Archiwa tagu: trylogia oś czasu

Oś czasu – Ostateczny cel

Ostateczny celOstatni tom trylogii Johna Birminghama, w którym wielonarodowa grupa marynarzy z XXI wieku znacząco zmienia bieg Drugiej Wojny Światowej. Jest rok 1944, Alianci rozpoczynają wielką ofensywę na frontach Europy i Pacyfiku. Sowieci również wracają do gry i to w całkiem zaskakującej sposób.

Jest maj 1944 roku, Alianci rozpoczęli wielką ofensywę w Europie, wykorzystując do tego pełną paletę nowych zabawek, od F-86 Sabre, po Kałasznikowy. Kawaleria zamieniła swoje konie na helikoptery. Całość operacji wspiera oczywiście HMS Trident, zapewniając olbrzymią przewagę rozpoznania, której nadal nie są wstanie dorównać współczesne urządzenia. Resztki Luftwaffe zostają zmiecione z nieba Europy. Ośrodki badań nad nowoczesną technologią zlokalizowane we Francji zostają przejęte przez komandosów lub zniszczone w dokładnych bombardowaniach. W tym samym czasie, z San Diego wyrusza najpotężniejsza i najnowocześniejsza flota jaką widział ten świat. USS Hillary Clinton została naprawiona i jest obecnie jedynym lotniskowcem zdolnym przenosić współczesne samoloty odrzutowe A-4 Skyhawk, W około Big Hill zebrano 4 współczesne lotniskowce, olbrzymie desantowce zbudowane na wzór USS Kandahar i spora ilość jednostek osłony, w tym zupełnie nowe niszczyciele rakietowe. Do floty dołączyć ma jeszcze podwodniak HMAS Havoc, który prowadzi rozpoznanie w pobliżu japońskich wysp macierzystych. Kiedy wszystko wygląda, że już nic nie może zagrozić Alianckim operacjom, do wojny powraca Rosja rzucając na fronty niewyobrażalne ilości sprzętu i ludzi. Nie tylko rozpoczyna gwałtowny przemarsz głąb Rzeszy, ale również przeprowadza inwazję na Japonię, której flota wypłynęła na południowy Pacyfik, by powstrzymać zespół admirała Spruance. Ale niespodziewany powrót do gry, to nie jedyna niespodzianka jaką Stalin zaplanował dla świata. Po otoczeniu wojsk Rzeszy w okolicach Łodzi, na miasto zostaje zrzucony pierwszy ładunek atomowy. Świat zamiera w przerażeniu, gry realna staje się możliwość podbicia całej Europy i Azji przez komunistów.

Przy poprzednich tomach zwracałem szczególną uwagę, że ważnym tematem serii są problemy społeczne i przyśpieszenie zmian przez przybyszy, podobnie jest i w tym tomie, choć temat ten zostaje przesunięty na dalszy plan. Akceptacja kapitan Halabi, ciemnoskórej, muzułmańskiej kobiet, nadal jest sporym problemem na Wyspach, mimo gorącego poparcia udzielanego jej przez Churchilla. Podobne problemy dotykają generała Jonesa, który mimo wielu zasług dla ludzi współczesnych, dla wielu ciągle jest tylko niggrem. Trzeba jednaj przyznać, że poprawa jest widoczna, szczególnie w Australii. Innym powiązanym problem była nieczułość przyszłościowców na zadawane cierpienie. Jak się okazało, dwa lata wojny i pokaz bezwzględności w wykonaniu Japończyków na ludności tak cywilnej jak i wojskowej Australii i Hawajów, pozbawił emocji również współczesnych. Szczególnie znaczący okazał się tu pokaz brutalności na Hawajach, gdzie po odbiciu wysp stwierdzono iż siły okupacyjne zabiły dziewięćdziesiąt procent ludności cywilnej i wszystkich żołnierzy. Przez takie wydarzenia, współcześni nie mają żadnych oporów przed stosowaniem taktyki spalonej ziemie, dosłownie spalonej. Przed uderzeniami piechoty i pancerniaków, tereny bombardowane są z pomocą napalmu i innych bomb zapalających. W znieczulicy przerośli nawet ludzi z przyszłości, którzy wojnę z globalnym terroryzmem prowadzili blisko dwadzieścia lat.

Yokosuka MXY7 OhkaO rozwoju uzbrojenia za wiele z tego tomu dodać się nie da. Wszystkie strony wprowadziły na szeroką skalę odrzutowce, broń pancerna uległa poprawie, pociski rakietowe są w użyciu, zwłaszcza u Aliantów, którzy mieli olbrzymie fory w tej sprawie. W sprawie technologii warta uwagi jest Japonia, która po cichutku produkowała sterowane bomby Ohka, dla swoich Kamikaze, przepraszam dla Tokkotai, gdyż samo określenie kamikaze było dla Japończyków obrażające. Ale dlaczego warte jest to uwagi? Ponieważ nikt nie wiedział jak olbrzymią ilość tych jednostek posiada Japonia, ani że pominięto (dzięki wiedzy o przyszłości) wiele mniej udanych projektów, które miano wdrażyć przed pojawieniem się ostatnim typów 42,43 i 44. Obecnie Japonia dysponowała olbrzymią ilością niemal naddźwiękowych (Ohka rozwijała prędkość około tysiąca kilometrów na godzinę) pocisków sterowanych o zasięgu około 250 km. O więc pocisków zdolnych zaatakować przeciwnika z odległości większej niż cokolwiek innego do tej pory, również na tyle szybko, że cele dla bomb właściwie nie miały czasu na obronę, o czym przekonała się bardzo dotkliwie rosyjska flota. Dzięki zaskoczeniu jakie przewidywał plan pierwszego użycia tej broni, flota admirała Spruance, nawet przy wsparciu jednostek admirała Kolhammera, miała nikłe szanse na przetrwanie tego spotkania. Na szczęście dla pozytywnej strony konfliktu, sytuację zmienił powrót ZSRR do wojny.

