. Przed Nimue stoi nie łatwe zadanie, przywrócenia kosmosu ludzkości. Tej resztce ludzkości, która tłamszona przez religię stoi z rozwojem na epoce renesansu. Po przeanalizowaniu obecnej sytuacji w Schronieniu, Nimue za początek swoich przemian wybiera Królestwo Charisu, które oddalone od centralnych władz kościelnych, już teraz jest w niełasce. Jednak jeszcze jeden mały szczegół utrudnia jej zadanie, społeczeństwo jest silnie patriarchalne, więc miałoby problem z przyjęciem wiedzy od kobiety. Zmienia więc swoją płeć i zostaje Merlinem. I pod jego postacią rozpoczyna swoją działalność.

Mapa SchronieniaPrzy okazji Honorverse wspominałem, że olbrzymim atutem książek Webera jest kreowany świat, szczególnie dbałość autora o szczegóły. Weber tworzy świat w którym mapy nie zmieniają się co książkę, odległości i czas ich przebywania mają znaczenie dla fabuły i bohaterów. W uniwersum Honor dotyczy to sporej części galaktyki Drogi Mlecznej, w przypadku Schronienia dokładność ta odnosi się jednej planety (przynajmniej na razie). W Schronieniu odległości i pogada ma znaczenie i to nie mniejsze niż ukształtowanie terenu, gdy zatoka nie mieści całej floty a zbliża się sztorm, to kampania musi zaczekać aż warunki pozwolą na ruchy flot czy wojsk.

Kolejnym i to ponownie plusem książek Webera jest polityka. Tu odgrywa ona jeszcze większe znaczenie niż w Honorverse. W Honorverse jest ona tłem dla wojen, tu wojny a raczej wojna, bo tylko jedna toczy się w tej serii, jest tłem dla skomplikowanego systemu politycznego. I choć ponownie można znaleźć sporo podobieństw do Ziemskich państw na przestrzeni historii, to nie licząc Imperialnej Wielkiej Brytanii, która powraca ze względu na swoją marynarkę, tym razem mamy aspekt religijny. W Schronieniu mamy dwie główne strony konfliktu – nie licząc oczywiście Gbaba, którzy przyczynili się do powstania kolonii – pasterza ludzkości, Kościół Boga Oczekiwanego oraz schizmatyków czyli Królestwo Charisu. O ile o samym Charisie nic nowego nie mogę napisać, podobnie jak Manticore czy Wielka Brytania jest rządzone przez monarchę, swoją siłę zawdzięcza silnej flocie (zarówno handlowej jak i wojennej). Jedyną nowością jest schizma, podobnie jak Anglia, Charis wystąpił z panującego Kościoła. Choć trzeba przyznać, że powód mieli poważniejszy niż szesnastowieczna Anglia, bo nie chodziło o rozwód tylko o przetrwanie królestwa, gdy wrogie floty, pod błogosławieństwem Kościoła, już płynęły na podbój.

Herezją NaznaczeniZa to Kościół Boga Oczekiwanego to naprawdę ciekawy twór, posiada wiele cech Kościoła Rzymskokatolickiego za czasów Państwa Watykańskiego. Samo w sobie posiada niewiele ziem czy armii, za to ma ogromny wpływ na cały świat. Grupa oficerów która stworzyła ów kościół czerpała pełnymi garściami z historii Chrześcijaństwa, siebie przestawiła jako archaniołów, wykorzystując technikę do ugruntowania swojej pozycji. Stworzyła nawet Świętą Inkwizycję, która dba o czystość myśli i ducha poddanych – czyni to w barwach i sposobach znanym z tym Chrześcijańskiej Świętej Inkwizycji. Niewielka Grupa Czworga, która siedzi sobie bezpiecznie w murach Świątyni decyduje o losach całego schronienia, jednym ruchem ręki potrafi wykreślić dowolną krainę z map i rozkazać pozostałym by się do tego stosowały. Aż do czasu, gdy jedno królestwo sprzeciwia się tym praktykom wywołując lawinę, która zmienia świat.

Potyczki, to jest to co czytelnicy lubią najbardziej i w tej sprawie Weber nigdy nie zawodzi. Dzięki rozwojowi przemysłu i uzbrojenia seria na bitwy narzekać nie może. Od morza po ląd, pojedynki artyleryjskie, abordaże, szarże piechoty, w serii jest wszystko czego można zapragnąć. Zmiana taktyki następuje nie tylko na morzu ale i na lądzie, gdzie zastosowanie snajperów i oczyszczanie pola bitwy z oficerów wywołuje nie mniejszy szok w szeregach walczących niż pełna salwa burtowa z nowych galeonów. Oczywiście owy pomysł na cofnięcie rozwoju ludzi i następnie próba jego odzyskania nie jest niczym nowym, sam Weber podchodził do takiego tematu w trzeciej części Dahak, czy razem z Ringo w Marszu. Nawet nowa Battlestar Galactica kończy się podobnym pomysłem. Ale Weber osiąga tu nowe wyżyny, właśnie dzięki dokładności z jaką podchodzi do tematu.