Znacznie bardziej interesującą sprawą tego tomu jest taktyka jaką zastosowały wszystkie cztery strony w tej końcówce wojny, oraz polityka jaką chciały tą taktyką wprowadzić. O Japonii i ich cichym (w przygotowaniu, głośnym w użyciu) planie już pisałem. Jeśli chodzi o Aliantów, to ich plan na Europę był konwencjonalny, wykorzystać Anglię jako przyczółek i z niego atakować kontynent i Rzeszę. Dzięki olbrzymiej przewadze jaką dawał Trident, bardzo szybko uzyskaną całkowitą przewagę w powietrzu, również dzięki wykorzystaniu na szeroką skalę helikopterów, bardzo szybko przerzucano wojska tam, gdzie są potrzebne, znacznie ułatwiło to też ewakuację rannych. Patton ze swoimi pancerniakami pchał front co raz bardziej w głąb Rzeczy. Na Zachodzie w kilka dni po D-Day, Niemcom zostały tylko lokalne punkty oporu, co prawda bardziej niebezpieczne dla Aliantów niż wyraźnie wytyczony front, jednak osamotnione i otoczone przez siły wroga. Gdy front zachodni właściwie nie istnieje, do wojny powracają Sowieci, rzucając na front wschodni milionowe siły, rozbijać w pył niemieckie dywizje strzegące bezpiecznej granicy, w tym samym czasie Sowieci wykonują powietrzne desanty na południową Francję, Włochy, Bałkany oraz rozpoczynają desant morski na japońskie wyspy macierzyste. Niemcy szykują się do odparcia Rosjan, zbierając siły pod Łodzią i w tym momencie świat przeżywa pierwszy szok. Rosjanie jako pierwsi zrzucają Bombę A, właśnie na Łódź. Podczas gdy świat zwalcza pierwszy szok faktu, że to Stalin wygrał wyścig, a jego wojska kontynuują natarcie, Niemcy serwują światu drugi szok, na linii Odry tworzą front z broni chemicznej o długim czasie działania. Tworzą nad Odrą prawdziwą Ziemię Niczyją, żadna strona nie jest wstanie jej przejść. A gdzie Alianci i ich projekt Manhattan? Mieli przecież znacznie większą przewagę nad resztą, zarówno w ludziach jak i technologii, tymczasem o ich bombie nic nie słychać.

B-52 StratofortressJak się okazuje, projekt Manhattan ma się lepiej niż dobrze. Przy użyciu B-52 Stratofortress zrzucają nie jedną, nie dwie, ale trzy bomby na… Berlin domagając się bezwarunkowej kapitulacji państw Osi. Robiąc przy okazji wszystko co się da, by nie rozdrażnić Stalina, który prawie opanował już dwa kontynenty i jest blisko skierowania luf przeciw swoim „sojusznikom”. Przy okazji całkowicie ignorując rady Kolhammmera w sprawie wroga, z którym już raz przyszło mierzyć się w lodowatym uścisku przez blisko pół wieku. Ale do polityki jeszcze wrócę, na razie powrócę do teatru wojny na Pacyfiku w pobliżu Japonii. Po zniszczeniu Rosjan i utracie elementu zaskoczenia nad Amerykanami, Yamamoto i jego flota szykuje się do obrony wysp, jednak w pobliże jego pancernika Yamato podpływa HMAS Havoc i dostaje rozkaz zatopienia floty przeciwnika, podczas gdy jest to jedyna siła zdolna w obecnym momencie ograniczyć zapędy Stalina z jego programem atomowym i tylko podstęp admirała Kolhammera oraz trzeźwość umysłu admirała Yamamoto ratuje świat przed „Ostatnim brzegiem” (On the Beach – książka Nevila Shute z 57′, oraz dwie ekranizacje), choć Tokio nie znajduje się na liście uratowanych.

Polityka, właściwie najważniejszy temat trzeciej książki serii. Niestety mam negatywne odczucia do linii polityki jaką prowadzi główny gracz, czyli Stany Zjednoczone Ameryki. O ile trzymanie w sekrecie osiągnięć projektu Manhattan jak najbardziej popieram, zwłaszcza gdy w szachu chciano trzymać Stalina i jego bandę, to już jego użycie jest w moim odczuciu zupełnie negatywne. Zrzucenie bomb na właściwie już rozgniecioną Rzeszę, nijak nie wpłynęło na wynik tej potyczki. Sam Himmler, gotów był do bezwarunkowej kapitulacji siłom Aliantów, tylko by ratować to co zostało z jego narodu. W naszej rzeczywistości bomby zrzucono na przegrywającą Japonię, ale nie pokonaną Japonię. Pokaz siły miał uchronić Aliantów przed wykrwawieniem się przy zdobywaniu wysp. Tu pokaz siły nijak nie osiągnął tego celu. Również ignorowanie ostrzeżeń o możliwościach ZSRR i kierownictwa tego kraju, negatywnie pływa na ocenę polityki Roosevelta. Gdyby nie „bunt” Kolhammera, kolejne atomówki niemal na pewno spadły by na Londyn i Canberrę. Ale pomijając kwestie gry na atomówki, bo tu stawki są inne i mogę nie rozumieć do końca tych posunięć, to pozostaje fakt likwidacji Yamamoto, w sytuacji gdy jest (biorąc pod uwagę posiadaną przeze mnie wiedzę i treść książki) najlepszy sojusznik jakiego Alianci mogliby pozyskać, również czasowo zagrana w momencie, gdy Japonia nie miała już wyjścia wzięta między młot i kowadło. A przecież Roosevelt i admirał King znali historię, a mimo to pozwoli by górę wzięły emocje za Hawaje. Zachowanie tych ludzi, siedzących tysiące kilometrów od miejsc walk wzbudza we mnie negatywne uczucia, a przecież to oni powinni na zimno kalkulować sytuację. Jestem co prawda świadom, że gdyby Rosjanie nie przystąpili ponownie do walk, to Yamamoto prawdopodobnie rozniósłby w pył flotę inwazyjną Aliantów, jednak nie mogę go winić za bycie dobrym w swoim fachu, w końcu jest Wielkim Admirałem i jego zadaniem jest pokonanie wrogów, nie ich wybór.

Rozpisałem się, a przecież opisuję najsłabszy tom trylogii. Proszę mnie tylko źle nie zrozumieć, najsłabszy nie znaczy zły, jest tylko słabszy od dwóch poprzednich. Samo zakończenie wojny i wątki z tym związane, jak widać powyżej, prezentują bardzo przyzwoity poziom, nawet jeśli wzbudzają negatywne uczucia. O gorszym odbiorze książki decydują głównie kwestie, których nie ma w książce. Po pierwsze ponad rok przerwy w wydarzeniach. Ja rozumiem, że na frontach powstała stagnacja, gdy każda ze stron próbowała zyskać przewagę na przeciwnikiem, jednak sprawa Hawajów powinna zostać dokładniej opisana, a nie (jak ma to miejsce w trylogii) przeskoczona. Okupacja i odbicie powinno się znaleźć w tym lub poprzednim tomie. I to raczej w tym, bo Wybór celów zakończył się doskonałym cliffhangerem. Nie wiem czy autor nie mam ochoty czy pomysłu na ten porządne rozwinięcie tego wątku, może bał się bardzo trudnego tematu ludobójstwa. Nie wiem jaki był powód, w każdym razie, mocno się zawiodłem brakiem rozwinięcia tego motywu.

Podobny zawód, choć na szczęście znacznie mniejszy, poczułem w sprawie komandora Daniela Black, współczesnego męża reporterki z XXI wieku, Julii Duffy. I nawet nie chodzi o ich problemy małżeńskie, ale o fakt iż zginął między tomami i to jeszcze jakąś bezsensowną śmiercią w wypadku. Cóż mam wrażenie, że to wręcz kpina z czytelnika, zrobić wpierw bohatera, którego czytelnik polubi a potem cichcem go zlikwidować w sposób nic nie wnoszący do fabuły.

Jak pisałem jest to znacznie mniejszy zawód niż te nieszczęsne Hawaje, ale jest to też wina Birminghama, który zrobił wszystko by w Osi czasu nie pojawił się bohater, lub grupa bohaterów z którą czytelnik mógłby i chciałby się utożsamiać. Ten fakt równoważy wszystkie swoje pozytywy i negatywy. Brak takiego przodującego bohatera stał się odczuwalny właśnie w Ostatecznym celu, gdzie momentami, aż się prosiło by stał się nim np. książę Harry, kapitan Halabi z HMS Trident, czy kapitan Willet z HMAS Havoc. Błędne wrażenie, iż taki bohater się pojawi sprawiła pani Duffy, z którą na samym początku obserwujemy desant kawalerii powietrznej. Jednak piszę, że brak takich postaci równoważy swoje negatywy. Właśnie ich brak pozwala spojrzeć na inne problemy opisywane przez autora: rasizm, tłamszenie kobiet, nawet tak unikany przez autora problem jak ludobójstwa, to wszystko staje się ważniejsze, gdy czytelnik nie kibicuje konkretnym postaciom i ich losom w tym całym wojennym zamęcie.

Nim jednak przejdę do podsumowania, pozostanie ostatnia kwestia, którą poruszę ze względu na swój patriotyzm. Polska i jej udział w wojnie. Przy okazji poprzedniego tomu, miałem przyjemność wspomnieć o Dywizjonie 303, który zasłynął się w obronie Wielkiej Brytanii podczas Bitwy o Anglię. Tym razem mam znacznie smutniejsze wieści. Można powiedzieć, że autor wręcz znęcał się na Polską. Myślę, że wpływ na to miały materiały, jakie stały się jawne po upadku Żelaznej Kurtyny, gdzie tereny polski miały się stać atomowym frontem ewentualnej wojny między NATO a państwami Układu Warszawskiego. Zniszczenie Łodzi było pierwszym ciosem zadanym przez Birminghama, kolejnym było skażenie zachodnich terenów, na linii Odry, a później jeszcze na doprawkę zniszczenie Berlina, które choć nie dotyka Polski bezpośrednio, to w połączeniu z Łodzią i chemią uczyniło pewno większą część terenów Polski niezdatnymi do życia. Jednym zdaniem, wyszliśmy na tym gorzej niż w Jałcie. Jednak sam fakt takiego potraktowania tych terenów nie wpływa źle na ocenę całości, ponieważ nie bardzo widzę możliwość innego rozwiązania tych kwestii (może z wyjątkiem Berlina).