Ale sama seria nie ustrzegła się minusów. Najbardziej rzucającym się w oczy a przez to irytującym są imiona i nazwiska postaci. Ich pisownia jest celowo udziwniona, trudna w wymowie jak i czytaniu, a często też podobna (między skrajnie różnymi postaciami), co często wymusza korzystanie z pomocy znajdującej się na końcu książki. Jest jeszcze mały minus, jest nim Nimue-Merlin, zmiana płci awatara. Cały ten motyw jest lekko denerwujący, na szczęście poza wstępami właściwie pomijany marginalny. Kiedyś napisałem, że również polityczna część serii jest jej minusem, ale teraz będąc już po trzech książkach zmieniłem zdanie. Co prawda aspekty polityczne potrafią przynudzać, ale w trzecim tomie są już odpowiednio wyważone z bardziej żwawymi wątkami fabularnymi.

To właściwie wszystko, co powinno przyciągnąć nowych czytelników do serii, jeszcze tylko jak pokrótce prezentują się poszczególne tomy:
Rafa Armagedonu – historia powstania Schronienia oraz obrony Królestwa Charisu przed skreśleniem z map i historycznych przemian na planecie. Za ten wstęp do schizmy należy się 5/6.
Schizmą Rozdarci – to z kolei najbardziej przegadana część serii, powstanie Imperium Charisu z przyłączenia Chisholmu do Charisa oraz reakcja Świątyni na otwarte wystąpienie przeciw Kościołowi, tylko z niewielką akcją odwetową Charisu za rzeź przy przejmowaniu jego floty handlowej. Trochę słabiej niż w pierwszej książce, ale wciąż zasługuje na 5/6.
Herezją naznaczeni – zmiany w Charisie są już na tyle głębokie, że może on zacząć kampanie przeciw Grupie Czworga, wpierw musi jednak podbić Corisand, wrogie księstwo, które próbowało, na życzenie władz Świątyni, zniszczyć Charis. Jest to jednak duże państwo i atak z morza nie wystarczy, potrzebna jest piechota i to ona odgrywa w książce pierwsze skrzypce. W tym samym czasie Lojaliści Świątyni spiskują przeciw schizmatykom i cesarzowej. No a Grupa Czworga planuje krwawe powstrzymanie schizmy. Na razie najlepsza książka 5,5/6.

Honorverse – Cykl Honor Harrington

Honor HarringtonKilka dni temu pisząc o książkach Johna Ringo, wspomniałem również o innym współczesnym autorze militarnej SF, o Davidzie Weberze. Książki Ringo oznaczają się lekkością i humorem, świetnymi walkami piechoty i barwnymi postaciami, dokładnie odwrotnie jest u Webera, który tworzy olbrzymie i szczegółowe światy, z pełnym przekrojem społecznym i politycznym, a bitwy skupiają się na potyczkach flot. I takim właśnie światem jest uniwersum Honor Harrington, zwanej półoficjalnie przez fanów gatunku Honorverse. Innym światem Webera, które powoli ale stale rośnie do podobnych rozmiarów, jest Schronienie, o którym na pewno wkrótce coś na napiszę (w Polsce ukazały się już trzy tomy).

Honorverse jest tak rozległe, że nie bardzo wiem od czego zacząć. Obecnie w skład świata wchodzi 12 tomów głównego cyklu, 5 zbiorów opowiadań, 5 tomów uzupełniających – które skupiają się np. na przyjaciołach głównej bohaterki, gra planszowa i seria albumów z opisami jednostek (miała być jeszcze gra internetowa, zapowiedziana została w 2008 roku, ale obecna sytuacja na stronie gry, nie wskazuje by dane dam było się jej doczekać). A należy również napomnieć, iż kolejne tomy są już na różnych etapach wydania (od zapowiedzi, po wstępne przygotowanie w redakcji). Ale czytelniku, nie przerażaj się ilością materiały, bo uniwersum rozwijane jest od blisko dwudziestu lat – pierwszy tom, Placówka Basilisk, ukazał się drukiem w 1993 roku, w tłumaczeniu na nasz język dostaliśmy go od REBISu w 2000 roku. Obecnie polskie półki są lekko do tyłu, ale stale wydawanie dają szansę na dogonienie wydań w oryginalnym języku. Pełny spis książek (na bieżąco aktualizowany) z uniwersum znajduje się na forum Orion Tokra, jest tam również niewielka rozpiska dotycząca kolejności czytania, ponieważ niektóre opowiadania wprowadzają postacie, które później pojawiają się w głównych tomach, oraz czasem akcja niektórych ksiąg dzieje się mniej więcej równocześnie, więc warto na to zwrócić uwagę, by nie spoilerować sobie wydarzeniami z gromady Talbot o akcji w królestwie Manticore.