Kończąc Trylogię Oś czasu, Ostateczny cel dostaje tylko 4/6, głównie za Hawaje, choć polityka Roosevelta też ma wpływ na obniżenie oceny tomu.

Oś czasu – Wybór celów

Wybór CelówŚrodek trylogii Birminghama o wielonarodowej grupie wojskowych z 2021 roku, którzy wskutek nieudanego eksperymentu lądują w samym środku Drugiej Wojny Światowej, przy okazji niemal doszczętnie niszcząc ofensywne możliwości aliantów na Pacyfiku i to w przeddzień bitwy, która miała być punktem zwrotnym na tym teatrze wojny.

Od akcji z pierwszego tomu mija kilka miesięcy. Jak okazuje się, każda strona otrzymała jakiś podarek z przyszłości, dzięki któremu chcą odmienić losy wojny. Naziści zawarli zawieszenie broni z Sowietami i obecnie przerzucają wojska na zachód, by zdobyć ostatni aliancki przyczółek w Europie, Wyspy Brytyjskie. Tymczasem u samych sowietów cisza, zgodzili się na zawieszenie broni i wygląda jakby nagle wojna przestała ich interesować. Jednocześnie oba totalitarne imperia posiadając całkiem niezłą wiedzę o dalszych losach swoich krajów, przeprowadzają czystki na szeroką skalę. Wśród ofiar tych czystek znajduje się np. generał Rommel, któremu Rzesza zawdzięczała sporo zwycięstw, jest też córka Stalina, która po jego śmierci uciekła na Zachód. W tym samym czasie Imperium Japońskie całkowicie zmienia strategię, wycofując swoje siły z kontynentu azjatyckiego, by jak najszybciej zdobyć przewagę na aliantami na pozostałych frontach, oraz by zdobyć niezbędne do rozwoju zasoby Australii. Pod koniec roku państwa Osi rozpoczynają wielką ofensywę, naziści próbują desantu na Anglię, Japończycy ponownie atakują Hawaje, tym razem nie wycofując się po bombardowaniu, tylko zajmując wyspy.

Podczas gdy państwa Osi i Sowieci zajmują się wewnętrznymi czystkami i rozwojem uzbrojenia, Admirał Kolhammer musi toczyć zupełnie inną wojnę, z rasizmem i strachem przed zmianami. I to nie tylko zmianami natury militarnej, ale także kulturowej. Rząd USA powołuje do istnienia w Kalifornii specjalną Strefę, na terenie której obowiązuje prawo z XXI wieku, strefę w której ma rozpocząć się rewolucja przemysłowa, ale też strofę która ma częściowo ograniczyć rozpływ kultury z przyszłości. Przeciw Kolhammerowi i jego ludziom staje sam szef FBI, Edgar Hoover.

F-86 SabreTak jak pisałem przy pierwszym tomie, przybysze z przyszłości trafili na olbrzymi mur kulturowy. I nie chodzi już tylko kolorowych i kobiety, ale o wpływy jakie wywierają na całe społeczeństwo. Do Strefy i do Sił Pomocniczych napływają ludzie z całych Stanów i są to zarówno biali chętni zysków, jak i cała reszta, dla których wizja braku segregacji rasowych jest szansą na poprawę swojego losu. Ale wszystko to spotyka się oporem sporej części „starej gwardii”. Takich ludzi jak właśnie Hoover, który w ludziach z przyszłości widzi zdziczenie obyczajów, rozwiązłość i komunizmu itp., podczas gdy sam jest homoseksualny i w łóżku wyrabia gorsze rzeczy, niż te które zarzuca ludziom w strefie. A do tego posiada teczki na sporą część polityków i innych wpływowych ludzi. Zamiast szukać wrogów, takich jak ci odpowiedzialni za zamachy bombowe na cele cywilne, FBI pod jego komendą szuka haków na ludzi u władzy. Ale trzeba przyznać ludziom Kolhammera, że nie są do końca tacy niewinni na jakich uchodzą. Oni chcą dostosować realia do znanych sobie ze swoich czasów., ze wszystkim co dobre i co złe. Tworzą odpowiednio tajną organizację, która ma im pomóc w zmianach społeczeństwa (między innymi finansując grupy, które rozpoczęły zmiany w ich świecie) i wymierzaniu sprawiedliwości, gdy wszelkie inne legalne środki zawodzą, a dzięki technologii, którą posiadają, są znacznie skuteczniejsi w swych poczynaniach niż Hoover. Kto wie, czy gdyby FBI nie podchodziło do swoich zadań bardziej rzetelnie, nie pokrzyżowaliby planów ludziom z przyszłości.

A-4 SkyhawkWraz z utworzeniem Strefy w Kalifornii, Alianci zabrali się za rozwój technologii by zyskać przewagę nad wrogiem. O ile w przypadku lotnictwa zmiany nie natrafiają na wielki opór – pokazy z użyciem F-22 i Raptorów dają odpowiedni efekt, by zacząć poważne prace nad silnikami odrzutowymi i helikopterami, tak powstają względnie szybko Hueye, Cobry, A-4 i F-89, które już niedługo zaczną wojować na frontach. Jednak na pozostałych frontach opór jest znacznie większy. Wiąże się on z niedowierzaniem, lobbingiem przemysłowców i kłamstwami z testów broni. Przykładowo, największym problemem Aliantów na Pacyfiku były torpedy, które nie wybuchały. Detonatory magnetyczne miały feler i gdy torpeda weszła za głęboko wysiadały, natomiast detonatory uderzeniowe (zapasowe) zostały żywcem przeniesiony z poprzedniej wolniejszej wersji torped, obecnie ulegały zniszczeniu w momencie uderzenia we wrogą jednostką. Usterka, to złe określenie, wada fabryczna była względnie prosta w naprawie, jednak producent za nic nie chciał się przyznać do błędu, więc nim doszło do wymiany wadliwych części wiele okrętów wroga nie zostało zatopionych. Podobny opór spotkano przy produkcji czołgów i broni ręcznej piechoty. Nim producenci i projektanci przyjęli do wiadomości jakie wady zawiera w sobie np. taki Sherman i jak bardzo jest nieprzygotowany do nowoczesnej walki pancernej, setki jak nie tysiące skorup było już wylanych, a gdy każdy czołg na froncie się liczy, to posyła się i takie trumny jakie są gotowe. Z karabinami byłe nieco lepiej, przybysze z przyszłości zaproponowali najlepsze i najprostsze technicznie rozwiązanie jakie zna świat: AK47, na kontynencie amerykańskim początkowa próba jego wdrożenia spotkała się ze sporym oporem, głównie ze względu na historię owej broni, jednak w Australii gdzie trwały walki obronne przed Japończykami, wprowadzana go do użytku tak szybko, jak schodził z taśm. Dzięki skuteczności jaką tam pokazał, opór u pozostałych sojuszników minął jak kulą odjąć. Także jak można się przekonać, sama wiedza o możliwościach broni, może być nie wystarczająca by przeforsować zmiany tych gorszych ale znanych pomysłów. Gdyby podobną problematykę przenieść do Ciszewskiego, to tłumaczy, czemu u niego nie obserwujemy żadnej zmiany uzbrojenia u współczesnych, nawet najprostszego.

Ostatnim aspektem Wyboru celów jest oczywiści sama wojna, choć jest tu tematem można powiedzieć drugorzędnym. Wpierw może Europa, Hitler odpuścił sobie front wschodni, nawet niby z sowietami bada nowe uzbrojenie. Cała jego uwaga skupiona jest na Anglii, gdzie próbuje za wszelką cenę wygrać. Jednak robi to w sposób nie do końca sensowny (zupełnie jak w normalnej linii czasowej). Nie ma możliwości przeprowadzenia ataku z zaskoczenia, wybrzeży Anglii strzeże HMS Trident (niszczyciel Stealth z XXI wieku), którego rozpoznanie pozwala śledzić ruchy jednostek na setki kilometrów w głąb Francji. Przez tą ruchomą platformę radarową wszelkie siły Luftwaffe spotykają się z oporem nim jeszcze dolecą do Kanału. Natomiast próby zatopienia niszczyciela są chaotyczne i nieskuteczne. Zamiast zebrać porządną ilość Me-262, są one puszczane na rzeź po kilka sztuk i strącane przez silną obronę przeciwlotniczą jaką otoczono Tridenta. Kiedy dochodzi do inwazji na Wyspy, całą akcja kończy się klęską, jakiej Hitler jeszcze nie widział. Flota w ogóle nie dociera do Anglii, główne jednostki zostają zatopione niszczyciel, podczas gdy resztę floty rozgramia Home Fleet. Lotnictwo również ponosi klęskę, nieco mniejszą, bo ze względu na ilość posłanych maszyn część dociera na miejsce, jednak tam niedługo zostają otoczone przez wojska aliantów i wycięte w pień. I tak Rzesza traci swe możliwości ofensywne.

Po drugiej stronie globu, Imperium Japońskie robi wszystko co tylko może, by alianci uznali iż ich celem jest zajęcie Australii i jej zasobów. Wojska obecne na kontynencie mają byś wyjątkowo brutalne, by wzmóc we wrogu poczucie strachu i chęć wzmocnienia obrony Australii kosztem innych miejsc. W tym samym czasie, gdy na północy Australii trwa rzeż, admirał Yamato zajmuje Hawaje. Hidaka, tymczasowy gubernator Hawajów, posyła ultimatum Amerykanom, że jeśli zapomną o wyspach, nic złego nie stanie się mieszkańców, by dodać mocy swoim słowom strzela w skroń reporterce z przyszłości… Alianci przekonują się, co to znaczy walczyć z bezwzględnym wrogiem, który na dodatek się nie poddaje. (Jednak jak to wpływa na ich zachowanie, trzeba poczekać na kolejny tom…)

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o polskich akcentach w książce. Załoga HMS Trident podczas inwazji o osłonę powietrzną w wykonaniu Dywizjonu 303 pod dowództwem kapitana Jana Zumbach, nawet nie tyle prosi ile się domaga, mimo głosów z dowództwa RAFu odradzających takie postępowanie. Dywizjon pozostaje w osłonie niszczyciela nawet po przybyciu zmiany, zostają tak długo jak długo wystarcza im paliwa i amunicji. Jest to miły akcent ze strony autora w stosunku do ludzi, którzy mieli znaczący udział w obronie Wysp, podczas Bitwy o Anglię.