Krążowniki HonorverseMamy rok 1900 PD (Po Diasporze – lat PD liczą się od roku wysłania pierwszego statku kolonizacyjnego przez ludzi, co nastąpiło w 2103 roku kalendarza gregoriańskiego), młoda komandor obejmuje dowództwo na lekkim krążowniku Fearless, który został oskubany prawie z całego regularnego uzbrojenia, by zamontować w nim prototypy nowych zabawek. Tak zmieniona jednostka bierze udział w manewrach i po początkowym sukcesie zostaje celem numer jeden, zawsze eliminowanym w pierwszej kolejności. W ramach nagrody jednostka zostaje wysłana na odległą placówkę Basilisk, gdzie lekki krążownik wykonuje zadanie przeznaczone dla trzech ciężkich. Sytuacji nie ułatwiają napięte stosunki z Ludową Republiką Haven, która chciałaby zająć Basilisk dla własnych celów. Młoda komandor musi udowodnić, że Królewska Marynarka nie jest łatwym orzechem do zgryzienia, dla nawet tak potężnego tworu jak Haven. Właśnie w tych niesprzyjających okolicznościach poznajemy główną bohaterkę cyklu, razem z jej przyjaciółmi i niektórymi wrogami, z których większość będzie wracać w różnych tomach i będą odgrywać rolę większą niż tylko zaznaczenie swojego istnienia. Młoda, piękna i co najważniejsze – zabójczo utalentowana Honor Harrington oddaje pierwszy strzał w wojnie, która na zawsze zmieni oblicze świata. A czytelnikowi przyjdzie w tej wojnie uczestniczyć przez przynajmniej dwie dekady, nie zawsze kibicując tej samej stronie.

Mapa HonorverseWeber może i nie ma talentu do pisania lekkich i dowcipnych książek (mimo iż czyta się je naprawdę przyjemnie i szybko), ale za to jego bohaterowie i tło posiadają swoją historię, głębię i motywację. Wystarczy tylko spojrzeć na tło polityczne serii, to nie są proste twory z góry ustalonymi przywarami typu dobre i sprawiedliwe Królestwo Manticore, zła i podstępna Ludowa Republika Haven, tylko skomplikowane systemy, zupełnie jak realne twory. Nie jest to takie zadziwiające, gdy zauważy się iż sporo z książkowej polityki możemy znaleźć w historii naszej planety – przynajmniej na pozycjach wyjściowych, bo im dłużej Weber tworzy Honorverse, tym bardziej kraje te ewoluują i się zmieniają. I tak:
– Królestwo Manticore to Wielka Brytania okresu kolonializmu, mały kraj z niebywale silną flotą;
– Ludowa Republika Haven to mieszanka krajów komunistycznych głównie Francji z czasów Wiosny Ludów i ZSRR;
– Imperium Andermarskie jest skrzyżowaniem Cesarstwa Pruskiego i Chińskiego;
– Liga Solarna będąca największym tworem państwowym w książce, jest luźną formacją planet, przypominająca częściowo Ligę Narodów, ale będąca jeszcze bardziej zdegradowaną, przeżartą korupcją instytucją.
Oczywiście nie są to wszystkie państwa czy instytucje jakie występują w cyklu, ale polityka się na tyle dobrze rozpisana i nieliniowa, że nie ma sensu przytaczać tu ich wszystkich. Demokratyczne zmiany władzy i kierunków polityki są tak samo obecne w książkach jak zamachy i pucze wojskowe.