Podsumowując, Wybór celów jest jeszcze lepiej napisany niż Wybór broni. Końcowe akcje militarne i pierwszy pokaz tylko kilku nowych rodzajów uzbrojenia jest właśnie tym czego oczekuje się książek opisujących alternatywną historię. Nawet problemy społeczne na swój sposób przyciągają uwagę czytelnika, szczególnie różne akcje przeciw rasizmowi, które rozpoczynają się znacznie szybciej niż miało to miejsce w pierwotnej linii czasowej. 5/6 to jak najbardziej odpowiednia ocena dla środkowego tomu Osi czasu.

Oś Czasu – Wybór broni

Wybór broniWybór broni Johna Birminghama to pierwsza książka trylogii Oś Czasu. Podobnie jak opisywany niedawno przeze mnie Cykl WWW Marcina Ciszewskiego opowiada historię współczesnych żołnierzy przeniesiony w przeszłość, gdzie uzyskają możliwość poprawienia historii w okresie Drugiej Wojny Światowej. Tylko tym razem swą przygodę zaczynają w przeddzień bitwy o Midway, 2 stycznia 1942 roku…

Jest styczeń roku 2021, radykalny Islam ogłosił globalny Dżihad przeciwko cywilizacji Zachodu. Na terenie Indonezji utworzył prawdziwy Kalifat. Siły międzynarodowe tworzą zgrupowanie, które ma przeciwdziałać temu terroryzmowi. W skład grupy wchodzą wszystkie wolne jednostki z okolicy, trochę jednostek amerykańskich, trochę brytyjskich i australijskich, znalazły się wśród nich też dwa niszczyciele indonezyjskie oraz japoński krążownik. Trzonem formacji jest lotniskowiec USS Hillary Clinton. W tej dosyć przeciwnej zbieraninie znalazł się też okręt badawczy Nagoya, który nie miał innego wyboru gdy ściągnięto do zgrupowania osłaniający go krążownik. Naukowcy jak to naukowcy, za nic mają okoliczności i cały czas prowadzą swoje badania, w czasie jednego z testów na Nagoyi dochodzi do dziwnych zdarzeń w wyniku których całego zgrupowanie w jednej chwili znika ze Wschodniego Timoru Anno Domini 2021 i pojawia się wewnątrz dwóch zgrupowań oznaczonych jako TF 16 i TF 17 zmierzających właśnie z Pearl pod Midway by powstrzymać atak Japończyków w czerwcu 1942 roku. Tranzyt (jak nazwano później efekt podróży w czasie przestrzeni) obezwładnił na jakiś czas załogi okrętów z XXI wieku, tymczasem obserwatorzy na okrętach z czasów Drugiej Wojny Światowej pierwsze co dostrzegli w mroku to banderę JDS Siranui i uznając nowe okręty za wrogie otwarły do nich ogień, na który odpowiedziały automatyczne systemy obronne nowoczesnych jednostek. W wyniku tego nieszczęśliwego zbiegu okoliczności obie strony odniosły poważne straty, a Japończycy ciągle zmierzają w stronę Midway… Gdy opadł już bitewny dym, flota międzynarodowych sił stwierdza iż w zgrupowaniu brakuje jej kilku okrętów, między innymi dwóch indonezyjskich niszczycieli, które jak się z czasem okazują zostały przejęte przez Japończyków.

USS EnterpriseWybór broni napisany został kilka lat przed www.1939.com.pl i choć opisuje podobny motywy, to podchodzi do sprawy zupełnie inaczej. U Ciszewskiego w przeszłość przenosi się niewielki związek taktyczny w sile wzmocnionego batalionu, który w założeniu osoby odpowiedzialnej za „podróż” miał zmienić wydarzanie bardziej lokalnie. Jednak ze względu na to co sobą prezentował, nie odbiegał specjalnie techniczne od posiadanych ówcześnie broni. Broń i pojazdy były oczywiście lepsze niż ich przodkowie z 39 roku, jednak to głównie był grubszy pancerz, większy kaliber, lepsza penetracja naboju. Jedynie helikoptery prezentowały znaczący postęp techniczny, jednak gdy ich możliwości ofensywne zostały wykończone, zostały tak zniszczone, że nikt nie mógł wykorzystać ich do rozwoju ówczesnych projektów. Tak więc Pierwszy Samodzielny Batalion Rozpoznawczy nie wywołał rewolucji w historii (choć lokalnie bohaterowie mieli wpływ na losy otoczenia). Częściowo oporność na zmiany doktryn wojennych przez ludzi z lat Drugiej Wojny Światowej tłumaczy właśnie Birmingham, ale do tego jeszcze wrócę razem z kolejnym tomem. W Osi czasu (w odróżnieniu od WWW) tranzyt jest przypadkowy (co tak naprawdę dla bohaterów nie robi żadnej różnicy), jednak w przeszłość trafia o wiele więcej ludzi, sam lotniskowiec to kilka tysięcy marynarzy i to nie byle jakich wojaków (oczywiście bez obrazy dla pancerniaków z 1SBR) ale specjaliści wysokiej klasy, inżynierów lotnictwa, specjalistów od łączności i techników z obsługi reaktora atomowego, a przecież na pozostałych jednostkach też znajduję się ogrom ludzi różnych specjalności. Zgrupowanie okrętów ma też jeszcze jedną przewagę przy takiej podróżny na batalionem rozpoznawczym – okręty są przygotowane do długiego przebywania poza portami macierzystymi, z racji takich misji posiadają olbrzymią bibliotekę z wiedzą (i nie tylko) ze swoich czasów. A więc mają podłoże do rozpoczęcia gwałtownych zmian po swoim pojawieniu się w 42.

Oczywiście by bohaterom nie było zbyt łatwo, autor zadbał by strona przeciwna nie straciła szans na podjęcie równorzędnej walki, mimo przewagi jaką zyskali alianci. Przeciwna strona dostała w swoje ręce część z zaginionych jednostek, choć może z niezbyt skorą do pomocy załogą, to jednak ze sporą ilością wiedzy zapisaną w kościach pamięci. Więc już wkrótce historia ulega sporym zmianom. Po pierwsze Japończycy odpuszczają atak na Midway, który w historii był początkiem ich końca panowania na morzach, następnie następuje chwilowa stagnacja, gdy Alianci próbują naprawić swoje siły po nieszczęśliwym tranzycie, a przeciwna strona przyswaja wiedzę o swojej klęsce, o tym jak do niej doszło, gdzie popełnili błędy i czy da się jakoś zmienić koleje losu. Japonia będąca w układzie z nazistami, dzieli się wiedzą z nimi, co skutkuje kolejnymi zmianami na frontach Drugiej Wielkiej Wojny.

IJN YamatoJednak to nie ta wojna, jest głównym problem książki, to nie naziści i Japończycy, którzy uważają się za wyższą rasę, ale głównym problem jest aklimatyzacja podróżników w czasie we własnych krajach. I nawet największym problem wbrew pozorom nie jest japoński krążownik i jego załoga wchodząca w skład wielonarodowych sił, nie są też nimi nieliczni Rosjanie, Niemcy i Włosi, który z różnych powodów znaleźli się w na jednostkach zgrupowania. Głównym problem jest sama zbieranina Amerykanów, Anglików i Australijczyków, załogi z początku dwudziestego pierwszego wieku są mieszane pod każdym względem, zarówno płciowym jak i etnicznym. I to stanowi największy szok dla ludzi z 42 roku. Nie dość, że na jednostkach są kobiety, to jeszcze niektóre z nich mają oficerskie szarże i co jeszcze bardziej szokujące, nie wszyscy mają biały kolor skóry. Są czarni, Latynosi, nawet ludzie o azjatyckich rysach twarzy. A należy pamiętać, że nawet jeśli USA nie miało obozów dla „podludzi”, to jednak nadal żaden kolorowy nie mógł liczyć na zostanie oficerem. Na okrętach mogli co najwyżej kucharzyć. Mimo iż od Wojny Secesyjnej minęło prawie 100 lat, to segregacja rasowa istniała dalej, a problemy nie białych dalej miały mniejszy priorytet. Tymczasem nagle przybywa kilkanaście tysięcy ludzi, dla których takie podziały nie istnieją, co więcej nie wyobrażają by nagle zaczęły ich obowiązywać.

Jak to w życiu bywa, początkowo współcześni (jak w książce określa się ludzi z 42r.) mają problem zaakceptować kolorowych i kobiet, jednak część z konieczności potrafi pohamować swoje uczucia, część z czasem przekonuje się, że wyszkolenie i umiejętności tych ludzi pozwala na przezwyciężenie wrodzonych uprzedzeń. Niestety nie dotyczy to ogółu społeczeństwa i już wkrótce dochodzi incydentów w miejscu stacjonowania wielonarodowej floty. Najpoważniejszym okazuje się bestialskie podwójne morderstwo japońskiego porucznika i amerykańskiej czarnej kapitan. Morderstwo do którego władze cywilne, które prowadzą śledztwo, nie przywiązują specjalnego znaczenia ani nacisku na rozwiązania, w końcu to tylko jakiś skośnooki i murzynka, nic nadzwyczajnego. Z rasistowskimi uprzedzeniami spotykają się wszyscy członkowie wielonarodowych sił i jest to jeden z głównych tematów książki. Autor uświadamia czytelnika, że choć alianci walczyli ze strasznym złem (obozy zagłady i pracy były zarówno w Rzeczy jak i Imperialnej Japonii), to jednak nie byli idealni. W dzisiejszych czasach, po dziesiątkach lat zmian i wprowadzania różnego rodzaju poprawności (których inicjatorem były przecież kraje przewodzące w sojuszu przeciw państwom Osi), możemy zapominać jak sytuacja się miała ledwo półwieku temu. W Polsce sytuację komplikuje dodatkowo fakt, że u nas takie podziały właściwie nigdy nie istniały, nawet teraz ludzi o odmiennym wyglądzie to liczebnie wciąż błąd statystyczny. Więc gdy np. Ciszewski przenosił swoich bohaterów w przeszłość w ogóle nie musiał stawiać ich przed takim problem, on nie zaistniał i możliwe, że nawet żadnemu czytelnikowi nie przyszło do głowy, iż podróżnik w czasie mógłby mięć większy problem z aklimatyzacją. Podczas gdy po przeciwnej stronie globu samo pojawienie się kolorowego człowieka w barze dla białych wywołuje zamieszki, które niszczą połowę miasta.