W książkach pojawiają się też kosmici. Przez całą serię czytelnik i bohaterowie mają przyjemność obcowania z Treecatami, inteligentnymi futrzakami, przez niektórych traktowanych jak ziemskie kociaki, ale nie ma nic bardziej mylnego w takim określaniu tych stworzeń. Są one piekielnie niebezpiecznymi myśliwy, a do tego posiadają pewnego rodzaju zdolności telepatyczne, dzięki czemu łączą się z ludźmi w pewnego rodzaju pary i pozostają razem, aż do śmierci. Ale Treecaty nie są jedynymi kosmitami z jakimi można się spotkać w książkach, są jeszcze przynajmniej dwie inne inteligentne rasy, niestety jedna już wymarła nim ludzkość zaczęła podbijać kosmos, a o drugiej wiele na razie się nie mówi, poza tym że jest… Temat kosmitów, jest w książkach bardzo zmarginalizowany, ale Weber pozostawił otwartą furtkę, gdyby ktoś, kiedyś chciał go rozwinąć, ma taką możliwość i to bez szkody dla głównego nurtu serii.

I tak przechodzę do ostatniej najważniejszej części Honorverse, małych, średnich i wielkich starć okrętów. Doskonale rozpisane potyczki i bitwy z udziałem okrętów, które ewoluują przez całą serię. Od pojedynków składających się z salw po kilka rakiet, po starcia flot z salwami tak licznymi, że przysłaniają gwiazdy. Można co prawda znaleźć w nich odniesienia do morskich pojedynków artyleryjskich które zostały przeniesione na warunki kosmiczne (sam autor przyznaje, że czerpie inspiracje z historycznych bitw morskich), ale charakteryzują się one świetnie rozpisaną taktyką starć i spójną fizyką, która zachowuje sporo realności ze tą znaną nam obecnie (z drobnymi wyjątkami, np. takim jak czas wykrycia anomalii grawitacyjnych, który w książce jest 16x szybszy od prędkości światła). Co więcej cały cykl wypełniony jest dokładnymi danymi jednostek, ich możliwościami i ograniczeniami. Wszystkie te szczegóły, obecne podczas czytania, pozwalają czytelnikowi analizować i prowadzić kampanie razem z bohaterami.

Podsumowując, Honorverse to zbiór świetnych książek space opery, charakteryzujących się bardzo dobrze wykreowanym światem. Książki ze świata Honor Harrington mogę polecić każdemu czytelnikowi rozpoczynającemu swoją przygodę z SF (dla osób obeznanych z tematyką, Honorverse jest oczywiście pozycją obowiązkową), z taką małą uwagę, po przeczytaniu już pierwszej poprzeczka względem podobnej literatury (jak i innej formy SF) znacząco wzrośnie. ;)

Tym tematem, ledwo zahaczyłem o serię, jeszcze na pewno do niej na blogu wrócę, w końcu przez te dwie dekady powstało tyle wątków o których można by pisać, że trzeba tylko znaleźć na to czas. Na pewno wielu czytających notatkę a znających serię zdziwił brak choćby zdania o Manpower, czy raczej Mesie, czy raczej Równaniu, ale jak wynika z ostatnich tomów, sprawa jest na tyle zagmatwana, że wymaga osobnego wpisu. Wśród tematów oczywiście będzie wojna Manticore vs Haven, czy Manticore vs Liga, czy rozwój uzbrojenia, ale każdy z tematów zasługuje na więcej uwagi, niż tylko akapit w ogólnych wpisach.

I na koniec garść ciekawostek.
The Great ResizingSpora ilość książek Honovrerse jest dostępna online, niestety tylko po angielsku.
Weber po napisaniu kilku pierwszych tomów zajął się przygotowaniem gry planszowej, gdzie podczas prac okazało się, że jego opisy wielkości jednostek zostały przeszacowane (chodzi o fakt, że przy takiej masie jak miały, nie mogły mieć tak dużych wymiarów), więc wymiary zostały poprawione, a nowe wielkości na stałe przypisane do danych klas jednostek. Różnice między masą a tonażem można zobaczyć na grafice obok.
W internecie od dawna krążą plotki o możliwości ekranizacji serii (głównie stworzenia anime), na razie ponad plotki nic nie wyszło, choć sam Weber zapytany o ekranizację, powiedział że zastanawiał się nad taką możliwością, choć bardzo ciężko byłoby znaleźć aktorkę pasującą do roli Honor, najbardziej w tej roli widziałby (wówczas) Claudię Christian (Susan Ivanowa, Babylon 5), która co prawda wyglądem nie pasuje, za to bezbłędnie oddałaby charakter Honor..
Imię i nazwisko głównej bohaterki nie jest do końca przypadkowe, jej inicjały to celowe nawiązanie do Horatio Hornblower z książek C.S. Forester.
Dla osób, które już znają serię i szukają podobnych klimatów, to najbardziej zbliżona jest seria Zaginiona Flota (The Lost Fleet) Jacka Campbella. Pod względem politycznego tła w ogóle nie rywalizuje z książkami Webera, ale opisami bitw może już śmiało wstawać z nim do pojedynków.