Poza etnicznym mieszańcem ludzi z przyszłości współczesnych przeraża też zachowanie wojskowych z przyszłości. Ich zimna profesjonalność wykonywania roboty. Fakt, iż kapitanowie bez mrugnięcia okiem potrafią odpalić rakietę zatapiającą okręt z wielotysięczną obsadą, niczym maszyny które im w tym pomagają. Marines, którzy bez broni są równie niebezpieczni jak w pełnym rynsztunku. To wszystko jest trudne do pojęcia dla ludzi, którzy ledwo zaczęli wojnę, których armia składa się głównie z poborowych, a o miejscach masowych mordów jeszcze nie słyszeli. Tymczasem nowi przybysze mają to wszystko już za sobą, mają za sobą dwie dekady wojny ze skrajnym Islamskich Dżihadem, gdzie przeciwnik nie honoruje żadnych konwencji. Wielu z przybyszy ma za sobą udziały w ekshumacji masowych grobów w różnych rejonach świata. Do tego są to ludzie zawodowo związani z wojskiem, więc spędzają lata na szkoleniu, by w trakcie walki nie okazywać słabości. Te wszystkie czynniki sprawiają, że ich aklimatyzacja jest jeszcze trudniejsza. Sytuację w tej sprawie ratują nieco starsi oficerowie współczesnych, którzy często służą od czasów poprzedniej Wielkiej Wojny i rozumieją co długotrwała walka czyni z żołnierzem.

Wracając jednak do wojny, bo w końcu książka nie traktuje tylko o problemach społecznych, ale też o ostatniej wojnie światowej. Wszystkie strony nie rzuciły się na broń przyszłości, nie wykorzystały wunderwaffe by chwilowo dogryź przeciwnikowi – choć amerykanie poświęcili część środków na zadanie przeciwnikowi niewielkiego ciosu, to jednak atak ten nie miał większego znaczenia strategicznego, jedynie pokazał taktyczne możliwości ludzi i technologi z przyszłości. Oczywiście każda strona, chce zdobyć jak najwięcej niezwykłej technologi, by móc ją analizować, tworzyć odpowiedniki i wygrać wojnę. Jednak każda strona w pierwszej kolejności postawiła na zdobycie jak najdokładniejsze wiedzy o historii, zarówno tej za kilka dni jak i całej wojny. Wojna wręcz zostaje na krótko wstrzymana, gdy strony zapoznają się analizami swoich posunięć. Państwa Osi dowiadują się, jak obecne działania przyczyniły się do ich klęski. Japonia wycofuje się z kontynentu Azjatyckiego i przerzuca siły na Pacyfik. Niemcy chwilę po rozpoczęciu kampanii przeciw ZSRR podpisują zawieszenie broni i przerzucają siły na zachód. Nagle sytuacja dla Aliantów staje się znacznie trudniejsza niż była według materiałów historycznych, które przywieźli ze sobą goście. Jak te fakty wpłyną na dalsze losy świata? Zobaczymy w kolejnych tomach. Jednak na razie wrócę do faktu analizy historii (a raczej przyszłości dla postaci z książki). O ile sytuacja Japonii jest dosyć prosta. Yamamoto od początku był przeciwny budzeniu uśpionego olbrzyma jakim były Stany, więc jestem pewien, że mógł bez większych problemu przyjąć informacje o swoich błędach, na pewno miał też dość wpływów, by przeforsować zmiany. Tak Europejski teatr działań był zupełnie inny. Fakt przekonania o swojej wyższości i nieomylności przez ludzi Rzeszy, mocno utrudniałby im przyjęcie tak negatywnych informacji. Autor częściowo zwraca na to uwagę, gdy ambasador Rzeszy w Japonii nie umieszcza wszystkich informacji w depeszach, licząc iż cała złość Hitlera spadnie na młodszego członka ambasady, który nie dba tak o własną skórę. W świetle wiedzy z pierwszego tomu, reakcja Rzeszy jest trochę nieodpowiednia co do spodziewanej, w kolejnych tomie jest to już lepiej wytłumaczone, więc wrócę jeszcze do tematu, przy okazji Wyboru celów.

Podsumowując pierwszy tom, czyta się całkiem dobrze, jest spory natłok bohaterów i to zarówno historycznych jak i fikcyjnych, jednak rozpoznanie kto jest kim i co robi, nie stanowi dla czytelnika żadnego problemu. Poruszana tematyka społeczeństwa też jest interesująca, bo choć fakt np. segregacji rasowej jest mi dobrze znany, to nie sądziłem, iż może stanowić aż taki problem. Natomiast brakuje trochę opisów wojny i porządnych walk, jest co prawda bratobójcza bitwa na dzień dobry, ale jednak oczekiwałem jakiejś większej ingerencji ludzi z przyszłości. Wybór broni dostaje ode mnie 4,5/6.